Instytut Ronalda Reagana
Ręce precz od gospodarki

Ręce precz od gospodarki

dodano: 28.04.2007

W zakresie prawa zamówień publicznych możemy sobie wypruć żyły, a za naszymi plecami pieniądze i tak między palcami przeciekają.

Co by było gdyby PZPR przenieść na Saharę? Przez tydzień nic, a po tygodniu piasku by zabrakło. Taki zasłyszany w dzieciństwie żart z siermiężnego socjalizmu jak ulał pasuje do ostatnich doniesień z Iranu, w którym od maja benzyna będzie sprzedawana na kartki. Kryzys paliwowy w tym czwartym największym producencie ropy naftowej na świecie (dotychczas litr benzyny kosztował tam około 24 groszy!) tu skutek z jednej strony szybkiego rozwoju motoryzacji, a z drugiej – braku rafinerii. Niedobory – skąd je znamy? – nieodłącznie idą w parze z państwowym monopolem albo znacznymi ograniczeniami dla prywatnych producentów. Sprawdziło się to, jak widać, nawet i w przypadku naftowego giganta.

Powiecie Państwo, że to jakaś egzotyka i my nie mamy z tym nic wspólnego, przecież mamy za sobą gospodarczą transformację. W takim razie pozwólcie wyprowadzić się z błędu. Skarb Państwa nadal jest właścicielem 640 przedsiębiorstw, które – uwaga! – produkują m.in. obuwie, nici, musztardę, lampy, dźwigi, prowadzą działalność wydawniczą i turystyczną, hodują rośliny, konie, ryby, handlują produktami spożywczymi i materiałami budowlanymi, a w skrajnych przypadkach koncentrują się na wynajmowaniu nieruchomości… urzędom skarbowym.

Na szczęście w żadnej z tych dziedzin monopolu państwowego już nie ma, stąd i skutki gospodarczego zaangażowania naszego państwa nie są tak bolesne jak w Iranie. Nie zmienia to jednak faktu, że istniejący potencjał nie jest najlepiej wykorzystywany (ponad połowa z tych przedsiębiorstw znajduje się w stanie upadłości lub likwidacji), a pole do nadużyć wcale się nie zmniejsza.

Warto o tym pamiętać, ponieważ dyskutując o prawie zamówień publicznych i jego kolejnych nowelizacjach, ważąc argumenty przemawiające za większą swobodą jednostek publicznych (np. skuteczniejsza, szybsza realizacja inwestycji publicznych), bądź też za ściślejszym związaniem rąk zamawiającym (np. możliwe najbardziej efektywne gospodarowanie środkami publicznym, unikanie sytuacji dwuznacznych), a zatem koncentrując się na pewnym tylko wycinku systemu gospodarowania majątkiem publicznym, możemy przeoczyć sytuacje, które niweczą wysiłek ukierunkowany na jak najlepsze wykorzystanie pieniędzy podatników i efektywne zarządzanie majątkiem państwowym lub samorządowym.

Jako przykład niech posłużą dwie ustawy niewątpliwie wiążące się z gospodarczym zaangażowaniem Skarbu Państwa – ustawa o zasadach wykonywania uprawnień przysługujących Skarbowi Państwa i ustawa o poręczeniach i gwarancjach udzielanych przez Skarb Państwa i niektóre osoby prawne. Pierwsza z nich przewiduje obowiązek uzyskania przez państwowe osoby prawne zgody Ministra Skarbu Państwa na rozporządzanie składnikami majątku przekraczającymi równowartość kwoty 50.000 euro. Na pierwszy rzut oka przepis może się wydawać słuszny, wszak chroni nasz wspólny majątek. W praktyce jednak skutecznie zniechęca do podejmowania działań nieobliczonych na wysoki lub długotrwały zysk.

Druga z wymienionych ustaw wprowadziła wyłom w całym, nieustannie uszczelnianym, systemie zabezpieczeń środków publicznych. Przewiduje bowiem utworzenie państwowego zasobu majątkowego przeznaczonego na zabezpieczenie roszczeń z tytułu poręczeń i gwarancji udzielanych przez Skarb Państwa (art. 25). Na zasób składają się akcje i udziały w spółkach Skarbu Państwa, a do ich zbywania nie stosuje się przepisów o komercjalizacji i prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych. Przy czym ustawa żadnych innych regulacji w tym zakresie nie przewiduje. Po prostu, hulaj dusza, piekła nie ma.

Morał jest więc smutny. W zakresie prawa zamówień publicznych możemy sobie wypruć żyły, a za naszymi plecami pieniądze i tak między palcami przeciekają. Tak się właśnie kończy chwytanie zbyt wielu srok za ogon – czytaj: angażowanie instytucji państwa w prowadzenie działalności gospodarczej. I choć powrotem kartek na benzynę może nie ma co na razie straszyć, to miejmy świadomość, że Iran nie jest wcale takim egzotycznym przykładem jak się na pierwszy rzut oka wydaje.

Marcin Bonicki
“Przetargi Publiczne” nr 4 [17], kwiecień 2007