Instytut Ronalda Reagana
Rzeczpospolita nie rządem stoi

Rzeczpospolita nie rządem stoi

dodano: 24.09.2007

Psucie prawa nie zna w demokracji partyjnych podziałów

Jeśli przepisy stoją na przeszkodzie osiąganiu doraźnych politycznych korzyści, tym gorzej dla przepisów. Należy je jak najszybciej uchylić, zmienić lub przynajmniej zawiesić na czas, po upływie którego nie będą już zawadzały. Aż szkoda, że politycy podobnym zapałem nie wykazują się w stosunku do przepisów, które doskwierają innym obywatelom. Szkoda tym bardziej, że ich niektóre propozycje po prostu mrożą krew w żyłach.

Pierwszy pomysł związany jest z decyzją Państwowej Komisji Wyborczej, która po przeanalizowaniu sprawozdań finansowych partii politycznych za ubiegły rok stwierdziła, że dwie z nich przyjmowały środki finansowe z niedozwolonych źródeł. Oznacza to, że partie te, jeśli decyzja PKW zostanie podtrzymana przez Sąd Najwyższy, stracą wielomilionowe dotacje z budżetu państwa. Jako, że jestem przeciwnikiem finansowania partii politycznych z naszych podatków, bardzo się z tej wiadomości ucieszyłem. Ale moja radość trwała krótko, bo zainteresowani natychmiast zadeklarowali, że jeśli Sąd Najwyższy podtrzyma decyzję PKW to parlament uchwali abolicję. Deklarację tę trzeba traktować niestety serio, bo już raz parlament pod płaszczykiem zaostrzenia kar finansowych dla partii politycznych ograniczył możliwość ich stosowania. Na skutek ówczesnej nowelizacji kilka partii dostawało dotacje przez całą kadencję 2001-2005, mimo, że pierwotnie powinny być ich pozbawione. Jeśli więc chodzi o obdzielanie się pieniędzmi podatników to partie są wyjątkowo zgodne, niezależnie od zaciekłych nieraz sporów w innych sprawach.

Dość podobna propozycja pojawiła się przy okazji nieustających przygotowań do organizacji Euro 2012. Nowa ekipa przydzielona do tego zadania zaczęła od unieważnienia wcześniej ogłoszonego konkursu na stadion narodowy w Warszawie, po czym ogłosiła, że nie ma już czasu na wybudowanie stadionów zgodnie procedurami przetargowymi. Rozwiązaniem ma być udzielanie zamówień na realizację tych inwestycji z wolnej ręki. Co prawda, prawo zamówień publicznych nie dopuszcza takiej możliwości, ale wyobraźnia rządowych pełnomocników nie zna takich ograniczeń. Jeśli nie uda się uzasadnić tego trybu „ze względu na wyjątkową sytuację niewynikającą z przyczyn leżących po stronie zamawiającego, której nie mógł on przewidzieć, wymagane jest natychmiastowe wykonanie zamówienia, a nie można zachować terminów określonych dla innych trybów udzielenia zamówienia” to w pogotowiu czeka już projekt kolejnej spec-ustawy.

W kontekście powyższych pomysłów, które w ostatnich tygodniach zrodziły się w prominentnych głowach, zupełnie niezrozumiałe są utyskiwania konstytucjonalistów, że w okresie wakacyjnym Polska pozbawiona jest rządzącej głowy. Ze względu na wakacje parlamentarne, urlopy Prezydenta, premiera, wicepremierów, ministrów i ich zastępców itp., najwyższym w urzędniczej hierarchii, pozostałym w tym okresie w gotowości służbowej, okazał się bowiem anonimowy zastępca szefa kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Wypada więc zapytać czy stała się nam przez to jakaś krzywda? Oczywiście, że nie. Za to aż strach pomyśleć, o ile więcej zwariowanych pomysłów ujrzałoby światło dzienne, gdyby „władza” nie robiła sobie choćby krótkiego odpoczynku od rządzenia. Najwyższy czas odkurzyć, tym razem w pozytywnym znaczeniu, staropolskie zawołanie, że „Rzeczpospolita nie rządem stoi”.

Marcin Bonicki
“Przetargi Publiczne” nr 9 [22], wrzesień 2007