Instytut Ronalda Reagana
Rewolucja, zgon i podkoszulek...

Rewolucja, zgon i podkoszulek…

dodano: 22.01.2010

Kiedy w 1967 roku, gorącą boliwijską wiosną, przypadającą jak raz w październiku, waleczny rewolucjonista Ernesto Rafael Guevara de la Serna, znany szerzej pod pseudonimem Che, oddawał ducha w słusznej sprawie zniszczenia kapitalizmu, nie przypuszczał nawet, jak trudny do przecenienia wkład w budowę tego znienawidzonego przez niego systemu, wniesie, o ironio, jego zgon.

Ponad 40 lat później, a ściśle, polskim latem 2009 roku, bawiąc w znanym nadmorskim kurorcie, w Jastarni, pewna rzecz przykuła moją uwagę. Z niezliczonej ilości straganów z letnią odzieżą spoglądał na mnie swoim obłąkanym wzrokiem, spośród niesfornej burzy kłaków, Wielki Rewolucjonista w czepku kąpielowym (podobno to beret) przyozdobionym gwiazdą, dodatkowo odziany w kurtkę z lateksu. Gdziekolwiek nie spojrzałem mnóstwo gniewnych Che zdobiło torsy powiewających na straganach podkoszulek. Z nudów zacząłem ich liczyć. Z nudów skończyłem na liczbie 150. Robiło się coraz goręcej, a słońce przygrzewało moją równie bujną czuprynę, spod której spływały coraz większe ilości lśniących kropel potu przypominających gwiazdy z czepka kąpielowego (beretu) Che. Kto wygra ten wzrokowy pojedynek? Jeszcze moment, jeszcze chwila. Nie mogę! Cały mój dzień rozproszył się w niezliczonej ilości spojrzeń tego człowieka, jak w nieskończonej ilości luster. Liczę szybko, niezliczona ilość Che razy średnio dwadzieścia złotych za podkoszulek daje… w każdym razie pokaźną kwotę.

W jaki sposób Ernesto Che Guevara trafił na piersi dzisiejszej młodzieży? Czyżby idea komunizmu, którą głosił, była wiecznie żywa, a nosiciele koszulek z podobizną Che byli jej wyznawcami? Nie sądzę. Widząc zachowania i znając pragnienia i marzenia moich rówieśników, by mieć markowe ciuchy, super fury, najnowszego iPhone’a, wejściówkę do modnego, nocnego klubu, skłonny jestem zaryzykować tezę, że egalitaryzm i ploretariackie ubóstwo należy raczej w ich (naszym) przypadku rozważać w kategorii nocnych koszmarów, najgorszych wizji.

Więc dlaczego rewolucjonista stał się idolem hedonistów?

Pewno wszystko przez tę bujną fryzurę, co mnie jakoś nie dziwi, i przez to hipnotyzujące spojrzenie, z którym sam musiałem się zmierzyć i oczywiście zgon. Sądzę również, że wielu ludzi pociągają psychopaci i mordercy, zwłaszcza aktualnie niegroźni, bo nieżywi, a takim bez wątpienia jest Che Guevara, ponieważ fascynuje ich przekraczanie granic, czyli robienie rzeczy, których normalnie sami nie odważyliby się zrobić. Wielki Rewolucjonista stał się tym czego sam z całego serca nienawidził – ikoną popkultury kapitalizmu, a rolę kapłanów jego kultu przejęli producenci koszulek i breloczków z jego wzierunkiem, bo Kult Che to kult pieniądza!

Osobiście poszedłbym nawet dalej i złożył obywatelski projekt ustawy zakazującej produkcji wierzchniej odzieży oraz podkoszulek z wizerunkiem Wielkiego Rewolucjonisty, dopuszczający jedynie umieszczanie jego wizerunku na materiałach masowych, mam tu na myśli chusteczki do nosa oraz papier toaletowy (to byłoby odpowiednie miejsce), i to przy obniżonej stawce VAT. Im niższa cena, tym wyższa sprzedaż – to byłaby największa kara dla Wielkiego Rewolucjonisty.

Ignacy Stefaniuk