Instytut Ronalda Reagana
Żyła złota
Jerzy Rzędowski

Żyła złota

dodano: 26.02.2007

Ktoś mało wyrobiony politycznie i słabo obeznany z logiką ustroju RP mógłby to nazwać grabieżą w biały dzień albo bezczelnością ustawodawcy.

Od lipca 2007 roku wejdzie w życie nowelizacja ordynacji podatkowej. Odtąd „wiążące interpretacje przepisów podatkowych” będzie wydawał minister finansów, a nie lokalni naczelnicy urzędów skarbowych.

Sam pomysł wydaje się słuszny. Do tej pory Kowalski mógł płacić 22% VAT, ale jeśli przeprowadził się do sąsiedniego powiatu, mógł być od podatku zwolniony, bo tam przepisy interpretował inny urząd. A wszystko to na podstawie tej samej ustawy! W skrajnym wypadku – na przykład w Warszawie – różne interpretacje mogły zapadać na dwóch piętrach tego samego budynku i dotyczyć dwóch podatników mieszkających po przeciwnej stronie jednej ulicy, jeśli tak akurat biegła granica dwóch urzędów skarbowych. Teraz takie rozbieżności mają zniknąć.

Jednak nowelizacja przewiduje coś jeszcze – opłaty za te interpretacje mają wzrosnąć z dotychczasowych 5 złotych (jak od każdego podania) do 75 złotych od sztuki. Oczywiście ktoś mało wyrobiony politycznie i słabo obeznany z logiką ustroju RP mógłby to nazwać łajdactwem, grabieżą w biały dzień albo bezczelnością ustawodawcy. Mógłby pytać, dlaczego państwo ustanawia tak skomplikowane przepisy (i odpowiadać sam sobie, że robi to dla kasy).

Jako człowiek wierzący w dobre intencje uznałem to jednak za cudowny pomysł racjonalizatorski i pomyślałem, że warto go twórczo rozszerzyć na wszystkie resorty, bo może okazać się prawdziwą żyłą złota dla państwowego budżetu.

Dlaczego tylko Ministerstwo Finansów ma zarabiać na interpretowaniu przepisów? Ministerstwo Sprawiedliwości powinno w trybie pilnym przygotować rządowy projekt nowelizacji kodeksu karnego. Należy znieść zakaz zabójstwa i rozpowszechniania pornografii, a wprowadzić karę za „szkodzenie życiu” i „oglądanie brzydkich rzeczy”. Lokalne prokuratury mogłyby wydawać – za opłatą oczywiście – wiążące interpretacje. Czy przesłane mailem zdjęcia pewnej posłanki to już „brzydka rzecz” czy jeszcze nie?

Policja drogowa powinna pobierać opłaty za sprawdzenie prędkości radarem. Może należy się mandat, może nie – trzeba to stwierdzić urzędowo, „wiążąco zinterpretować” (i za to należy się opłata). Docelowo można by wydawać „wiążące interpretacje” wszystkich przepisów ruchu drogowego, jeśli oczywiście najpierw skomplikuje się je w takim samym stopniu jak przepisy o VAT.

Kolejnym krokiem mogłoby być skomplikowanie ordynacji wyborczej tak, by tylko najtęższe prawnicze mózgi mogły jednoznacznie powiedzieć, kiedy głos jest ważny, a kiedy nie. Głosuj za darmo – to twoje święte konstytucyjne prawo – ale jeśli chcesz to zrobić prawidłowo i skutecznie, zapłać Państwowej Komisji Wyborczej za „wiążącą interpretację”.

Gorzej ma resort zdrowia, ale i tu sytuacja nie jest beznadziejna. Leczyć się możesz z NFZ, jesteś przecież ubezpieczony. Ale zapłać za diagnozę – przepraszam, za „wiążącą interpretację stanu zdrowia”. Oczywiście nie musisz tego robić, ale nie zdziw się, jeśli zamiast syropu na kaszel dostaniesz skierowanie na wycięcie wyrostka. Bez wiążącej interpretacji nie wiadomo, jak cię leczyć.

Możliwości jest mnóstwo. Pieniądze za urzędowe interpretacje wszystkich możliwych ustaw popłyną szerokim strumieniem do państwowej kasy. Opłata za ustalenie kategorii zdrowia na komisji poborowej. Opłata za sprawdzenie, czy masz prawa wyborcze. Opłata za…

Dosyć. Jeszcze ktoś naprawdę uzna, że to świetny pomysł. Wielcy wynalazcy zawsze byli trochę nieobliczalni.…

Jerzy Rzędowski
“Finanse Publiczne” nr 2 [3], luty 2007