Instytut Ronalda Reagana
Ustawodawca wie lepiej?
Jerzy Rzędowski

Ustawodawca wie lepiej?

dodano: 07.02.2007

Dla finansów publicznych lepiej by było, gdyby „inspektor do spraw odpadów i grobownictwa” spędzał dzień na piciu kawy, czytaniu gazety i plotkowaniu.

W naszym kraju ekspresowo powstają nowe akty prawne (choć uczciwie przyznaję, że po raz pierwszy od ponad 10 lat „produkcja prawa” wyhamowała). Lwia ich część sprzyja tworzeniu nowych etatów – nowa „generalna inspekcja” czy „centralna agencja” ma rozwiązać wszystkie problemy. Potem okazuje się, że problemy zostały, a strukturę nadal się utrzymuje. Jak to – zlikwidować tak ważny dział administracji? A że to kosztuje…

Przyczyną takiej rozrzutności jest chorobliwe przekonanie, że „ustawodawca wie lepiej”. Ustawodawca wie lepiej, co jest dobre dla obywateli, i potrafi lepiej zaplanować zarządzanie ich pieniędzmi. Ustawodawca lepiej poradzi sobie z lecznictwem (efekty widać…), z oświatą (ojojoj…) i w ogóle ze wszystkim. Jakikolwiek pomysł na prywatyzację takich usług traktowany jest albo jak nieszkodliwe wariactwo, albo zamach na państwo.

Przed każdymi wyborami kandydaci mówią obywatelom, jak bardzo ci ostatni są mądrzy i jak wiele od nich zależy. Po wyborach wszystko odwraca się o 180 stopni. Nagle okazuje się, że obywatele są nieodpowiedzialnymi dzieciakami, które trzeba wsadzić w kojec (byle nie za duży) i postawić przy nich „panią” mającą oko na wszystko. Tak jak pozbawiony nadzoru Kazio natychmiast wetknie Jasiowi linijkę w oko, tak pozbawiony opieki obywatel natychmiast zmajstruje coś złego. Ustawodawca wie lepiej, więc czuje się w obowiązku temu zapobiec.

Dotyka to także samorządu. Niedawno widziałem oferty pracy w magistracie mojego rodzinnego miasta. Poszukiwany jest „inspektor ds. gospodarki stałymi i ciekłymi odpadami komunalnymi, utrzymania miejsc pamięci narodowej i obiektów grobownictwa wojennego w Referacie Usług Komunalnych”. Nie chodzi mi o językowy dziwoląg ani nawet o umieszczenie cmentarzy w jednym szeregu z wysypiskami śmieci. Chodzi mi o zakres obowiązków na takim stanowisku. Mogę wierzyć, że zatrudniony tam człowiek rzetelnie pracuje, że naprawdę zajmuje się „gospodarką odpadami komunalnymi, miejscami pamięci i grobownictwem wojennym” (cokolwiek to ostatnie znaczy). Ciekawi mnie jednak, na czym to „zajmowanie się” za moje – nasze – publiczne pieniądze polega.

W normalnym systemie „gospodarką odpadami” zajmuje się firma śmieciarkowa i zakład kanalizacji, a cmentarzem – zarządca cmentarza, normalni przedsiębiorcy wybrani w przetargu. W biurokracji muszą mieć jeszcze nad sobą „inspektora w referacie usług komunalnych”. Przecież gdyby biedactwa zostawić bez opieki, gotowi jeszcze zrobić coś złego…

To jest jak wirus. Dla finansów publicznych lepiej by już było, gdyby taki „inspektor do spraw odpadów i grobownictwa” spędzał dzień na piciu kawy, czytaniu gazety i plotkowaniu. Kosztowałoby to tylko jego pensję. Jednak nasz „inspektor” ma poczucie przyzwoitości i chce udowodnić swą przydatność. Kto wie, co czai się w inspektorskiej głowie? Może nowy lepszy system ewidencji grobów? A może ankiety na temat zadowolenia śmieciarzy z pracy? Ilość pracy wzrośnie i za jakiś czas inspektor będzie potrzebował pomocy młodego zdolnego podinspektora. Dwóch specjalistów to już osobny referat, a może nawet dwa (przecież odpady i „grobownictwo” to dwie działki). Za rok lub dwa nastąpi uroczyste otwarcie nowoczesnego „Miejskiego Centrum Gospodarki Odpadami i Grobownictwa”…

Ironizuję, wiem. Za oknami mam jednak kilkupiętrowy ratusz innej gminy niż wyżej opisana. Gdy go otwarto, urząd zajmował jedno piętro, a reszta była wynajmowana. Dziś proporcja jest odwrotna. Usuwajmy przyczyny!

Jerzy Rzędowski
“Finanse Publiczne” nr 1 [2], styczeń 2007