Instytut Ronalda Reagana
Współczesny Don Kichot

Współczesny Don Kichot

dodano: 19.03.2006

Jak nam wszystkim wiadomo, istota prawa zamówień publicznych sprowadza się do zapewnienia jak największej efektywności w gospodarowaniu środkami publicznymi, czyli inaczej mówiąc pieniędzmi podatników, pobieranymi przez państwo na pokrycie wspólnie ponoszonych kosztów utrzymania armii, policji, sądownictwa, budowy dróg, ochrony środowiska itp. W interesie podatników jest, aby koszty te były jak najniższe, a działalność instytucji gospodarujących wspólnymi pieniędzmi jak najbardziej wydajna, oszczędna i uczciwa.

Temu celowi służy w szczególności przepis art. 24 prawa zamówień publicznych, który – w założeniu – ma chronić instytucje publiczne przed udzielaniem zamówień wykonawcom niesolidnym i niedającym gwarancji, że pieniądze podatników zostaną wydane w najlepszy możliwy sposób. Dlatego z postępowania należy obowiązkowo wykluczyć m.in. wykonawców, którzy z własnej winy wyrządzili szkodę nie wykonując zamówienia lub wykonując je nienależycie; wykonawców znajdujących się w stanie upadłości lub będących w likwidacji; osoby, które prawomocnie skazano za przestępstwo popełnione w związku z postępowaniem o udzielenie zamówienia, przestępstwo przekupstwa, przestępstwo przeciwko obrotowi gospodarczemu lub inne przestępstwo popełnione w celu osiągnięcia korzyści majątkowych.

Takie obostrzenia są dla mnie całkowicie zrozumiałe. Ale dlaczego – na mocy tego samego przepisu – udziału w postępowaniu należy odmówić wykonawcom, którzy zalegają z uiszczeniem podatków, opłat lub składek na ubezpieczenia społeczne lub zdrowotne? Tego pojąć nie potrafię. Jaki wpływ na zdolność do realizacji zamówienia mają takie zaległości? Żadne, bo sensu tego przepisu należy upatrywać gdzie indziej.

Wygląda na to, że ustawodawca posłużył się w tym przypadku prawem zamówień publicznych jako instrumentem polityki fiskalnej, jeszcze jednym biczem na przedsiębiorców, i tak już uginających się pod ciężarem danin publicznych i innych przykrych obowiązków. Nie zapłaciłeś jeszcze podatku? Nie odprowadziłeś haraczu na ZUS? No to ze zlecenia nici. Nawet jeśli twoja oferta jest najkorzystniejsza cenowo.

Właśnie do takich sytuacji to prowadzi. Nie wiem, jak wiele atrakcyjnych ofert w ten sposób wyeliminowano, ani jak duże sumy zmarnowano wybierając oferty droższe. Wiem natomiast, że nie jest to jedyny przypadek szkodliwego wykorzystywania instytucji prawnych i publicznych do celów, dla których nie zostały one powołane.

Żeby daleko nie szukać – spójrzmy na podatek dochodowy. Istotą podatku jest dostarczenie wystarczających środków finansowych dla zaspokojenia zadań realizowanych przez państwo. Aż tylko i tylko tyle. Podatek nakłada się wtedy, gdy konieczne jest uzyskanie określonych kwot w budżecie publicznym. Genezę podatku dochodowego przedstawił Alvin Rebushka w znakomitej książce “Od Adama Smitha do bogactwa Ameryki”. Wymyślono go na skutek olbrzymich potrzeb skarbowych w okresach wojennych. A potem… już pozostał. Nagle okazało się, że przyda się do realizowania różnych celów o podłożu populistycznym, jak przeciwdziałanie rozwarstwieniu dochodów, kontrola majątku obywateli, polityka pro- lub antyrodzinna (w zależności od dominującej opcji). W rezultacie urzędy skarbowe rozrastają się, PITy pęcznieją w oczach, bezrobocie rośnie, dochody budżetu maleją. O tych katastrofalnych prawnych i ekonomicznych skutkach przekonujemy się każdego dnia.

A wszystko to przez wykorzystywanie państwa i prawa dla doraźnych politycznych potrzeb. Odpowiedzią na strajki i protesty nie jest polepszenie warunków życia, bo tego politycy nie potrafią, a oskubanie tych, którym się nieco bardziej poszczęściło – bo to politycy mogą obiecać i zrobić. Reakcją na świecący pustkami budżet, zamiast działań w duchu zasady, że kraj bogaty jest bogactwem swych obywateli, jest kolejne dokręcanie śruby, np. psucie prawa zamówień publicznych. “Bo tego wymagają uwarunkowania polityczne” – słyszymy w uzasadnieniu.

Polityka wkrada się wszędzie, niszczy co jest dobre, nie naprawia tego co zepsute. Ot, takie smutne refleksje współczesnego Don Kichota.

Marcin Bonicki
“Przetargi Publiczne” nr 3 [4], marzec 2006