Instytut Ronalda Reagana
Zakorkowane umysły

Zakorkowane umysły

dodano: 19.06.2006

W debacie publicznej zachowujemy się jak lekarz, który zamiast leczyć przyczynę schorzenia aplikuje pacjentowi jedynie środki przeciwbólowe.

Kto mieszka w dużym mieście i jest kierowcą ten doskonale rozumie potrzebę szybkiego i sprawnego udrażniania miejskiego układu drogowego, a także wie, jak olbrzymie trudności powstają w czasie remontów i modernizacji dróg. Przy dużych potrzebach i jeszcze większych oczekiwaniach tym bardziej irytują sytuacje, gdy końca rozgrzebanej budowy nie widać, jak np. w przypadku dwóch newralgicznych stołecznych inwestycji: przebudowy skrzyżowana ul. Marynarskiej, Wołoskiej i Rzymowskiego na Mokotowie oraz ul. Górczewskiej na Bemowie – które ciągną się od dwóch lat i zakończyć jakoś nie mogą.

Stołeczny magistrat zerwał w końcu umowy z wykonawcą i dokończenie prac powierzył nowej firmie. Obok koszmarnej straty czasu musimy, niestety, odnotować i straty finansowe. Przebudowa skrzyżowania zgodnie z kosztorysem z 2004 roku miała kosztować 28 milionów złotych. Wyrzucony z budowy wykonawca zainkasował dotychczas 16,3 miliona, a firma, która dokończy rozgrzebane dzieło otrzyma wynagrodzenie w wysokości 29 milionów złotych.

Operacja zmiany wykonawcy – za zgodą Urzędu Zamówień Publicznych – odbyła się ona z pominięciem procedur przetargowych – towarzyszyły głosy krytyki, że miasto zbiera żniwo nieodpowiedzialnego kierowania się najniższą ceną jako najważniejszym kryterium wyboru wykonawcy. Gdyby kierować się innymi kryteriami – wiarygodnością, solidnością wykonawców – to już dawno inwestycje byłyby zakończone, a koszty mniejsze.

Jako zoologiczny sceptyk co do skuteczności stosowania nieostrych kryteriów przez administrację publiczną, nie tylko zresztą w przypadku udzielania zamówień publicznych, pozwolę sobie zatem zapytać – w jaki obiektywny i wymierny sposób mierzyć poziom “wiarygodności” czy “solidności” potencjalnych wykonawców? Listy referencyjne? Papier jest cierpliwy. Wzbudzająca zaufanie prezencja kadry kierowniczej? Tego można się nauczyć. Prawidłowa realizacja wcześniejszych zamówień? Ale to jest warunek sine qua non udziału w postępowaniu o udzielenie zamówienia publicznego, którego niespełnienie skutkuje obligatoryjnym wykluczeniem z postępowania (art. 24 ust. 1 pkt 1 Pzp).

Dochodzimy więc do punktu wyjścia. Jedynym obiektywnym kryterium jest cena. Każde inne kryterium rodzi pokusy i okazję dla dowolności w podejmowaniu decyzji przez zamawiającego. Jedynie najniższa cena jako główne, a właściwie jedyne kryterium wyłonienia wykonawcy, stanowi zabezpieczenie przed dowolnością i niejasnością wyboru wykonawcy. Zwłaszcza, że przy robotach budowlanych przedmiot zamówienia i tak musi być opisany za pomocą dokumentacji projektowej oraz specyfikacji technicznej wykonania i odbioru robót budowlanych (art. 31 ust. 1 Pzp).

Czy to oznacza, że jesteśmy skazani na takie przykre zdarzenia i straty jakich doświadczyła ostatnio Warszawa? Przede wszystkim musimy pamiętać, że niewykonanie lub nienależyte wykonywanie umowy przez jedną ze stron nie jest niczym niespotykanym ani nadzwyczajnym w stosunkach cywilnych i gospodarczych. Sytuacje takie zdarzają się, a ich skutki określone zostały w art. 471 i n. kodeksu cywilnego. Stronie poszkodowanej przez kontrahenta przepisy te w zupełności wystarczą do uzyskania należytego odszkodowania.

Tak, tak. Już widzę te uśmiechy politowania wywołane moją naiwnością. W czasie wieloletniego procesu, możliwość uzyskania odszkodowania staje się często iluzoryczna. Oczywiście. Ale powodem tego nie są przywołane przepisy kodeksu cywilnego ani tym bardziej prawo zamówień publicznych, a jedynie przewlekłość postępowania sądowego. Może więc, zamiast pomstować na nieodpowiedzialne kierowanie się najniższą proponowaną ceną, lepiej skupić wysiłki na udrożnieniu wymiaru sprawiedliwości i przyspieszeniu procesów? Wówczas nienależyta realizacja umowy przestanie się opłacać, a korzyści odniosą wszyscy, nie tylko jednostki publiczne.

Łatwo się pisze, wiem. Jak wspomniałem, papier jest cierpliwy. Ale często odnoszę wrażenie, że w debacie publicznej zachowujemy się jak lekarz, który zamiast leczyć przyczynę schorzenia aplikuje pacjentowi jedynie środki przeciwbólowe. Tak jakby nasze umysły były zakorkowane bardziej niż ulice.

Marcin Bonicki
“Przetargi Publiczne” nr 6 [7], czerwiec 2006