Instytut Ronalda Reagana
Reagan w więzieniu Stasi

Reagan w więzieniu Stasi

dodano: 10.02.2011

To, co władze kraju związkowego Berlin zrobiły podczas obchodów 100. rocznicy urodzin Ronalda Reagana, można podsumować jednym słowem: niewdzięczność. Co prawda przewodniczący parlamentu krajowego złożył wieniec przy zdjęciu Reagana w galerii honorowych obywateli miasta, jednak senat (rząd Berlina) nie uznał za stosowne, by pozytywnie odpowiedzieć na amerykańską propozycję wmurowania przy Bramie Brandenburskiej okolicznościowej tablicy.

Jedyne oficjalne obchody w Berlinie odbyły się więc w byłym więzieniu Stasi Hohenschönhausen, które jest obecnie muzeum. Wziął w nim udział m.in. minister obrony RFN, Karl-Theodor zu Guttenberg, a także były burmistrz Berlina Zachodniego i enerdowscy dysydenci.

Były amerykański prezydent zasługuje jednak na głębokie wyrazy uznania ze strony władz Berlina. Gdy w 1987 roku przyjechał do Berlina Zachodniego, jeszcze nikt nie wiedział, że podczas przemówienia pod Bramą Brandenburską padną słowa otuchy dla podzielonego narodu niemieckiego. – Sekretarzu generalny Gorbaczow, jeśli chce pan pokoju, jeśli chce pan dobrobytu dla Związku Sowieckiego i wschodniej Europy, jeśli chce pan liberalizacji, niech pan podejdzie do tej bramy. Panie Gorbaczow, niech pan otworzy tę bramę. Panie Gorbaczow, niech pan obali ten mur! – powiedział Reagan, a mieszkańcy Berlina Zachodniego odpowiedzieli mu gromkim aplauzem.

Gdy dwa lata później jego słowa stały się ciałem, zjednoczyły się nie tylko Niemcy, ale także podzielony Berlin. Dziś rządzi nim koalicja socjaldemokratów i postkomunistów. Nic dziwnego, że ci ostatni nie są zachwyceni pomysłem honorowania człowieka, którego wkład w pokonanie ich mocodawców jest ogromny. Gorzej, że idą za nimi socjaldemokraci. A to przecież wśród nich i przedstawicieli Partii Zielonych jest najwięcej byłych dysydentów.

Takie są jednak skutki wpływu lewicowej ideologii, która już za czasów Reagana była także w zachodnich Niemczech mocno rozpowszechniona. Uczestnicy spotkania w Hohenschönhausen przypominali, iż bardzo obawiali się zakłócenia spotkania przez zwolenników rozbrojenia. Pożyteczni idioci jednak nie przerwali przemówienia, dzięki czemu mogły paść w nim pamiętne słowa. Szkoda, że Niemcy pozwalają o nich zapomnieć.

Stefan Sękowski

Za: fronda.pl