Instytut Ronalda Reagana
Policjanci i złodzieje
Jerzy Rzędowski

Policjanci i złodzieje

dodano: 28.04.2007

Podział „my” i „oni” trwa. Nasz kraj, a szczególnie sfera finansów publicznych, przypomina wielkie podwórko, na którym 40 milionów dzieci bawi się w policjantów i złodziei.

Czytam właśnie medialne doniesienia, że ZUS mógłby wypłacać zasiłki chorym pracownikom nie po 33 dniach, jak jest dzisiaj, ale znacznie wcześniej. Byłoby to sprawiedliwe, bo obecny system obciąża pracodawców i niepotrzebnie antagonizuje ich z pracownikami. Czytam też jednak komentarze ekspertów, wśród których jeden mnie poraża: „To nie jest rozsądny pomysł. Przecież pracodawcy i pracownicy mogą to wykorzystywać do oszukiwania ZUS”. Chora logika. Policjanci i złodzieje. My i oni. Ten podział nie zakończył się 4 czerwca 1989 roku. Został mimo upadku komuny i nadal ma się dobrze.

Mój znajomy pracuje w branży rachunkowości i doradztwa podatkowego. „Wiesz, Jerzy, zdemoralizowałem się w tej pracy”. „Słucham?! W tak etycznym i odpowiedzialnym biznesie?”. „Tak. Zawsze, kiedy czytam w fachowej prasie o nowym przepisie wprowadzanym dla tzw. uszczelnienia systemu, to automatycznie przychodzą mi do głowy ze trzy pomysły, jak to obejść”.

Księgowi starszej daty pamiętają pewnie umowy-zlecenia zawierane do 15 dni, a potem po jednodniowej przerwie na następny okres, bo za dwutygodniowe umowy nie płaciło się ZUS-u. Zlikwidowano tę możliwość – poszukaliśmy (my, podatnicy) następnych. Jak na wojnie: sztaby myślą tylko o tym, jak przechytrzyć przeciwnika. Oni nas „belkowym” (podatkiem od zysków kapitałowych), to my ich bęc – inwestowaniem w polisy i fundusze parasolowe. Najnowszy pomysł to objęcie VAT-em umów cywilno-prawnych. Jeśli rząd nie wycofa się z tego chorego pomysłu, sztaby prawników i księgowych wymyślą sposób na jego obejście. Oni nas…? To my ich…

Ta wojna ma na celu nie tylko przechytrzenie przeciwnika, ale i jego upokorzenie i upodlenie. Pamiętamy, jak pewien dygnitarz nazwał Polaków złodziejami, bo korzystali z prawnego bubla, czyli sławetnej „ulgi na darowizny”. Pamiętamy znanego biznesmena na oczach całej Polski potraktowanego jak bandyta, a potem dodatkowo upokorzonego żenująco niskim odszkodowaniem. Pamiętamy opisany przez media proceder „hodowania długów” w jednym z urzędów skarbowych (nieświadomych popełnionego błędu podatników nie wzywano miesiącami do jego naprawienia tylko po to, aby urosły przez ten czas większe odsetki).

Oczywiście nie dotyczy to tylko relacji państwo-obywatel. Instytucje publiczne bawią się w policjantów i złodziei również między sobą. Oni nas groźbą zabrania niewykorzystanych środków budżetowych? To my ich nagłymi zakupami w grudniu. Oni nas uciążliwą procedurą zamówień publicznych? To my ich rozbiciem zamówienia na mniejsze części, co pozwala na tryb uproszczony…

Na szczęście są też przykłady pozytywne. Jedna z instytucji kontrolujących pracodawców pilotażowo uruchamia program dla przedsiębiorców. Zainteresowani mogą zgłosić się na szkolenie z przepisów prawa pracy i bez konsekwencji poddać swoją firmę audytowi. Jeśli audyt wykaże nieprawidłowości, urząd pomoże pracodawcy przywrócić stan zgodny z przepisami. Bez grzywien, bez kontroli wpadających znienacka, bez głupawej zabawy w policjantów i złodziei, a z szacunkiem dla siebie nawzajem i z koncentracją na celu. Celem zaś jest ochrona prawa, a nie upokarzanie przeciwnika stojącego za barykadą. Co ja piszę – przecież w normalnym państwie w ogóle nie ma miejsca na żadne barykady…

Jerzy Rzędowski
“Finanse Publiczne” nr 4 [5], kwiecień 2007