Instytut Ronalda Reagana
Tradycje kulinarne to podstawa

Tradycje kulinarne to podstawa

dodano: 20.02.2007

„Sztandarowy opis kilku sztandarowych produktów” a Ministerstwo Głupich Kroków.

W październikowym felietonie postulowałem ograniczenie zakresu odpowiedzialności władzy publicznej wskazując, że mniej oznacza lepiej. Im państwo będzie miało mniej zbędnych spraw do wykonania, tym lepiej zajmie się tymi, którymi naprawdę powinno się zajmować, a to wpłynie również na poprawę jakości stosowania przepisów prawa zamówień publicznych. Stwierdziłem wówczas, że gdyby państwo odpowiadało za dostarczanie obywatelom chleba to powstałaby konieczność tworzenia specyfikacji istotnych zamówień zamówienia na dostawy mąki, a wszystkich postępowań o udzielenie zamówienia publicznego nie można by nawet policzyć.

Jak się jednak okazuje, życie w naszym kraju śmiało podąża za – wydawać by się mogło – najbardziej absurdalnymi i oderwanymi od rzeczywistości pomysłami. Przeglądając ostatnio witryny internetowe administracji rządowej w poszukiwaniu będących w toku postępowań o udzielenie zamówienia publicznego (nawiasem mówiąc, ponad połowa z nich dotyczyła własnych potrzeb urzędu, np. komputery, samochody, szkolenia dla pracowników itp.) natknąłem się na założenia rządowego programu „Tradycyjna kuchnia polska”.

Z dokumentu dowiadujemy się m.in., że: „Tajemnicą smaku polskiej kuchni jest specyficzna mikroflora, dzięki której kiszą się ogórki, kapusta, grzyby, powstaje zsiadłe mleko, a z niego biały ser i kwaśna śmietana. Mięso podczas marynowania nabiera specyficznego smaku, tak jak i dziczyzna dojrzewająca w skórach.”, „Kuchnia polska to ponad 200 rodzajów zup, które występują w różnych odmianach regionalnych, to gotowane w osolonej wodzie warzywa, które polewa się rozpuszczonym masłem z dodatkiem tartej, suszonej bułki”. Ponadto istnieje potrzeba „budowy rynku produktów regionalnych i lokalnych”. W związku z tym, że sprawa polskiej kuchni nie może być pozostawiona sama sobie (czytaj: nieświadomym kucharzom, gospodyniom domowym i smakoszom) i że trzeba „rozpocząć proces edukacji Polaków”, „powstała koncepcja programu odnowy polskiej tradycyjnej kuchni”.

W ramach programu, w który zaangażowane są m.in. cztery ministerstwa, Urząd Komitetu Integracji Europejskiej oraz Polska Organizacja Turystyki, zostanie powołana Kapituła Tradycyjnej Kuchni Polskiej, której celem będzie opracowanie „zasad przyznawania certyfikatu ,,Kuchnia Polska” obiektom gastronomicznym serwującym prawdziwie polskie potrawy”. Będą też organizowane krajowe imprezy promocyjne, działalność wydawnicza, promocja kuchni regionalnej poza granicami kraju (targi, imprezy promocyjne), zostanie określony „sztandarowy opis kilku sztandarowych produktów”. Ponadto opracowana i wydana zostanie „Biblioteka Polskiego Dziedzictwa Kulinarnego składającego się z najważniejszych reprintów książek kucharskich z odpowiednim komentarzem”. Przewidziane też są kursy i szkolenia.

Cele programu zostały sformułowane tyleż ambitnie, co ogólnikowo i – co gorsza – nieweryfikowalnie: „Wykreowanie polskiej kuchni jako flagowej marki marketingu narodowego. Wzrost popularności polskich przetworzonych produktów rolnych na rynku krajowym i za granicą. Zwiększenie atrakcyjności turystycznej kraju. Ochrona, podtrzymywanie i rozpowszechnianie narodowych tradycji kulinarnych. Wzrost spożycia zdrowej ekologicznie żywności, a tym samym poprawa zdrowotności społeczeństwa. Wzrost zatrudnienia w branży rolno – spożywczej”.

Jak to wszystko czytałem, to aż widelec – nie wiem czy zgodny z normami – wypadł mi z rąk. Z ciekawości oczywiście. Bo od razu rodzi się pytanie, kiedy na ministerialnych stronach pojawią się ogłoszenia w stylu „Przetarg nieograniczony na dostawę 10 ton pomidorowej” albo „Konkurs ofert na 200 kilogramów faworków karnawałowych”.

A na poważnie, to ktoś już naprawdę w bezczelny sposób szuka pretekstu do wydania pieniędzy podatników. I obawiam się, że znów mu się uda. Tylko gdzie jest granica absurdu? Czy następnym krokiem – dla dobra publicznego oczywiście – nie będzie kampania certyfikacji karpia wigilijnego oraz obowiązek homologacji niedzielnego rosołu? Mam nadzieję, że nie. Ale i tak jesteśmy już wystarczająco blisko granicy, po przekroczeniu której Ministerstwo Głupich Kroków z programu satyrycznego przekształci się w postulat polityczny.

Marcin Bonicki
“Przetargi Publiczne” nr 2 [15], luty 2007