Instytut Ronalda Reagana
RONBO - part 2

RONBO – part 2

dodano: 24.11.2011

Wspomnienia o Reaganie z okazji 100 rocznicy Jego urodzin wywołały liczne komentarze i głosy krytyczne wobec czterdziestego Prezydenta Stanów Zjednoczonych. Najbardziej zajadli w krytyce są oczywiście libertarianie. Podobnie jak w czasach Jego Prezydentury byli… komuniści. Niektóre zaczepki libertarian pod adresem Reagana do złudzenia przypominają wystąpienia Jerzego Urbana na słynnych „godzinach nienawiści”, czyli konferencjach prasowych rzecznika rządu Wojciecha Jaruzelskiego. Jednych i drugich łączy święte przekonanie, że są dwa rodzaje poglądów: ich i błędne. Oraz to, że państwo nie jest w ogóle potrzebne. Z tą różnicą, że komuniści uważają, że państwo będzie mogło przestać istnieć jak się zniesie własność prywatną i skończy się walka klasowa, w okresie której konieczne jest „państwo dyktatury proletariatu”, a libertarianie uważają – podobnie jak anarchiści – że trzeba zacząć od likwidacji państwa. Znowu z jedną różnicą: anarchiści po likwidacji państwa chcieli zlikwidować własność prywatną, (może z wyjątkiem Bakunina, którego poglądy na temat własności prywatnej nie były do końca spójne – co łączyło go z Saint-Simonem i Sorelem [Sorel, choć pisał, że „własność to kradzież” uważał, że dopóki istnieje państwo własność daje jednostce pewną ochronę przez rządem]), a libertarianie chcą zlikwidować państwo, aby… bronić własności prywatnej.

Dla libertarian Reagan jest wcieleniem zła wszelkiego z bardzo prostego powodu: ich pogląd o tym, że państwo należy zlikwidować jest tym bardziej akceptowany w społeczeństwie, im państwo jest gorsze. Więc jakakolwiek poprawa działania państwa jest niebezpieczna z punktu widzenia walki o zwycięstwo idei. Jedynej słusznej idei.

Stąd poglądy takie: „Reagan był katastrofą, być może największą w nowożytnych dziejach wolności i musimy zrobić wszystko, żeby uniknąć jeszcze jednej takiej katastrofy” [tutaj].

Czy Reagan naprawdę był dla wolności większą „katastrofą” niż Bush, Clinton, czy Obama? Czy może jednak był najlepszym prezydentem Stanów Zjednoczonych? Przynajmniej od 1932 roku? Nie idealnym, ale najlepszym z tych, którzy byli i w najbliższym czasie mogą być. Ron Paul pewnie byłby lepszy, ale czy nie jest tak, że w demokracji trzeba wygrać wybory, a potem jeszcze raz? „Pewnie”, bo nie wiemy co by Paul zrobił po objęciu urzędu, jakby się dowiedział tego wszystkiego, co Prezydent Stanów Zjednoczonych pewnie się dowiaduje po zaprzysiężeniu. Czy znowu „uwarunkowania” nie wymogłyby podejmowania decyzji nie zgodnych z deklaracjami.

„Ronniego” można oceniać z kilku perspektyw: ekonomicznej, politycznej, amerykańskiej i… polskiej.

Reagan a idea wolności

Co zrobił, a czego nie zrobił dla idei wolności? Przypominałem kiedyś poglądy Hoovera, Buckleya i Friedmana, że z trzech rodzajów wolności: osobistej, politycznej i ekonomicznej największe znaczenie ma ta trzecia, traktowana jako warunek i gwarancja dla dwu pozostałych. „Free speech does not live many hours after free industry and free commerce die” – stwierdził Herbert Hoover. „Wolność ekonomiczna jest najważniejszą z ziemskich wolności. Bez wolności ekonomicznej wolność polityczna i inne zostaną nam z pewnością odebrane” – pisał William Buckley. A zdaniem Miltona Friedman, absolutna wolność w sferze politycznej jest nawet niemożliwa, podczas gdy wolność ekonomiczna może być osiągnięta w pełni. Jest ona konstytutywnym elementem wolności jako takiej, będąc z tego tytułu częścią składową celu samego w sobie.

Z uwagi na skutki jakie system ekonomiczny wywołuje w dziedzinie koncentracji lub rozproszenia władzy, jest ona także nieodzownym środkiem dla osiągnięcia wolności politycznej.

Absolutna wolność w sferze politycznej jest wręcz niemożliwa. Każda decyzja polityczna wymaga bowiem zastosowania przymusu wobec tej części społeczeństwa, która się z nią nie zgadza. Jeśli za czymś głosujemy i jesteśmy w mniejszości, to tego nie uzyskamy. Jeśli zaś będziemy przeciwko jakiemuś rozwiązaniu i znowu znajdziemy się w mniejszości, to i tym razem nasz głos nie zostanie wzięty pod uwagę.

Tymczasem wolność ekonomiczna jest wolnością absolutną, nie wymagającą żadnych ustępstw i kompromisów. Likwiduje ona konflikt między mniejszością i większością, nie znając w ogóle takich pojęć. Dzieje się tak dlatego, że opiera się ona na wolności mechanizmów rynkowych, a wolny rynek – jak twierdzi Friedman – toleruje wszelką różnorodność. „Mówiąc kategoriami politycznymi jest on systemem proporcjonalnego przedstawicielstwa. Każdy może głosować na, powiedzmy, kolor ulubionego krawata i otrzyma go. Nie musi sprawdzać, jakiego koloru pragnie większość, a gdy jest w mniejszości podporządkowywać się”.

Wolność gospodarcza, choć jest celem samym w sobie, jest także zasadniczym warunkiem i zarazem środkiem służącym do osiągnięcia wolności politycznej. Taki sposób organizacji społeczeństwa, który zapewnia ludziom swobodę posiadania i nieskrępowanego użytkowania istniejących zasobów sprzyja wolności, gdyż oddziela władzę ekonomiczną od politycznej i tworzy w stosunku do niej swego rodzaju przeciwwagę. Nie oznacza to jednak, że wolność ekonomiczna jest warunkiem wystarczającym do funkcjonowania wolnego społeczeństwa. Niezbędne są do tego również odpowiednie instrumenty polityczne oraz określony system wartości uznawany w danym społeczeństwie.

Czy „Ronni” dla wolności zrobił, co mógł? Oczywiście, że nie. Ale czy nie zrobił więcej niż inni amerykańscy prezydenci? Oczywiście, że tak. Więc skąd taka zapiekłość w libertariańskich atakach?

Jak spojrzymy na system wartości – czyli idee – to się okaże, że znaczenia jakie miała retoryka Reagana, choćby pozostawała li tylko retoryką, dla wyznawców wolności miała znaczenie bezcenne. Czym innym jest bowiem, gdy o wolności pisze ktoś z CATO czy z CAS, a czym innym gdy mówi o tym Prezydent Stanów Zjednoczonych. Choćby tylko mówił. Bo… „idee mają konsekwencje”.

Dopóki sobie pisałem i gadałem o katastrofalnym stanie systemu emerytalnego z OFE włącznie, to sobie pisałem i gadałem. Jak to samo powiedziałem z pozycji przewodniczącego Rady Nadzorczej ZUS zaczęło się w końcu zainteresowanie problemem i dostrzeganie problemu.

Więc w punkcie: popularyzacji haseł wolnościowych bezwzględny punkt dla Reagana.

Nie tylko hasła

Ale czy były to jedynie hasła? Wolny rynek rozprasza władzę ekonomiczną, co rekompensuje skutki, jakie może wywołać koncentracja władzy politycznej. Deregulacja – choć znowu nie wystarczająca – tę władzę ekonomiczną trochę jednak zwiększała. Co wyraźnie widać w obszarze komunikacji: tele i lotniczej. Czy dziś podróże tanimi liniami lotniczymi, dostęp do szybkiego Internetu nie są aby przynajmniej w pewnym stopniu zasługą Reagana?

Zasadniczym elementem wolności gospodarczej jest swoboda dysponowania własnym dochodem. Gdy Reagan zostawał prezydentem marginalna stawka podatku PIT wynosiła 70%!!! Czy aby jej redukcja do 27% nie zwiększyła wolności „dysponowania własnym dochodem”? Więc argument, że za to „stawki Social Security wzrosły” przypomina ostateczny argument, którego używała zawsze komunistyczna propaganda, że „w Ameryce Murzynów biją”.

Co boli libertarian?

Bardzo boli libertarian, że administracja Reagana powzięła się „zamykania dziur” w prawie podatkowym i likwidowania ulg – do czego służył między innymi TEFRA Act z 1982. A podatek liniowy bez ulg jest zły? Jednym ze sposobów reformowania systemów podatkowych jest obniżanie stawek marginalnych i likwidacja ulg. Libertarian dotknęło jednak to, że podatkiem objęty został barter – który służyć ma- zgodnie z zasadami angoryzmu – budowaniu alternatywnej gospodarki. Z tym, że ten barter mogła uprawiać i uprawiała tylko pewna grupa podatników. Nie korzystali z tej możliwości pracownicy najemni, bo nie mieli jak. A przecież ci sami libertarianie mają do Reagana pretensje, że obniżki podatków dochodowych objęły głównie najbogatszych, a najuboższym podwyższono Social Security!

A już najbardziej powalający jest argument, że za prezydentury Reagana zwiększył się poziom nierówności mierzony współczynnikiem Giniego!!! Bo niby jakby państwa nie było w ogóle, to poziom nierówności by się zmniejszał? „Jak się chce psu przyłożyć, to kij się zawsze znajdzie”. I dlatego libertarianie tego kija na Reagana często na siłę szukają nie zważając na logikę wywodu.

No i taki jeszcze passus: „Na wstępie (w początkowym okresie prezydentury – przyp. mój) dominowali podażowcy, ze swoim nieśmiertelnym pomysłem „zmniejszmy podatki, a więcej zarobimy” i Krzywą Laffera. Kiedy szybko się okazało, że fiksacje (podkreślenie moje) podażowców zupełnie nie przystają do rzeczywistości, ster ekonomiczny przejęli monetaryści (…). Ostatecznie, około 1983, zostały na polu gry jedynie odgrzewane kotlety w postaci konserwatywnych keynesistów. Praktycznie wszystkie najważniejsze ekonomiczne stanowiska były pozajmowane przez keynesistów właśnie – Volcker, a później Greenspan jako prezesi Rezerwy Federalnej…”.

Zważywszy, że teoria podaży sięga J.B. Saya można ją uznać za „odgrzewany kotlet”. Tylko na czym polegała owa „fiksacja”? No i jaka jest alternatywa? Teoria popytu niejakiego J.M. Keynesa? Czy może jakieś inna? Ale jaka?

Runda Urugwajska GAAT

Kolejny grzech Reagana – tym razem już na niwie międzynarodowej (ale w dalszym ciągu gospodarczej – na politykę przyjdzie czas poniżej) – to przystąpienie do Rundy Urugwajskiej GAAT.

Więc przypomnijmy, że podczas 41 sesji GATT w listopadzie 1985 roku podjęto decyzję o utworzeniu komitetu przygotowawczego, który zająłby się organizacją nowej rundy. Dopiero prawie rok później, we wrześniu 1986 roku w Punta del Sol podjęto decyzję o rozpoczęciu nowej rundy rokowań w sprawie… liberalizacji handlu zwłaszcza w sektorze rolnym i tekstylnym. Co boli libertarian? Że do negocjacji włączono ochronę praw własności intelektualnej.

Bo podobno nie istnieje coś takiego jak ochrona tejże własności. Na ten temat kilka razy już coś pisałem. Po to piszę, żeby się z innymi podzielić własnymi przemyśleniami. No i żebym po czasie mógł mówić: „a nie mówiłem”! To miłe mieć rację – często wbrew opinii większości, czy choćby mniejszości, ale za to z tak zwanego mainstreamu. I to jest swoista „zapłata” za pisanie. Każdy więc może sobie przedrukować mojego bloga i opublikować gdzie chce – tyle, że z podaniem źródła. Bo jakby ktoś to opublikował pod swoim własnym nazwiskiem i sprzedawał, albo przedstawił jako własną pracę magisterską lub dysertację doktorską – to nie byłaby kradzież? Problem polega na tym, że niektórym się myli ochrona praw koncernów medialnych i farmaceutycznych, od ochrony wszelkich praw intelektualnych. Zgoda, że nie można być właścicielem idei. Ale można być „właścicielem” ciągu słów, który tworzy jakiś tekst.

Ale zostawmy teorię. Wróćmy do praktyki. Otóż włączenie kwestii ochrony praw własności intelektualnej do Rundy Urugwajskiej wynikało z chęci ograniczenia nagminnej wówczas procedury, stosowanej przez Związek Radziecki, kopiowania rozwiązań wynalezionych w USA. I był to raczej sukces administracji Reagana. Oczywiście jak coś może pójść źle to pójdzie – dlatego okazało się w przyszłości, że ustalenia GATT służą głównie koncernom fonograficznym. A praktyka kopiowania tego, co wynaleźli inni i tak została „twórczo rozwinięta” w Chińskiej Republice Ludowej.

Deficyt wojenny

I tak od ekonomii przechodzimy do polityki. Reaganowi zarzuca się, że wspierał kompleks militarny i doprowadził do rozrostu administracji – głównie wojskowej. Ale Reagan prowadził wojnę! I to najdroższą w historii USA. I dlatego wpadł w pułapkę. Bo wojna wymaga wydatków. Pierwszy raz w historii nowożytnej Europy podatek dochodowy został wprowadzony w Wielkiej Brytanii w 1798 roku na sfinansowanie zbliżającej się wojny z napoleońska Francją. Z kolei we Francji podatek dochodowy wprowadzono w roku 1914 jak nadciągała wojna, która okazać się miała I wojną światową.

Ale gospodarka amerykańska w 1980 roku była w dość rachitycznym stanie. Wprowadzenie nowych podatków na sfinansowanie wojny z „Imperium zła” pewnie nic by już nie dało, bo USA znajdowały się wówczas po „złej” strony Krzywej Laffera (choć libertarianie znaczenie tej krzywej kwestionują – podobnie jak w Polsce Balcerowicz, Belka, Osiatyński). Więc albo trzeba było zrezygnować z prowadzenia wojny w ogóle (dla zasady – co by się spodobało libertarianom) albo tylko „na jakiś czas” – dopóki nie poprawi się sytuacja gospodarcza (co też by się nie spodobało libertarianom w dłuższej perspektywie). Ale czy można było z politycznego punktu widzenia? Wojna z Sowietami była podstawowym priorytetem Reagana. Więc można go za prowadzenie tej wojny krytykować – bo może powinien powrócić do idei „splendid isolation”. Tylko co by się mogło wówczas wydarzyć? Czy bardziej prawdopodobny jest rozwój w USA i na całym świecie minarchizmu i angoryzmu a w konsekwencji anarchizmu, czy może raczej komunizmu?

Libertarianie są za swobodnym dostępem do broni. Ja też! Mam więc do nich pytanie: po co ta broń? Przecież to może być niepotrzebny wydatek obciążający budżet domowy? Bronią się nie najemy. A do zdobywania pożywienia ta broń nam też służy coraz jakby mniej. Bo o wiele rozsądniej jest kupić żarcie od sąsiada, który zajmuje się hodowlą. Broń służyć nam ma do obrony! I jak widzimy za naszym płotem kogoś, kto się zaczyna podkopywać, to się bronimy czy nie? Desant Grenady, tak bardzo krytykowany przez libertarian jako przejaw amerykańskiego imperializmu (za to samo zresztą krytykowali Reagana komuniści) był z jednej strony próbą budowy „positive story”, służącej uwolnieniu amerykańskiej świadomości od wietnamskiej traumy, a z drugiej – unaoczniał zbrojącym się sąsiadom, że nie będziemy się bezczynnie przyglądać jak nam się na naszą działkę próbują przekopać.

Bertrand. Russell twierdził w 1938 roku, że Wielka Brytania powinna się rozbroić, bo nawet jak Niemcy dokonają inwazji, to Anglicy nie będą im sprzedawali żywności i się będą musieli wycofać. Z tego punktu widzenia byłby świetnym libertarianinem.

Prowadzenie wojny w warunkach, jakie zastał Reagan w 1980 roku musiało skończyć się deficytem. Cynik9 ma więc absolutnie rację w swoim komentarzu do mojego poprzedniego wpisu, że rozdęcie deficytu jest poważnym problem w ocenie prezydentury Reagana. Ale czy był inny sposób sfinansowania tej wojny? Czy może nie należało jej prowadzić?

Reagan a Polska

Jeszcze jest polska perspektywa polityczna. Gdy Jerzy Urban w ramach „godzin nienawiści” organizował zbiórkę śpiworów dla „bezdomnych w Nowym Yorku” w ogłoszeniach Życia Warszawy, które nie były do tego momentu cenzurowane (później już były) udało się komuś zamieścić ofertę: „zamienię M2 w Warszawie na śpiwór w Nowym Yorku”. Na Sylwestra w 1982 roku wznosiliśmy toasty: „Oby Pershingom nie zabrakło paliwa nad Polską”. W 1984 roku w czasie wyborów prezydenckich w USA nosiliśmy znaczki pisane „solidarycą”: „My friend Reagan”. A gdy w Iluzjonie (to było takie kino, w którym wyświetlano stare „imperialistyczne” filmy) wyświetlano „Zabójców” Dona Siegela z 1964, w którym Reagan grał dość niesympatycznego zbira, frekwencja była 100%, a gdy pojawiał się na ekranie, sala biła brawo.

W tym samym czasie amerykańscy libertarianie (w Polsce nie wiedzieliśmy za bardzo „co to takiego”) krytykowali Reagana jak Jerzy Urban, który z lubością tę krytykę przytaczał na uwiarygodnienie swoich słów – że to niby nie tylko komuniści krytykują Reagana.

Robert Gwiazdowski

Źródło: blog.gwiazdowski.pl, 16.02.2011