Instytut Ronalda Reagana
Ronald Reagan i konserwatywny liberalizm

Richard Czekaj

dodano: 06.03.2012

Kiedy poproszono mnie o napisanie tego artykułu, w pierwszej chwili chciałem odmówić. W jaki sposób pomoże to czytelnikom zbliżyć się do Jezusa Chrystusa? Przecież to nie jest na tyle „duchowe”, jak bym tego pragnął. Poza tym nie jestem ekspertem w sprawach społeczno-politycznych. Co ja wiem na ten temat? Te myśli ustąpiły, kiedy pomyślałem o Ronaldzie Reaganie. Na pewno nie chcę udawać kogoś, kto „wie wszystko lepiej”. Moje życie jest jednak w pewien sposób związane z tym człowiekiem.

Wyjechałem z Polski na kilka miesięcy przed stanem wojennym, a kiedy przyjechałem do Stanów Zjednoczonych, Ronald Reagan rozwijał działalność jako prezydent. Stan, w jakim znajdował się kraj po rządach nowo narodzonego chrześcijanina Jimmy’ego Cartera i długim panowaniu partii demokratycznej, której program nie miał jednak wiele wspólnego ze światopoglądem chrześcijańskim, był pod każdym względem opłakany. W gospodarce recesja i bezrobocie. W sercach i umysłach wielu ludzi dostrzegałem brak wiary w przyszłość i oczekiwanie na upadek Ameryki. Trudno w to teraz uwierzyć, ale kiedy przyjechałem, Amerykanie, których spotykałem, mieli poczucie niższości wobec Europy i czuli niechęć do własnego kraju dziwnie zmieszaną z wielką miłością do niego. Dominowała niepewność. Porażka w Wietnamie i wzrost wpływów Związku Radzieckiego wiele tłumaczyły, ale przecież doświadczałem tego wszystkiego na własnej skórze i wcale mi się to nie podobało. Nie miałem pracy, trudno było znaleźć mieszkanie, wielu moich znajomych było w podobnej sytuacji, a ja chciałem tu rozpocząć nowe życie i nigdy nie wracać do Polski.

W połowie lat osiemdziesiątych przeprowadziłem się do Santa Barbara w Kalifornii. Okazało się, że Ronald Reagan ma tutaj dom. Staliśmy się na około dziesięć lat niezbyt bliskimi sąsiadami. Nic dziwnego, że ciągle docierały do mnie lokalne wiadomości i plotki na jego temat. Nie zawsze się z nim zgadzałem i nie zawsze mu wierzyłem, ale w mojej opinii i w porównaniu z innymi był to jeden z najlepszych prezydentów Stanów Zjednoczonych. Bóg polecił nam oceniać drzewo po owocach. Spójrzmy na owoce jego słów i czynów. Co sprawiło, że zmienił on nie tylko Stany Zjednoczone, ale cały świat, a także moje życie. Co stanowiło jego siłę i sprawiło, że Bóg tak bardzo błogosławił jego poczynaniom? Czy była to jego osoba czy może coś innego, jakieś Boże zasady, które odkrył i stosował?

Zarówno życiorys Ronalda Reagana, jak i konserwatywny liberalizm są świetnie opracowane w licznych artykułach i książkach, więc nie będę się zagłębiał w te zagadnienia. Ta wybitna postać kojarzy się wielu ludziom z jego poglądami i dokonaniami. Zazwyczaj kluczowe skojarzenia to: antykomunizm, obalenie potęgi „imperium zła”, czyli Związku Radzieckiego, i wygranie zimnej wojny, poparcie dla biznesu, walka z wielkimi monopolami, walka o wolność, walka z przestępczością, podniesienie wydatków na wojsko, rozmieszczenie rakiet Pershing II w Europie, negocjowanie traktatu o redukcji ilości broni atomowej, inicjowanie programu strategicznej obrony antyrakietowej, uzbrajanie i szkolenie antykomunistycznych oddziałów paramilitarnych (Contras, mudżahedini), sprzedaż broni do krajów zaprzyjaźnionych z USA, znaczne obniżenie podatków, wzrost deficytu budżetowego, wypowiedzenie wojny sprzedawcom i producentom narkotyków, ustabilizowanie amerykańskiego dolara, redukcja inflacji, znaczne obniżenie bezrobocia i utrzymanie wysokiego wzrostu gospodarczego. Dla wielu Amerykanów to przede wszystkim odnowa moralna i przywrócenie wiary w Amerykę i jej przywódczą rolę, które owocują do dzisiaj. Po Reaganie Amerykanie stali się znowu dumni z tego, kim są.

Ronald Reagan wygłosił wiele przemówień podczas swej prezydentury. Nazywany był „Wielkim Komunikatorem”. Często miałem wątpliwości, kiedy mówił z głębi serca i zgodnie z własnym przekonaniem, a kiedy grał. Mówił z aprobatą o Fatimie i papieżu, zwracając się do katolików, i wygodnie zapominał o nielegalnym finansowaniu opozycji w Nikaragui, kiedy pytała go o to prasa i demokraci. Odniesienia do wiary i Biblii były niejednokrotnie sporadyczne, ale czasami pełne głębi i dojrzałości duchowej.

Nie można jednak zarzucić mu braku odwagi czy lęku przed poruszaniem trudnych tematów i podejmowaniem decyzji. Przekonuje o tym jego postawa w trakcie i po zamachu na własne życie, posłanie żołnierzy na Granadę czy też chyba najlepsze jego wystąpienie, esej na temat aborcji, którego fragment ukazał się w nr. 2. „Celu” z lata 2007 r. Był prawdziwym przywódcą, mającym własną wizję i przekonania, a nie tylko kimś na stanowisku, którego to stanowisko określało.

Niestety, aborcja była także jego największą porażką. W walce z nią okazał się dziwnie nieskuteczny. Pozostały jego liczne i wspaniałe słowa bez żadnych konkretnych rezultatów. Nie doprowadził do delegalizacji aborcji ani nawet do znaczniejszego zmniejszenia ich liczby. Dopiero chrześcijanie, którzy byli gotowi poświęcić swoje kariery, pieniądze, czas i życie, nadali jego słowom realne znaczenie i zaczęli odwracać losy tej bitwy w wojnie dobra i zła, której ofiarą jest według Ronalda Reagana przede wszystkim drobniutka nienarodzona istota ludzka.

W swoim pożegnalnym przemówieniu z 11 stycznia 1989 roku powiedział: W tym czasie zdobyłem sobie przydomek „Wielkiego Komunikatora”. Nigdy jednak nie myślałem, że to mój styl czy słowa, których używałem, sprawiały tę różnicę: Liczyła się treść. Nie byłem Wielkim Komunikatorem, ale komunikowałem wielkie rzeczy, które nie rozkwitały nagle w pełni w mojej głowie, ale pochodziły z serca wielkiego narodu — z naszego doświadczenia, naszej mądrości i naszej wiary w zasady, które kierowały nami przez dwa stulecia. Nazwali to rewolucją Reagana. No cóż, akceptuję to, dla mnie jednak było to zawsze czymś, co nazwałbym odkrywaniem na nowo, ponownym odkryciem naszych wartości i naszego zdrowego rozsądku.

Aby dowiedzieć się więcej na temat tych wartości i zasad, musimy sięgnąć do słów, które kierował do ewangelicznych chrześcijan. Tylko wtedy, można powiedzieć, odkrywał karty. Najbardziej znane jest wystąpienie z 8 marca 1983 roku na Dorocznej Konwencji Narodowego Związku Ewangelików. Pozwolę sobie przytoczyć znaczne jego fragmenty. Niech Ronald Reagan sam do nas przemówi. (Pełną wersję w języku angielskim można znaleźć na stronie internetowej http://www.ronaldreagan.com/sp_6.html).

Zaraz potem, kiedy stwierdził, że wierzy w modlitwę wstawienniczą i że sam często się modli, powiedział: Myślę, że rozumiem, jak czuł się Abraham Lincoln, kiedy powiedział: „wielokrotnie upadałem na kolana zmuszony przytłaczającym przekonaniem, że nie mogę udać się nigdzie indziej”. Następnie, jak zwykle pełen dobrego humoru, przytoczył dowcip, który ukazywał jego stanowisko: Pewnego razu ewangeliczny pastor i polityk przybyli razem do bram nieba. Św. Piotr po dopełnieniu koniecznych formalności, wziął ich za ręce, aby pokazać im ich miejsca zamieszkania. Zaprowadził ich wpierw do małego, pojedynczego pokoiku, w którym było łóżko, krzesło i stół, i powiedział, że to dla duchownego. Polityk zaczął się martwić tym, co zostało przygotowane dla niego, i nie mógł uwierzyć własnym oczom, kiedy św. Piotr zatrzymał się przed pięknym pałacem ze wspaniałym ogrodem, wieloma służącymi i powiedział, że tu będzie jego mieszkanie. Nie mógł się powstrzymać i spytał: „proszę, zaczekaj, dlaczego — to jakieś nieporozumienie — dlaczego ja dostaję ten pałac, podczas gdy ten dobry i święty człowiek otrzymuje jedynie pokoik?”. Św. Piotr odpowiedział: „Musisz zrozumieć jak się mają sprawy tu na górze. Mamy wielkie rzesze duchownych. Ty jesteś pierwszym politykiem, jaki się tu dostał”.

Nie chcę przyczyniać się do pogłębiania stereotypów. Powiem wam więc, że jest wielu pobożnych, pełnych poświęcenia, szlachetnych ludzi, kobiet i mężczyzn pracujących w życiu publicznym, wliczając w to tu obecnego. Oczywiście potrzebujemy waszej pomocy, aby zawsze przypominać nam o ideałach i zasadach, które przywiodły nas na arenę publiczną na pierwszym miejscu. Podstawą tych ideałów i zasad jest oddanie wolności (w życiu społecznym) i wolności osobistej, które same ugruntowane są w znacznie głębszej świadomości, że wolność prosperuje tylko tam, gdzie Boże błogosławieństwa są gorliwie poszukiwane i przyjmowane z pokorą.

Amerykański eksperyment demokratyczny opiera się na tym zrozumieniu. Jego odkrycie było wielkim triumfem naszych Ojców Założycieli, wyrażonym przez Williama Penna, kiedy powiedział: „Jeśli nie będzie rządził nami Bóg, będą musieli rządzić nami tyrani”. Wyjaśniając znaczenie niezbywalnych praw ludzi, Jefferson powiedział: „Bóg, który dał nam życie, w tym samym czasie dał nam wolność”. Natomiast George Washington był tym, który powiedział, że „ze wszystkich postaw i zwyczajów, które prowadzą do pomyślności politycznej, religia i moralność są niezbędnym fundamentem”.

W końcu najwnikliwszy ze wszystkich obserwatorów amerykańskiej demokracji, Alexis de Tocqueville, ujął to elokwentnie po tym, jak udał się na poszukiwanie tajemnicy wielkości i geniuszu Ameryki: „Dopóki nie udałem się do kościołów Ameryki i nie usłyszałem jej kazalnic rozpalonych ogniem sprawiedliwości, nie rozumiałem wielkości i geniuszu Ameryki… Ameryka jest dobra. I jeśli Ameryka kiedykolwiek przestanie być dobra, przestanie być wielka. (…) Wolność rozwija się, kiedy religia jest żywa i respektowane są rządy prawa pod (władzą) Boga. (...) Nigdy nie wolno nam zapomnieć, że żadne koncepcje rządowe nie uczynią człowieka doskonałym. (...)Wiemy, że życie w tym świecie oznacza, że mamy do czynienia z tym, co filozofowie nazwaliby fenomenologią zła, lub — jak powiedzieliby teolodzy— doktryną grzechu. Na świecie znajdujemy grzech i zło, a Pismo Święte i Pan Jezus nakazują nam sprzeciwiać im się z całej naszej siły.(...) Chociaż siła militarna Ameryki jest ważna, pozwólcie, że dodam tutaj, że zawsze uważałem, iż walka, jaka toczy się obecnie o świat, nigdy nie zostanie rozstrzygnięta przez bomby czy rakiety, armie czy potęgę militarną. Prawdziwy kryzys, przed jakim dzisiaj stoimy, jest duchowy; u swoich podstaw jest testem woli moralnej i wiary”.

Z całym przekonaniem mogę powiedzieć, że po swojej prezydenturze Ronald Reagan, aczkolwiek niedoskonały człowiek i prezydent, pozostawił potomnym Amerykę i świat w lepszym stanie, niż sam go znalazł. Doświadczyłem tego osobiście. Obyśmy i my podjęli światło wiary i uczynili to samo dla naszych dzieci i Bożej chwały.

Richard Czekaj
Wszystkie tłumaczenia własne

Powyższy artykuł ukazał się w Magazynie Chrześcijańskim “Cel”, nr 12, wiosna 2008 – www.magazyncel.pl