Instytut Ronalda Reagana
Rodzice mają prawo do funduszy publicznych

Rodzice mają prawo do funduszy publicznych

dodano: 30.07.2007

Na pytania Natalii Dueholm na temat bonu oświatowego odpowiada Robert C. Enlow z Fundacji Róży i Miltona Friedmanów.

Obecnie w USA korzystacie z ulg podatkowych (tax credits) i bonów (vauchers), aby wprowadzić trochę wolnego rynku do systemu edukacyjnego. Czy może Pan wytłumaczyć, jak one działają?

W USA istnieją 3 różne instrumenty “szkoły z wyboru” (school choice). Pierwszą jest właśnie bon. Rząd bierze część pieniędzy z funduszu publicznego, która byłaby wydana na jednego ucznia w szkole publicznej i używa tych pieniędzy, aby dać bon jego rodzicom. Mogą oni użyć tego bonu, aby opłacić czesne w wybranej przez siebie szkole prywatnej. W USA istnieje 30 różnych rozwiązań z bonem oświatowym, które różnią się od siebie znacznie jeśli chodzi o zakres oferowanego wyboru. Niektóre są dostępne dla wielu uczniów, podczas gdy inne tylko dla niewielu. Jeden z nich, który właśnie został wprowadzony w Utah dostępny jest dla 97% uczniów z całego stanu. Niektóre udostępniają rodzicom hojną sumę pieniędzy, podczas gdy inne niewielką, itd. Itd.

Drugim instrumentem “szkoły z wyboru” są odliczenia od podatku dla oferujących stypendia (tax-credit scholarships). Rezultat dla ucznia jest taki sam. Może on uczęszczać do wybranej przez jego rodziców szkoły prywatnej, ale jej finansowanie jest inne. Przyznawana jest ulga podatkowa ludziom (zostaje pomniejszony podatek dochodowy), którzy dali donację organizacjom przyznającym stypendia. Organizacje te wydają otrzymane pieniądze na opłacanie czesnego w szkołach prywatnych. Istnieje 6 takich rozwiązań. W większości przypadków są one obwarowane mniejszymi ograniczeniami dotyczącymi tego, na co uczeń może wydać pieniądze niż przy bonach. Jednak zwykle dostarczają rodzicom dużo mniej pieniędzy, co oznacza, że wybór rodziców jest ograniczony. Całkowita suma przeznaczana na stypendium jest ograniczona także wysokością donacji otrzymanych od ludzi. Co więcej, władze stanowe wprowadzają także arbitralne limity wysokości takich donacji.

Trzecim instrumentem są odliczenia od podatków i od dochodów dla osób fizycznych (personal tax credits, deductions). Zmniejszają one podatek dochodowy rodzicom, którzy opłacają czesne w szkołach prywatnych. Istnieją tylko 3 takie rozwiązania i w dwóch z nich można skorzystać z bardzo małej sumy (do 500 dol.). Z drugiej strony, korzysta z nich ponad 600 tys. rodzin, co powoduje, że wybór szkoły prywatnej staje się dla nich troszeczkę łatwiejszy.

Czy możliwe jest, że samo wprowadzenie bonów znacząco poprawia system edukacyjny?

Nie tylko jest możliwe, wiemy na pewno, że tak się dzieje. Znaczna liczba badań empirycznych pokazała, co dzieje się z publicznymi szkołami w momencie wprowadzania “szkoły z wyboru”. Pokazują one, że od tego momentu szkoły publiczne poprawiają rezultaty. Ani jedno badanie nie pokazało, że z tego powodu szkoły publiczne się pogorszyły. A powodem jest zdrowa konkurencja. Bez “szkoły z wyboru”, system szkół publicznych posiada monopol. Bez niego szkoły publiczne mogą uważać, że wszyscy uczniowie im się należą na zawsze. Dzięki niemu zaś, szkoły muszą się poprawić, albo utracą swoich uczniów.

Czy możliwe jest, że samo wprowadzanie ulg poprawi system?

Tak, odliczenia od podatku dla osób dających pieniądze na stypendia będzie miało ten sam efekt, bo też wprowadza konkurencję. Niestety z powodu struktury tych programów, bardzo trudno jest je empirycznie badać przy użyciu jakiejś miarodajnej metody badawczej. W rezultacie nie mamy takowych badań na ich temat. Jednak jeśli konkurencja z powodu bonów poprawia szkoły publiczne (co wiemy z badań, że jest prawdą), to nie miałoby sensu, gdyby konkurencja powstała z ulg dla oferujących stypendia nie przyniosłaby tego samego efektu.

Który z instrumentów jest lepszy? Bony czy ulgi?

Fundacja Friedmanów nie faworyzuje ani jednaj ani drugiej. Oba mają korzyści i niekorzyści. Jesteśmy za uniwersalnym wyborem szkolnym- za pozwoleniem wszystkim uczniom na uczęszczanie do szkoły wybranej przez ich rodziców. Teoretycznie moglibyśmy tam dojść albo przy użyciu bonów albo systemu odliczeń od dochodów i podatków, ale jedyne co nas interesuje, to właśnie dojście do tego celu.

W jaki sposób określić, na jaką sumę powinien opiewać bon?

W początkach ruchu Milton Friedman mówił, że bony powinny opiewać na całkowitą sumę, jaką rząd wydaje na naukę jednego ucznia. Nie ma powodu, dla którego powinno się wydawać więcej na uczniów szkół publicznych niż na tych, którzy korzystają ze “szkoły z wyboru”. Wszyscy oni powinni mieć równe prawa do funduszy publicznych przeznaczanych na edukację. Jednak było to wtedy, kiedy rząd wydawał na jednego ucznia poniżej 5 tys. w dzisiejszych dol. (dostosowanych do inflacji). Dziś rząd wydaje 10 tys. na jednego ucznia! Monopol rządowy jest tak nieefektywny, że wykorzystuje coraz to większe sumy podczas gdy jakość edukacji wcale się nie poprawia. Tak więc w dziesięciu ostatnich latach życia Milion Friedman zmienił swoją pozycję. Powiedział, że szkoły prywatne mogą wykonać lepszą pracę mając do dyspozycji mniejszą ilość pieniędzy, tak więc nie potrzeba im dawać 10 tys. Powiedział, że powinny one otrzymać połowę tego, co otrzymują szkoły publiczne, i wtedy, kiedy wykonałyby lepszą pracę wykorzystując tylko połowę pieniędzy, stałoby się jeszcze bardziej jasne, że konkurencja działa lepiej niż rządowy monopol.

Czy to prawda, że Milion Friedman stracił entuzjazm dla bonów? Jeśli tak, co było z nimi nie tak?

Entuzjazm Miltona Friedmana nie osłabił się, ale wzmocnił. W ostatnich 10 latach życia stworzył Fundację Miliona i Róży Friedmanów i skupił swoje wysiłki na promocji bonów. Prawdą jest, że w ostatnich latach wzrosła jego frustracja z powodu ruchu bonowego, ale było tak, ponieważ uważał on, że godzimy się na zbyt wiele kompromisów, i że nie robimy znaczących postępów. Popchnął więc o zwolenników bonów do zmiany priorytetów i taktyki. W rezultacie, w 2005 r. ruch osiągnął dużo więcej ustawodawczych zwycięstw niż wcześniej, a potem w 2006 r. jeszcze więcej, aż w końcu w 2007 Utah uchwaliła pierwszy uniwersalny program bonowy, dostępny potencjalnie dla każdego ucznia w tym stanie.

Czy uważacie, że rząd ma w ogóle prawo do prowadzanie szkół publicznych?

Fundacja uważa jedynie, że rodzice powinni mieć prawo wyboru szkoły dla swoich dzieci przy użyciu funduszy publicznych przeznaczonych na edukację. Nie sprzeciwiamy się istnieniu szkół publicznych. Naszym jedynym celem jest wprowadzeniem szkolnego wyboru. Jeśli rodzice wybierają szkołę publiczną, to nic nam do tego!

W jaki sposób należy prywatyzować szkoły publiczne?

Wróćmy do mojej odpowiedzi na poprzednie pytanie. Kiedy będziemy mieli szkolny wybór, dowiemy się z czasem, ilu rodziców jest naprawdę zainteresowanych posyłaniem dzieci do szkół publicznych. Jeśli rodzice zadecydują, że chcą takich szkół, te one będą nadal istnieć, co nam nie przeszkadza, gdyż interesuje nas tylko wprowadzanie wyboru. Jeśli wszyscy wybiorą inną opcję, czyli to, co jest najlepsze dla danych dzieci, to nie powinniśmy zmuszać ich do akceptowania gorszej alternatywny tylko po to, żeby utrzymywać przy życiu szkoły publiczne.

Czy potrafi Pan powiedzieć, co zrobiłby M. Friedman, gdyby miał szansę na całkowicie zreformowanie systemu?

Jego stanowisko było takie, że powinniśmy zacząć od wprowadzania prawdziwego rynku poprzez użycie bonów, a potem obserwować, co się stanie. Należ pamiętać, że nigdy nie mieliśmy takiego rynku, a przez 150 lat nawet nie mieliśmy ograniczonego rynku, ponieważ rządowy monopol wypycha szkoły prywatne, które inaczej by istniały. Tak więc nie wiemy jakby wyglądała edukacja przy otwartym rynku. Dla zilustrowania tej kwestii, Friedman używał przykładu ze straganami z hot dogami. Gdyby rząd otworzył takie publiczne stragany z darmowymi hot dogami na każdym rogu ulicy, co by się stało z prywatnymi straganami? Wszystkie by zbankrutowały. To samo by się stało ze szkołami prywatnymi. Friedman był przekonany, że kiedy będziemy mieć prawdziwy rynek, rozwój edukacji przekształci się w sposób, jakiego nie możemy przewidzieć. Tak więc, jego stanowisko było takie, żeby wprowadzić rynek, a potem obserwować co się dzieje z edukacją w środowisku rynkowym.

Czy zna Pan jakiś przykład systemu edukacji, który byłby najbardziej zbliżony do rynkowego?

Szwecja posiada uniwersalny system szkolnego wyboru. To dziś najbliższy model rynkowy. Nowy system bonowy wprowadzony w Utah, który zacznie działać jesienią, byłby takim drugim najbliższym (jeśli nie zostanie odrzucony).

Dziękuję za rozmowę.

Natalia Dueholm

Źródło: www.korespondent.pl