Instytut Ronalda Reagana
Reagan zarażał optymizmem - wywiad z Davidem Drierem

Reagan zarażał optymizmem – wywiad z Davidem Drierem

dodano: 24.11.2011

Ideały Reagana dalej nam przyświecają, chociaż nikt ich już tak wspaniale nie formułuje – mówi David Drier, polityk Partii Republikańskiej, który zasiada w Kongresie bez przerwy od 1980 roku. Jest przewodniczącym komisji regulaminowej.

Kiedy Ronald Reagan został wybrany na drugą kadencję, w mojej szkole średniej krążyły ulotki, na których pierwszy sekretarz KPZR Konstantin Czernienko mówi: „J… twoju mat’, Reagan apiat’”. Reaganowski wyścig zbrojeń mocno dawał się we znaki ZSRR, ale nikt wtedy nie śnił, że imperium zła zacznie się sypać już cztery lata później. Spodziewał się pan, że tak szybko wykończy Sowietów?

David Drier: Miałem 25 lat, kiedy pierwszy raz wystartowałem w wyborach, a w 1980 roku, kiedy Ronald Reagan został prezydentem, dostałem się do Kongresu. Pokładałem ogromne nadzieje w jego prezydenturze. Zaraził mnie swoim optymizmem i wiarą w słuszność tego, co robi. I chociaż od dziecka byłem wychowywany w poczuciu, że mur berliński jest częścią rzeczywistości, a jego upadek niewyobrażalny, to zacząłem wierzyć, że pokonanie sowieckiego imperium jest możliwe.

ZSRR się rozpadł i nie stanowi zagrożenia dla USA i demokratycznego świata. Ale Rosja nie jest krajem demokratycznym i wciąż może być nieprzewidywalna. Jak Reagan postępowałby dzisiaj z Moskwą?

Myślę, że uznałby współpracę z Rosją za konieczną, ale byłby twardy, tak jak był wobec ZSRR. Krok w dobrym kierunku to przyjęcie Rosji do Światowej Organizacji Handlu (WTO). Rosjanie zostaną zmuszeni do przestrzegania pewnych zasad, których teraz nie respektują. Ale trzeba też wspierać demokratyczną opozycję. Reagan starałby się spotkać np. z Michaiłem Chodorkowskim, bo jest oczywiste, że został on uwięziony ze względu na zagrożenie, jakie stanowił dla Władimira Putina. Konieczne jest też wsparcie reform demokratycznych w byłych republikach radzieckich. Putin nawet nie ukrywa ambicji wskrzeszenia w jakiejś formie ZSRR. Reagan pewnie odwiedzałby Ukrainę, Kirgizję czy Gruzję, aby podkreślić, jak ważne są rządy prawa, które umożliwiają przeciwstawianie się rosyjskiej presji. Wszyscy wiemy, że Putin nie jest demokratą i wywodzi się z KGB. Ale prawdopodobnie ponownie zostanie wybrany na prezydenta, więc taka dwutorowa polityka jest jedynym wyjściem.

Chiny też przyjęto do WTO, ale kraj ten nie zaczął przestrzegać zasad. Co gorsza, członkostwo umożliwia im ekspansję ekonomiczną kosztem Zachodu.

Jestem pewien, że zarówno w przypadku Rosji, jak i Chin liberalizacja gospodarcza będzie tworzyć większy potencjał do zmian demokratycznych. Gdyby Chiny nie były członkiem WTO, sprawy miałyby się gorzej. Dzięki WTO mamy możliwość walki np. z kradzieżą własności intelektualnej. Oczywiście nie działa to idealnie i musimy być czujni. Ale Chiny to zupełnie inny kraj niż dawny ZSRR i nie powinniśmy traktować ich jak wroga. Bo jeśli zaczniemy tak robić, to rzeczywiście się nim staną. Mam reaganowskie poczucie optymizmu, że Chiny uda się zmienić. Prawdopodobnie efektem liberalizacji ekonomicznej jest to, że 800 milionów Chińczyków uczestniczyło w lokalnych wyborach na wsi, w których startowali kandydaci niezwiązani z Komunistyczną Partią Chin.

23 grudnia 1981 roku, dziesięć dni po wprowadzeniu stanu wojennego, Reagan wygłosił poruszające orędzie, które w połowie poświęcił Polsce. Dzięki takim słowom i polityce Reagana demokratyczna Polska stała się jednym z najbliższych sojuszników USA. Nie ma pan wrażenia, że ten kapitał został roztrwoniony?

Ideały Reagana dalej nam przyświecają, chociaż nikt ich już tak wspaniale nie formułuje. Odsłaniając pomnik Reagana w Warszawie, chciałem powiedzieć, że Polska jest kwintesencją jego spuścizny. W 1989 roku byłem obserwatorem podczas wyborów w Polsce. Teraz wy uczycie demokracji innych. Szef dyplomacji Radosław Sikorski jest pierwszym zachodnim ministrem spraw zagranicznych, który odwiedza Libię po wybuchu rewolucji. Droga, jaką przeszła Polska, i to, jak ważnym stała się krajem, to dowód, że ideały Reagana są żywe.

Widzi pan w Partii Republikańskiej jego następcę?

Na razie nie, ale to się może w każdej chwili zmienić. Nawet któryś z obecnych polityków walczących o nominację partii w wyborach prezydenckich może się okazać takim następcą. Przecież w 1980 roku Reagan też nie był oczywistym faworytem. Miał wielu groźnych konkurentów. Dopiero w czasie prezydentury w pełni ujawnił swój potencjał i zdolność do zarażania ludzi optymizmem. Po części odwołuje się do tego prezydent Obama, którego bardzo za to cenię i staram się popierać jego inicjatywy.

Wyścig zbrojeń trwał w najlepsze, a Reagan skrzył się humorem.Lubił to, co robił?

Z pewnością. Kiedy go zapytano, jak to możliwe, że aktor został prezydentem, mówił, że przecież nie da się być prezydentem, nie będąc aktorem. Mówił też, że co prawda od ciężkiej pracy podobno jeszcze nikt nie umarł, ale po co ryzykować. Ludzie czuli się fantastycznie w jego towarzystwie. Spędzałem święta z rodziną Reaganów i zawsze wychodziłem naładowany pozytywną energią.

rozmawiał Wojciech Lorenz
“Rzeczpospolita”, 22.11.2011