Instytut Ronalda Reagana
Wywiad z Paulem Kengorem

Wywiad z Paulem Kengorem

dodano: 07.02.2011

Poniżej wywiad z Pulem Kengorem, biografem Ronalda Reagana i autorem książki „Ronald Reagan. Duchowa biografia”, która z okazji 100-lecia urodzin 40. prezydenta Stanów Zjednoczonych ukazała się w Polsce.

40. prezydent Stanów Zjednoczonych, jak żaden inny wcześniej, miał wielki sentyment do Polski – zresztą, w latach jego prezydentury odwzajemniony przez Polaków – skąd się brał, w czym się wyrażał?

Ronald Reagan cenił Polaków z wielu powodów. Począwszy od ich wiary, poprzez pobożność, a skończywszy na ich zdolności do wytrwania i przetrwania zła nazizmu i sowieckiego komunizmu. Pozostawał on pod wielkim wrażeniem ich determinacji i wytrwałości. Miał także wiele współczucia dla narodu polskiego z powodu jawnie niesprawiedliwych postanowień konferencji jałtańskiej. Reagan wierzył, że naród polski, dobry naród, który tak dzielnie zmagał się z niemieckim okupantem, walcząc o swoje przetrwanie w latach 1939-45, został po II wojnie światowej zdradzony w Jałcie. Oczywiście za największego zdrajcę uważał Stalina, ale Roosevelta i innych zachodnich przywódców również obarczał winą za współudział w tej zdradzie.

Marzeniem Reagana było pomóc Polakom, aby pewnego dnia mogli oni wyzwolić się od zbrodni Jałty, sowieckiej okupacji, Katynia, nazistów. Reagan uważał, że koszmar totalitaryzmu zadawanego krwawą ręką dyktatora dotyka Polskę nieprzerwanie od 1939 do 1989 r. Miał rację.

Ronald Reagan obejmował stanowisko chcąc wygrać zimną wojnę i odesłać komunizm na „śmietnik historii”. Było to w czasach, gdy zachód w zasadzie pogodził się z dwubiegunowym systemem świata, komuniści zdobywali kolejne przyczółki, a Breżniew zapowiadał, że do 1985 roku zainstalują komunizm gdzie tylko będą chcieli. Jak to się stało, że wystarczyło 8 lat, by prezydent Reagan zmienił świat i przyczynił się do uwolnienia połowy Europy od komunizmu? Jaki był w skrócie przebieg tej ośmioletniej krucjaty?

To „pogodzenie się z systemem dwubiegunowego świata” nazywa się „odprężeniem”. Reagan nazywał to „przystosowaniem” i „fikcją”. Reagan uważał owo „odprężenie”, podobnie jak Jałtę, za niemoralne. Faktycznie było ono chyba gorsze w skutkach niż Jałta, zważywszy na to, że zostało dokładnie przemyślane i zamierzone. Jak mówił Reagan, „odprężenie” było „sprzedażą” bądź „sprzedażą w niewolę” krajów Europy Wschodniej np. Polski. Tym samym, zsyłało je do „stałej niewoli” za żelazną kurtyną. Reagan wierzył, że „odprężenie” było równoznaczne z transakcją zawartą pomiędzy Ameryką a sowieckimi ciemiężycielami po to, by kupić „pokój” między dwoma supermocarstwami. Dla niego oznaczało to zaprzedanie duszy. „To było złe – mówił Reagan – po prostu złe”. Reagan miał silne poczucie dobra i zła, konfrontacji dobra ze Złym.

Zatem osiem lat jego prezydentury zupełnie różniło się od poprzednich dekad – czasu odprężenia i przygotowania prezydentów obu partii politycznych: Richarda Nixona – republikanina, Forda – republikanina i Cartera – demokraty. Reagan był zdecydowany nie tylko odrzucić, ale de facto odwrócić status quo w Europie Wschodniej. Chciał widzieć wschodnich Europejczyków, a w szczególności Polaków, wyzwolonych z bloku sowieckiego, a nie będących w niewoli bezbożnego komunizmu.

Czy zgadza się Pan ze stwierdzeniem, że “krucjata wolności” ma trzech głównych bohaterów, dwie wybitne jednostki: Jana Pawła II i Ronalda Reagana oraz jednego bohatera zbiorowego – potężny polski ruch oporu, który wybuchnął w sierpniu 80 roku?

Wybór Karola Wojtyły na papieża Jana Pawła II był naprawdę niezwykłym, błogosławionym, cudownym wręcz obrotem zdarzeń. W oczach Reagana, umożliwiał on wyzwolenie Polski i Europy Wschodniej w sposób, który przed wyborem papieża w październiku 1978 r. był nie do pomyślenia. Po obejrzeniu nagrania z pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do ojczyzny w czerwcu 1979 r. Reagan się popłakał, bo to, co zobaczył napełniło go wielką radością, ukazując wspaniałą okazję, by pokonać Imperium Zła. Dla Reagana Polska była „klinem”, który mógł rozsadzić blok sowiecki m. in. dzięki pomocy Ojca Świętego oraz oczywiście Lecha Wałęsy i Solidarności.

Pojawienie się w tym samym czasie na światowej arenie Ronalda Reagana, Jana Pawła II i Solidarności wygląda niemal jak cud?

Z całą pewnością. Oczywiście jako naukowiec nie potrafię tego udowodnić,ale jako człowiek religijny oraz ktoś, kto uważnie przygląda się tej niezwykłej serii „zbiegów okoliczności ” widzę, że nic nie działo się tu przypadkiem. To w rzeczy samej wydaje się być cudownym zrządzeniem Opatrzności. Jestem pewien, że Reagan też tak uważał.

Jakie były relacje Ronalda Reagana z Janem Pawłem II i Solidarnością?

Jak pokazuje to książka, były wyśmienite. Jedna z historii ukazuje to szczególnie wyraźnie. Opowiedziałem ją w książce „Ronald Reagan i upadek komunizmu”, która w Polsce ukazała się w 2007 r. To było wiosną 1989 r. kiedy Polska przygotowywała się do pierwszych częściowo wolnych wyborów parlamentarnych, otwartych dla kandydatów różnych partii politycznych, w tym Solidarności. Takie wybory były niewyobrażalne jeszcze 10 lat wcześniej. Reagan nie był już wtedy prezydentem, dlatego mieszkał w Kalifornii. Kilka tygodni przed wyborami, odwiedziło go w jego biurze w Los Angeles czterech panów – dwóch członków Solidarności i dwóch polonusów, którzy ich gościli. Reagan zapytany o radę przed wyborami, odpowiedział im: „słuchajcie swoich sumień, ponieważ to w nich przemawia do was Duch św.”. A potem wskazał na zdjęcie Jana Pawła II, które wisiało na ścianie: „To mój najlepszy przyjaciel”, powiedział. „No cóż, jestem protestantem, ale i tak on jest moim najlepszym przyjacielem”.

Sądzę, że podobnie było w przypadku relacji Reagana z Wałęsą. Ronald Reagan uważał go za bohatera i to poczucie było odwzajemnione.

Z Pana książki – która właśnie z okazji 100.lecia urodzin ukazuje się w Polsce – “Ronald Reagan. Duchowa biografia”, dowiadujemy się, że Ronald Reagan był bardziej misjonarzem niż politykiem, a jego głęboka wiara inspirowała niemal wszystkie jego działania i decyzje?

Zgadza się. Ronald Reagan wszedł do polityki nie dla prestiżu i osobistych korzyści ani też nie dla władzy i uznania. Wręcz przeciwnie. Reagan wcześniej był już sławnym człowiekiem. Wszedł do polityki, by czynić dobro i walczyć ze złem. Nie poświęciłby się tej dziedzinie życia społecznego i nie zająłby tego stanowiska, jakie zajął, w szczególności w odniesieniu do zimnej wojny i przeciw Związkowi Sowieckiemu, gdyby nie miał silnego poczucia, że wypełnia wolę Bożą. Chciał pomóc wyzwolić ludzi i stworzyć lepszy świat. Zachęcam czytelników, aby zajrzeli do rozdziału Wyprawa misyjna do Moskwy. Ten rozdział ukazuje to najdobitniej.

Źródło: niezalezna.pl