Instytut Ronalda Reagana
Ronald Reagan - szermierz wolności

Jacek Kwieciński, dodano: 14.04.2012

“Jesteśmy w stanie wojny, a przegrywamy ją dlatego, bo nie chcemy zdać sobie sprawy, że ją toczymy” – Ronald Reagan, 1962, 1964, 1967

“Ronald Reagan był pierwszym prezydentem, który przeszedł do ofensywy [przeciw ZSRR]. Jego prezydentura przesądziła o wszystkim. To, co osiągnął Reagan, było najwspanialszym sukcesem polityczno-dyplomatycznym w nowożytnych dziejach” -Henry Kissinger, 1992, 2002

W tym roku przypada 100. rocznica urodzin Ronalda Reagana. To, co osiągnął, mówi samo za siebie. Zmienił bieg historii. Chcę, muszę napisać o nim raz jeszcze. Będzie to jednak raczej tylko zestaw pewnych wątków.

Już do 2006 r. tylko w USA ukazało się o Reaganie ok. 960 książek. Mam ich masę, podobnie jak innych materiałów. Nie sposób objąć “wszystkiego”.

Tylko Reagan

Jak R. Reagan doszedł do pozycji, na której mógł zacząć realizować idee sformułowane w poprzednich dekadach? Zanim na to odpowiem, muszę raz jeszcze wskazać na całkowitą rewolucyjność jego koncepcji: “my wygrywamy, oni przegrywają” (ZSRR, komunizm), bo ta rewelacyjność wciąż wydaje się być niedoceniana.

“Wygrać” było całkowitą herezją wobec obowiązującej ortodoksji. Takie podejście przestało być zrozumiałe dla elit/polityków. Wszystkich. W ogóle nie myślano w tych kategoriach. Od dawna. Reagan był pierwszym i jedynym, który w zwycięstwo wierzył i do niego dążył.

A przecież jego zdanie jeszcze z 1962 r.: “Wojny [zimne czy gorące] na ogół wygrywa się lub przegrywa” cechował elementarny zdrowy rozsądek.

J.F. Revel pisał: “Demokracja będąca bez ustanku w totalnej defensywie wobec totalitaryzmu nie śmie nawet przyznać, że jest w walce z nim. Przypomina piłkarza, któremu pozwala się prowadzić piłkę wyłącznie do środka boiska”. Miało to być nastawienie jedynie możliwe. I sensowne.

R. Nixon, aczkolwiek już po odejściu z prezydentury, zauważył trafnie, że “celem Sowietów jest zwycięstwo bez wojny. Naszym celem jest pokój bez zwycięstwa”. Ale i jemu nie przyszło nawet do głowy, że Ameryka, Zachód też mogą dążyć do pokojowego zwycięstwa. O przejściu do ofensywy nawet nie pomyślał.

Już koncepcja Trumana – powstrzymywanie (containment) – była na wskroś defensywna – skazywała nas na wieczną niewolę. Potem było coraz gorzej.

Wizjoner i ślepcy

Eisenhower martwił się wyłącznie o wzrost “wydatków na zbrojenia”, które szkodzą i systemowi amerykańskiemu, i sowieckiemu (zrównując je), bo “uniemożliwiają zaprowadzenie prawdziwego dobrobytu i szczęścia obywateli na całym świecie”. Zaczęto organizować “szczyty” (za Eisenhowera, licząc spotkania szefów MSZ, było ich osiem). Po którymś z nich uchodzący ongi za antykomunistę numer jeden szef amerykańskiej dyplomacji, John Foster Dulles, potrafił kompromitująco stwierdzić: “polityka sowiecka była oparta na braku tolerancji [...] teraz polityka sowiecka opiera się na tolerancji, uwzględniającej chęć współżycia w dobrych stosunkach ze wszystkimi”.

Przerodziło się to w defensywność totalną, jakieś otępienie wobec realnej rzeczywistości. Nixon z Kissingerem już całkowicie się zakochali w tzw. detente. “Silniejszy, zdrowy Związek Sowiecki jest korzystny dla Ameryki i świata, bo wówczas nie będzie mowy o rywalizacji, lecz współpracy” – mówił Nixon. Współpraca i dobra wola nie przynosiły rezultatów? Poczęto więc za darmo darować ZSRR przysłowiowy leninowski sznur (do “powieszenia kapitalistów”).

W 1973 r. na tajnym zjeździe partii komunistycznych w Pradze Breżniew oświadczył bez ogródek, że detente służy “obozowi socjalizmu” o wiele lepiej niż ewentualne użycie zbrojnej pięści. “Korelacja sił zmieniła się zdecydowanie na korzyść »obozu pokoju i socjalizmu« i proces internacjonalistycznej walki klasowej będzie trwać aż do zwycięstwa. Około 1985 r. ZSRR będzie w stanie narzucić swą wolę komukolwiek” – chełpił się. Wszystkie wywiady znały te deklaracje. I co? Wzmożono wysiłki odprężeniowe.

Prezydent Carter zadeklarował, iż USA wyzbyły się “głupich obaw przed komunizmem”. W czasie, gdy Sowieci podbijali kolejne kraje. Jego ambasador w ONZ stwierdził, iż najemnicy kubańscy ZSRR wspomagający (wraz z R. Kapuścińskim) opanowanie Etiopii przez najkrwawszy, po Pol Pocie, reżim komunistyczny, odgrywają rolę “stabilizującą”. Ameryka szanuje “socjalistyczny wybór narodu etiopskiego” i nie zamierza na tym terenie “naruszać interesów sowieckich”. Po najeździe Sowietów na Afganistan Carter wyraził szczere zdumienie, że ZSRR mógł tak postąpić. Zbigniew Brzeziński, ówczesny doradca prezydenta ds. bezpieczeństwa, martwił się najbardziej tym, iż odprężenie zostało poddane trudnej próbie. Sowiecki atak wzmacnia “niestety” konkurencyjny element stosunków amerykańsko-sowieckich – ubolewał. Był ogromnie zatroskany możliwością zwiększenia wyścigu zbrojeń. “Mam nadzieję, że obie strony wykażą rozsądek i do tego nie dojdzie”.

A Reagan głosił potrzebę zmobilizowania całego potencjału Stanów. Odrzucał zawsze i detente, i odprężenie, i “powstrzymywanie”.

1963 r.: “zamiast pokojowego współistnienia należy zmusić ZSRR do rywalizacji. Nie podołają jej i ich system upadnie. Należy się tylko wyzbyć strachu, który jest najpotężniejszym orężem sowieckim”.

1964 r.: “Dąży się do porozumienia z wrogiem, sądząc, że porzuci swą naturę i zacznie nas kochać. Tymczasem jego zachowanie wynika z samej natury komunizmu”.

1967 r.: “Polityka amerykańska polega wyłącznie na reagowaniu na symptomy zachowania ZSRR. Musimy na wszelkie sposoby [oprócz naturalnie frontalnej wojny] dążyć do zmiany sowieckiego systemu. Mówią nam, że są to trudne problemy, na które brak prostych odpowiedzi. A może jest wręcz przeciwnie: rozwiązanie jest bardzo proste, tylko brak nam odwagi i wyobraźni, by je zastosować”.

1978 r.: “Sowieci mówią wciąż i wciąż, że ich celem jest zaprowadzenie na całym świecie swego makabrycznego i niekompetentnego systemu. A czy my mamy jakiś cel ostateczny, wizję, jak to się wszystko skończy? A może ktoś wierzy, że Sowieci zrozumieją błędność swego postępowania i porzucą swą ideologię. Czy najlepszym rozwiązaniem nie jest przejście do ofensywy i pokojowe doprowadzenie do tego, aby ich system upadł?”.

Prawda i użyteczni idioci

Prawda wyrażona publicznie to niesłychanie potężna broń. Wcześniejsze i późniejsze wypowiedzi Reagana, uzupełniające konkretne kroki (zwłaszcza wojnę ekonomiczną i wspieranie wszelkich ruchów antykomunistycznych w podbitych krajach), oddziaływały przede wszystkim na ludzi za żelazną kurtyną.

Łagiernik Natan Szczarański opisywał, jak więźniowie przekazywali sobie wieści o nich z ust do ust. “Nastał prezydent USA, który mówi prawdę, który się nie obawia mówić głośno prawdy. Coś się musi zmienić”.

Najważniejsze przemówienia wygłosił Reagan na Uniwersytecie Notre Dame (już 17.05.1981 r.): “Zachód nie zaledwie powstrzyma komunizm, Zachód zwycięży komunizm. Zostanie on odrzucony jako dziwaczny rozdział w historii ludzkości, rozdział, którego ostatnie strony są właśnie pisane”. I w brytyjskim parlamencie (8.06.1982 r.): “Marsz wolności sprawi, że marksizm-leninizm znajdzie się na śmietniku historii, tam, gdzie spoczywają inne totalitarne ideologie, które duszą wolność i zamykają usta obywatelom”.

8 marca 1983 r. w Orlando mówił: “Totalitaryzm łamie wszystkie zasady moralne, aby przybliżyć swój cel, światową rewolucję, dominację nad każdą jednostką ludzką [...] stanowi źródło zła we współczesnym świecie” (w powszechnej percepcji pozostało określenie “imperium zła”). Słowa te wywołały oczywiście furię w Sowietach.

Ale wydaje się, że jeszcze większą wśród gadających klas na Zachodzie, w USA. Wystąpienia te określono tam jako “pobożne życzenia na granicy majaczeń”. Głośny komentator “New York Times” wpadł w amok: stwierdzenia Reagana są “prostackie, uproszczone, oburzające, bezwstydne, prymitywne. Tak, to jest odpowiednie słowo, prymitywne”.

Reakcje amerykańskich tzw. elit ukazują, w jakiej atmosferze działać musiał Reagan. S. Bialer (1982 r.): “ZSRR nie jest i nie będzie w następnej dekadzie w stanie kryzysu”; A. Schlesinger (1982 r.): “ci, którzy w USA sądzą, że ZSRR jest u progu ekonomiczno-socjalnego upadku, poddają się głupim złudzeniom, samooszukują się, ośmieszają”. Ekonomista J.K. Galbraith (1984 r.): “W ZSRR ma miejsce wielki postęp gospodarczy, odnotowuje się tam, w odróżnieniu od Zachodu, sukcesy”. S. Talbott (1983 r.): “próba wypchnięcia Sowietów z Europy Wschodniej jest totalnie bezsensowna”, ‘należy się rozbrajać [tzn. USA powinny się rozbrajać – J.K.]”. S. Cohen (1983 r.): “Reagan porzuciwszy zarówno »powstrzymywanie«, jak i detente, działa w zupełnie innym kierunku: chce zniszczyć ZSRR, a nawet obalić system komunistyczny. Jest to cel obłędny. Prezydent cierpi na potencjalnie śmiertelną sowietofobię, reaguje na potęgę ZSRR w sposób patologiczny, chory”.

Potem A. Schlesinger twierdził, że upadku ZSRR “nikt nie przewidział”. Reagan nie tylko go zapowiedział, ale spowodował.

Kapitalną uwagę Reagana – “pierwszym krokiem do przyspieszenia upadku sowieckiego komunizmu jest odróżnienie symptomów zimnej wojny od ich źródeł” – też wykpiono. Czy ci ludzie, ci politycy wspomagający w istocie Sowiety, dążyliby kiedykolwiek do pokonania komunizmu? Talbott: “Współistnienie z ZSRR nie ma alternatywy”.

Wiele już napisałem o zasługach Reagana. Ale “odwróćmy” niejako sprawę. Jak wyglądałby świat, gdyby prezydentury Reagana nie było? Jego następca poszukiwał, nadaremnie, “tej tam wizji” (that vision thing), jego poprzednik rozprawiał o nieuchronnym biegu historii, który wyraźnie sprzyjał Sowietom. Godził się z tym. Obaj byli politykami konwencjonalnymi. Żyli czasem, który zastali. Reagan zaczął tworzyć nowy czas.

Już w 1982 r. bliski prezydentowi prof. Richard Pipes nie tylko stwierdził, że o ile Reaganowska polityka zostanie utrzymana, w końcu dekady ujrzymy zupełnie nowy świat. Przewidział także, iż w ZSRR niebawem pojawi się nowy przywódca; gładki, “liberalny”, ale nic nie zdziała.

Jestem coraz bardziej i bardziej przekonany – jak wówczas i potem było wielu Rosjan, także b. dostojników – że konieczność wyboru “reformatora” była efektem działań Reagana. Jak mówiono w Rosji: “Ojcem pierestrojki i głasnosti był Reagan”. Ale więcej o tym innym razem.

Czas przełomu

Droga Ronalda Reagana do prezydentury jest fascynująca. Także dlatego, że wiąże się z narodzinami współczesnego konserwatyzmu jako wreszcie poważnej siły politycznej i intelektualnej. Dziś zgoła wszyscy są zgodni, że wydarzeniem najważniejszym było telewizyjne wystąpienie Reagana na rzecz prezydenckiej kandydatury Barry’ego Goldwatera w 1964 r. Wielkie dzieła, wręcz politologicznie naukowe, noszą tytuły: “Wiek Reagana. Upadek starego liberalnego porządku, 1964-1980”. Całkowite przekształcenie pejzażu politycznego, zakwestionowanie, podważenie konwencjonalnych, coraz bardziej lewicowych ortodoksji. 1964.

To wystąpienie ze słynnym zakończeniem; “Ty i ja mamy rendez-vous z przeznaczeniem” z 27 października 1964 r. przeszło do historii. Reagana “Czas wyboru” (“A Time for Choosing”) uznawane jest za najwspanialszy, najbardziej efektywny, przełomowy apel przedwyborczy w najnowszych dziejach Ameryki. I znane po prostu jako “Mowa” (“The Speech”).

Reagan zawarł w nim całą swą wizję w sprawach krajowych i zewnętrznych. Mowę szlifował latami, uzupełniał, udoskonalał. Jej elementy były obecne już w jego dużo wcześniejszych wystąpieniach. Mówił to, w co głęboko wierzył. Ten autentyzm podziałał na wielu wręcz elektryzująco. O 3 rano obudzono Reagana – w centrali partii telefony wręcz się urywały. “To ten człowiek, Reagan, powinien być prezydentem”. Przemówienie wydano nawet na płycie – wtedy, oczywiście, plastikowej. Zmobilizowało rzesze młodych, przekonało ich do konserwatyzmu (nieco na podobieństwo przejścia do republikanów wielu słynnych “demokratów Reagana”, po 1981 r.).

Goldwater, konserwatyści jeszcze tych wyborów wygrać nie mogli. Ale mowa Reagana stała się punktem zwrotnym. Ruch miał lidera, miał wizję. Prasa, rozanielona wielkim zwycięstwem L. Johnsona, odtrąbiła, o 180 stopni mylnie, definitywny koniec konserwatyzmu. Tymczasem to był jego współczesny start.

Namówiono Reagana, aby kandydował na stanowisko gubernatora Kalifornii. W końcu zgodził się, a lata później stan ten stał się jego “ojczyzną”. Tu zbudował własnymi rękami słynne dziś ranczo (zabytek narodowy). Zaślepiona prasa nie dawała mu cienia szansy, przeciwnik był potężny, popularny. Zlekceważył Reagana. Efekt – poległ różnicą ponad miliona głosów, przegrywając w 82 z 88 hrabstw.

Reagan dobrze sprawował swą funkcję w wielce demokratycznym stanie. Potrafił się dogadać z demokratami, ale kiedy było trzeba, wetował ich akty legislacyjne (ponad 900 razy w ciągu dwóch kadencji).

Kalifornia była centrum kontrkulturowej rewolty, a stolicą tego centrum Socjalistyczna Republika Berkeley (tak nazywana). Reagan nie bał się wchodzić w środek burzliwych demonstracji. Gdy agresywni manifestanci obiecywali mu “krwawą łaźnię”, poradził im, by najpierw udali się do zwykłej łaźni. Gdy zaczęto demolować campus Berkeley, nie wahał się wezwać gwardię narodową. Mimo, iż ostrzegano go, że to polityczne samobójstwo, wyrzucił z pracy szefa całej edukacji w stanie, bo stał się symbolem tchórzostwa wobec rewolty. Wszelako później wytykano mu, że nie docenił problemu rozszerzającej się jak zaraza politycznej poprawności. Nie mógł jednak robić wszystkiego. Na końcu prezydentury zauważył: “nazywano mnie wielkim komunikatorem; to nie tak, ja mówiłem o wielkich rzeczach”.

W rocznicę niesławnego werdyktu Wade vs. Roe napisał dwa krótkie eseje w obronie życia poczętego. Wydano je w formie małej książeczki; pierwszy raz w historii prezydent opublikował coś w trakcie urzędowania. Zresztą podstawowe wartości były zawarte, wręcz automatycznie, w jego wizji Ameryki.

Notabene, to za czasów jego prezydentury rozpoczęła się rewolucja technologiczna. Pionierzy Doliny Krzemowej mówili, że oczywiście i tak by nastąpiła, ale dzięki klimatowi wolnej inicjatywy stworzonemu przez Reagana, miała miejsce szybciej, była bardziej dynamiczna. I zapewniła Ameryce na długie lata tak ważną pozycję absolutnego lidera w tej materii.

Dodam, nieco nie à propos, że nowe systemy uzbrojenia, łącznie z tak znanymi dzisiaj “Patriotami”, też powstały za czasów Reagana.

Lider

Ronald Reagan pochodził z ubogiej rodziny. Urodził się w biedniejszej części małego miasteczka Tampico, dorastał w Dixon (Illinois).

Wielki wpływ na jego charakter wywarła matka Nellie. Uczyła syna, że kierowanie się zasadami moralnymi, odróżnianie dobra od zła jest najważniejsze. Człowiek powinien kierować się własnym sumieniem, nie ulegać podszeptom z zewnątrz, nie zrażać się przeciwnościami. Zaszczepiła synowi wiarę, nadzieję, a także optymizm. To “słoneczne usposobienie” nazwano potem “talentem do szczęśliwego przeżywania życia”. To był charakter. Potem nastąpiło, w trakcie burzliwej “szkoły życia”, skonkretyzowanie poglądów (rodzina była z dziada pradziada demokratami).

Matka zaszczepiła mu też miłość do książek. Potem czytanie stało się wręcz jego nałogiem.

Niemal od dzieciństwa wykazywał cechy naturalnego lidera. I w szkole, i w liceum został przewodniczącym samorządu. Wydawał szkolną gazetkę, pasjonował się kółkiem dramatycznym. Wyróżniał się w sporcie. Był pływackim championem. Dorabiał pracą ratownika – uratował od utonięcia co najmniej 77 osób. Stało się to tak głośne, iż pisała o tym lokalna gazeta.

Pierwsza praca – sprawozdawcy sportowego w Des Moines (Iowa) – wyrobiła mu głos, a także wyobraźnię. Wtedy większość “transmisji” była relacjonowana z dalekopisu (!), trzeba było zaś udawać, że się jest na miejscu. Reagan opowiadał tak obrazowo, że stał się lokalną sławą na całym Środkowym Zachodzie.

Będąc w Kalifornii, bez protekcji i zapowiedzi zgłosił się do wielkiego studia filmowego. Wypadł tak świetnie, że niemal z miejsca zaproponowano mu niezwykle korzystny kontrakt. Dalsze dzieje Reagana w Hollywood, który był wówczas nieco inny niż obecny, to kolejny temat do osobnego potraktowania. (Między innymi kariera, wielu przyjaciół wśród wielkich gwiazd, zetknięcie się z komunizmem w działaniu, Reagan jako najskuteczniejszy szef Związku Aktorów Filmowych “SAG” i dużo więcej). Potem żartował, że jednak woli być prezydentem, bo sam jest autorem scenariusza.

Edukacja Mr. Reagana

Praktycznie już cała droga polityczna Reagana jest udokumentowana. Tylko niesłychanie ważny okres 1954–1962, podczas którego przekształcił się z członka Partii Demokratycznej (będąc wszakże antykomunistą) w zdecydowanego konserwatystę, był mniej znany. Sympatyzował z republikanami sporo wcześniej, ale członkiem partii został formalnie dopiero w 1962 r. Niedawno ukazała się cenna pozycja – “Edukacja R.R., 1958–1962” Toma Evansa. Tłumaczy wiele.

W 1958 r. Reagan otrzymał znakomitą ofertę od firmy General Electric. Został gospodarzem, narratorem, czasem wykonawcą oraz osobą decydującą o repertuarze coniedzielnego telewizyjnego “GE Theatre”. A także uzyskał możliwość bezustannego objeżdżania kraju. Odwiedził 40 stanów. Spotykał się dosłownie z setkami tysięcy ludzi.

Słowo o “GE Theatre”. Reagan uzupełniał audycję np. o prośbę (odzew był niesłychany) pomocy dla Węgrów, którzy po rewolucji 1956 r. znaleźli się w USA. A sam program! W najlepszej porze niedzielnej; znalazł się, na długie lata, na pierwszym miejscu oglądalności. To wtedy Reagan był u szczytu sławy. Był jednym z najbardziej rozpoznawalnych ludzi w Ameryce (choć nie wszyscy musieli to wiązać z polityką). W programie Reagana wystąpiło 50 laureatów Oscara (!), często po raz pierwszy, czasem w ogóle jedyny w telewizji. Same sławy, od Jamesa Deana poczynając.
Ważniejszą politycznie rolę odegrały oczywiście spotkania z ludźmi. Zwykłymi, przeciętnymi. Opowiadali Reaganowi, co im doskwiera, przeszkadza w życiu, o podatkach, coraz większej ingerencji władz w ich życie (czy historia się nie powtarza?). To, co słyszał, diametralnie różniło się od obrazu prezentowanego przez kręgi medialno-akademicko-elitarne. Oczywiście Reagan stanął po stronie zwykłych Amerykanów. Była to prawdziwa “edukacja Mr. Reagana”.

Powracał do prawdziwej, realnej Ameryki. I dlatego właśnie stał się już w pełni człowiekiem prawicy. A popularność nie przeszkadzała. Reagan był wtedy najbardziej poszukiwanym w kraju (zaraz po prezydencie Eisenhowerze) mówcą. Posypały się zaproszenia, m.in. na imprezy już w pełni polityczne.

Wszystkich traktował jednakowo. Uważano go za “równego chłopa”. Wyczuwano autentyzm jego argumentów. Ugruntował swój refleks i dowcip. Wiarę w Amerykę i rozsądek Amerykanów.

Zwycięska porażka

O kandydowaniu na prezydenta Reagan myślał już w 1968 r. Wewnętrzna polityka Nixona i “odprężenie” propagowane przez Kissingera coraz mniej mu się podobały. Z detente w wykonaniu kogokolwiek walczył przecież już od wielu lat. Był jednak lojalny wobec partyjnego kolegi.

Ale gdy prezydent przypadkowy (nigdy niewybrany, automatycznie zastąpił rezygnującego Nixona) Gerald Ford, wciąż z Kissingerem, kontynuował detente, Reagan poczuł się zwolniony z partyjnej lojalności. To był kolejny przełomowy moment – de facto początek kampanii, która znalazła swój finał w 1980 r.

Prawyborcza walka z urzędującym prezydentem była wręcz epicka. Tę właśnie kampanię, pod, wydawało się, przedwczesnym tytułem “Reagan’s Revolution”, opisano niedawno w wielkim, źródłowym tomie niezwykle szczegółowo. “Kampania, która zapoczątkowała wszystko” (tj. osiem lat odrodzenia Ameryki i rewelacyjną zmianę stosunku do agresywnego komunizmu).

Wszyscy twierdzący, że Reagan w 1976 r. przegrał, przedstawiają obraz powierzchowny. Całe “urzędowe” wsparcie establishmentu szło na ówczesnego prezydenta. Ale Reagan uzyskał większość (50,7 proc.) głosów, z ponad 9 mln oddanych. Faktycznie co najmniej zremisował. Gdyby przepisy prawyborów – konwencji – były takie jak dzisiejsze, nominację by uzyskał. A tak zabrakło mu 30 głosów, by uzyskać większość.

Na zakończenie konwencji siedział daleko na balkonie. Ford, po krótkim przemówieniu, uległ okrzykom sali i zaprosił Reagana na podium. Dotarł tam po długim czasie, sala domagała się, by przemówił. Był zupełnie nieprzygotowany.

I nagle zaimprowizował niedługą mowę. Po jej zakończeniu delegaci urządzili Reaganowi kilkuminutową owację, a okrzykom “Ronnie” brakło końca. “Musimy podjąć wyzwanie, bo jeśli to zaniedbamy, przyszłe pokolenia zapytają, czemu ci ludzie z 1976 r. nie wywiązali się z zadania. O ile będą mogli swobodnie mówić. Musimy zrobić wszystko, co tylko jesteśmy w stanie”.

Słuchacze na chwilę zapomnieli o wybranym kandydacie. Stało się jasne, kto jest faktycznie liderem partii, ruchu. Już wtedy Reagan de facto zapewnił sobie następną nominację. A wobec stanu kraju – właściwie prezydenturę.

Media znów pomyliły się o 180 stopni, wieszcząc koniec politycznej kariery przywódcy konserwatystów. A Reagan (po minimalnej przegranej Forda z Carterem) wznowił na wielką skalę działalność publiczną. Lata 1976–1979 to kolejny ważny etap. Codzienny komentarz radiowy, tygodniowy, felieton w gazetach całego kraju, występy w telewizji, kolejna runda objeżdżania Ameryki, długie wywiady w gazetach. I często kilkanaście występów publicznych w różnych miejscach w okresie tygodnia.

Wiedza i inteligencja

Reagan prawie od dzieciństwa nie mógł się obyć bez czytania. Czytał i pisał stale, po dniu ciężkiej pracy fizycznej na farmie, między mityngami. Jego bliscy i przyjaciele podkreślali to wiele razy. Odnotował to z pewnym zaskoczeniem tygodnik filmowy, gdy Reagan był aktorem. Ale jego przeciwnicy puszczali to mimo uszu, bo trzeba było przecież “udowodnić”, że jest ignorantem.

Reagan jeszcze przed 1980 r. przeczytał co tylko było można o ekonomii, historii, polityce, o wszystkim. Od systemu podatkowego cesarza rzymskiego Wespazjana, do historii Chin. Wielką liczbę pozycji o ekonomii, dziejach Ameryki, filozofii politycznej. Zaabonował nawet organ “Marxism Today” – wiedział wszystko o leninizmie, historii Rosji.

Już koledzy aktorzy byli zdumieni zakresem i zasięgiem jego wiedzy. Później mówiono wręcz o maestrii Reagana w prezentowaniu, często z miejsca, ogromnej liczby faktów, dat, a nawet cytatów.

A jednak wiedząc, co o nim mówią, Reagan, człowiek mający stale w kieszeni “zaczytaną” książkę (np. ekonomiczną), nie życzył sobie, by podawać prasie, co czyta, co czytał. Raz tylko zapytany, jaki ekonomista wywarł na niego największy wpływ, odpowiedział: Frederic Bastiat (XIX-wieczny francuski myśliciel, piewca wolnego rynku). Znany publicysta musiał sprawdzać w encyklopedii, o kogo chodzi.

To wszystko jest bardzo istotne. Obala kompletnie karykaturalny wizerunek Reagana. Ukazuje, że żadnych dodatkowych informacji o systemie komunistycznym nie potrzebował. Wpływ na jego myślenie polityczne wywarł np. “Świadek” (1965) Whittakera Chambersa, bohatera konserwatystów. Ale obok kilkunastu setek innych książek, które od lat młodzieńczych pochłaniał.

Nieco sprostowań

Ofensywy Reagana nie powinno się określać mianem “rywalizacji” (między USA a ZSRR). Była to batalia toczona w imieniu wolnego świata (bez cudzysłowu) z imperium niewoli. Nie byliśmy w niej neutralni. Relatywistyczne określenie “rywalizacja” było wówczas modne na postępowej lewicy. Miało sugerować “moralną równoważność” wolności i niewoli.

SDI (Strategic Defence Initiative) nie powinno się nazywać “wojnami gwiezdnymi”. Określenie to wymyśliły media (a bodaj pierwszy E. Kennedy), by podkreślić księżycowość, absurdalność koncepcji, którą pewno (jak pisano o Ameryce) Reagan wziął z filmów SF. Okazało się zresztą, że Reagan nie przedstawił projektu, jak do niedawna sądzono, po konsultacjach (już od lat 60.) z twórcą bomby wodorowej Edwardem Tellerem. Ani po wizycie, jako kandydat na prezydenta, w głównym sztabie i przekonaniu się, jak bezbronna jest Ameryka. Już w 1957 r. ujrzał w zakładach General Electric nowy typ małego radaru, zadał wiele pytań i myśl o poważniejszym jego zastosowaniu, zwłaszcza w miarę postępów nauki, nigdy go nie opuściła. Był to całkowicie, kompletnie jego własny projekt.

Sowieci tak przejęli się możliwością utraty broni strachu, że w dużej mierze przez upieranie się przy rezygnacji przez Reagana z SDI… przegrali zimną wojnę. Bardzo wielu, szczególnie w Rosji, podkreśla, że zerwanie z tej przyczyny przez Reagana szczytu w Reykjaviku było momentem przełomowym. Niedługo po tym Gorbaczow udał się do Canossy. Jego ustępstwa w Waszyngtonie były kapitulacją. To, oczywiście, kolejny temat do rozwinięcia.

Mimo, że decydująco zdruzgotał Sowiety, Reagan dalej nie popuszczał także Gorbaczowowi. Ostatnia jego dyrektywa tzw. NSCD podtrzymywała zakaz eksportu do wciąż jeszcze istniejącego ZSRR zaawansowanych technologii. Walka ekonomiczna miała trwać do końca.

Także, a jest to dziś niezwykle modne ujmowanie sprawy, ważna z wielu względów mowa Reagana przed Bramą Brandenburską nie była jednak jego najważniejszą.

O obaleniu muru, traktowanego jako granica oddzielająca Obóz, a więc i nas, od normalnego świata, mówił już w latach 60. i późnych 70. (“musimy coś z tym zrobić”). A niezależnie od okoliczności samo jego zburzenie było efektem procesów, które uruchomił Reagan, a którym niezdarnie próbował przeciwdziałać Gorbaczow.

Na czym zaś oparty był chorobliwy gorbazm (Reagan tylko machał na to ręką), wyjaśnia motywacja “Time’a” przyznającego Gorbaczowowi, tuż przed jego upadkiem, tytuł “człowieka dekady”. “Bo odnawia i umacnia nowy socjalizm”. O, to jest właśnie to. “Time” niczym Michnik. Gorbaczow miał być też “ukochany przez naród radziecki” (odkryty przez “Time’a”).

Niezadługo potem Gorbaczow otrzymał w wyborach na prezydenta Rosji 1 proc. głosów. No i marzenie o zliberalizowanym komunizmie z ludzką twarzą legło w gruzach.

Ostatnimi posunięciami politycznymi Reagana jako prezydenta były – obok wspomnianego NSCD – wypowiedź o Polsce, wizyta i odczyt w Londynie, jakby post scriptum do przemówienia sprzed lat w Westminsterze (kiedy twierdzono, że majaczy). Oraz pożegnanie pracowników Białego Domu z chochlikiem w oczach, żartując. Symbolika pełna. Wszystkiego, co reprezentował Ronald Reagan.

“Mieliśmy prezydenta”

Nie zdołam omówić wielu rzeczy, w tym bardzo ważnych. Wrócę do nich. Reagan osiągnął tak wiele, bo posiadał rzadką cechę: moralnej wyobraźni (obok moralnej jednoznaczności i moralno-politycznej odwagi), tzn. potrafił wyobrazić sobie świat inny niż zastał.

Reagan stworzył w Białym Domu tzw. Team B, jakby Radę Bezpieczeństwa Narodowego-bis pod przewodem prof. Richarda Pipesa. Zajmowała się tylko Sowietami. Wprowadzone przez Reagana wspomniane dyrektywy NSCD nosiły wręcz tytuły – “Wojna ekonomiczna z ZSRR”. Nic dziwnego, że długo pozostawały utajnione. Ta wojna wykraczała znacznie poza wyścig zbrojeń. Sowieci raptem zaczęli wszędzie napotykać trudności.

Reagan nie miał żadnych mitycznych doradców. Krąg jego zaufanych był niezmiernie wąski; reszta ministrów i urzędników to byli jakby technicy do realizacji mniej istotnych dla prezydenta celów. Przeciw działaniom Reagana, o których akurat wiedzieli, a także ostrzejszym wystąpieniom, sformułowaniom energicznie protestowali. Oczywiście bez skutku. Andropow trafnie zauważył: “naszym wrogiem nie jest administracja czy otoczenie Reagana, ale on sam, osobiście”.

Profesor Pipes mówi: “Jako ktoś, kto brał udział w formułowaniu polityki wobec ZSRR, mogę poświadczyć, że kierunek ten wyznaczał prezydent, a nie jego ekipa i że był on zdecydowanie realizowany mimo zastrzeżeń bardziej »pokojowych« ministrów. Reagan potrafił uchwycić słabości sowieckiego reżimu, rozumiał, co znaczy żyć w tyranii. Pojmował, co się liczy, a co nie, co jest dobre, a co złe. To są cechy prawdziwego męża stanu, tego nie można się nauczyć, trzeba się z tym urodzić”.

Nie należy też zapominać, że pierwszym zadaniem Reagana było przywrócenie optymizmu, wiary w siebie i przyszłość swego kraju Amerykanom. A potem wydobycie państwa z gospodarczej zapaści. Na razie powiem o tej sprawie tylko tyle – w Radzie Ekonomicznej Reagana zasiadał Milton Friedman (a także twórca słynnej “krzywej podatkowej”, curve – M. Laffer, A. Greenspan i inne sławy wolnej gospodarki). To chyba mówi bardzo dużo.

Od pewnego czasu odkrywa się stale nowe zapiski odręczne Reagana (o ich zabezpieczenie w ogóle nie dbał). Już ukazało się wiele tomów pn.: “Reagan własną ręką”, “Reagan własnym głosem” (CD!), “Stories Reagana”, “Wystąpienia Reagana” (przed prezydenturą), nawet “Humor Reagana”. A także ogromny wybór jego listów (1922–1994) do ludzi znanych i nieznanych, przyjaciół i wrogów. Napisał ich ok. 10 tys., wiele w czasie prezydentury. Jego pracowicie prowadzony w Białym Domu diariusz. Nie wiadomo, co się jeszcze odnajdzie.

Szczególne znaczenie mają małe eseje wygłaszane w radio do milionów słuchaczy w latach 1975–1979. Na każdy możliwy temat.

Te publikacje skłoniły nawet dziennikarza “NYT” do uwagi, że “Ronald Reagan był większym myślicielem, publicystą, autorem, niż sądzili nawet jego najzagorzalsi zwolennicy”.

A słynny pisarz Tom Wolfe napisał, iż “przekonująco dowodzą moralnej, politycznej i – tak – intelektualnej wyższości Ronalda Reagana nad całym lewicowym establishmentem, a także aktywistami konserwatywnymi”.

Już za rządów następcy Reagana wielkim powodzeniem cieszyły się koszulki z napisem: “Pamiętasz, jak mieliśmy prezydenta?”.

Jacek Kwieciński
NGP-Nowe Państwo, numer 2 (60)/2011
Źródło: www.panstwo.net