Instytut Ronalda Reagana
Po co nam państwo?
Jerzy Rzędowski

Po co nam państwo?

dodano: 07.12.2007

Media prześcigają się w ujawnianiu skandalicznych wydarzeń. A to gdzieś krążą nagrane telefonem klipy porno w wykonaniu gimnazjalistów. A to prześladowany uczeń popełnia samobójstwo. A to znowu wyszło na jaw, że staruszki w pewnym domu opieki są bite i poniżane.

Przy tej ostatniej sprawie media z dzikim upodobaniem przypominają, że dom opieki prowadziła prywatna fundacja (z naciskiem na „prywatna”). Oczywiście, instytucje państwowe zostały zapytane o komentarz. I co? I nic, ponieważ okazuje się, że placówka „nie podlega nadzorowi”, bo „nie jest zarejestrowana”.

Prowadzi to do kilku wniosków.

Po pierwsze – że nie ma takiej bzdury jakiej nie powiedziałby urzędnik, aby uzasadnić swoją bezczynność. Swego czasu zwyrodnialec, który zatłukł swego psa, został ukarany więzieniem – i nie miało znaczenia to, że buda nie była zarejestrowana, albo że kij nie podlegał atestacji. Dziuple na kradzione samochody, wytwórnie kokainy i powielarnie CD też nie są rejestrowane, a mimo to ich właściciele nie mogą czuć się spokojnie. No tak, zapomniałem, produkcja koki i piracenie płyt narusza ekonomiczny interes państwa, a staruszka nie dość, że nie płaci dużych podatków, to jeszcze trzeba jej wysyłać emeryturę. No i bity pies wyje głośniej, a to takie nieestetyczne…

Po drugie – gdy tylko dochodzi do jakiejkolwiek dyskusji pod hasłem „Po co nam państwo”, od razu rozlega się skowyt postępowych sił, że bez nadzoru państwa staruszki umierałyby pod płotem, a niepiśmienne dzieci zamarzałyby zimą z braku butów i szklanki mleka na dużej przerwie. Jednak gdy dochodzi do sytuacji kryzysowej nagle okazuje się, że „nie ma nadzoru” i „nie można interweniować”.

Po trzecie – sprawa ta pokazuje stopień upadku naszych czasów. Gdybym w porozumieniu z rodziną mojego sąsiada, człowieka w pełni sił, postanowił za opłatą trzymać go u siebie w domu, znieważał, zmuszał do defekacji i wiązał na noc żeby nie zdjął pampersa, zapewne szybko skończyłbym w zamkniętym zakładzie. Co innego, gdy sprawa dotyczy staruszków pozbawionych sił, a czasem i kontaktu ze światem. Okazuje się, że to (podobnie jak upośledzone umysłowo dzieci według wypowiedzi pewnej lewicowej działaczki) „tylko częściowo ludzie”. Coś pomiędzy zwierzęciem (ustawa zabrania bicia), a dzieckiem w łonie matki (ustawa dopuszcza zabicie).

Po czwarte wreszcie – sprawa ta pokazuje również hipokryzję naszej cywilizacji. Sytuacja pensjonariuszy domu opieki wyszła dzięki poborowemu, który nagrał co-nieco telefonem komórkowym. Zdaje się nawet, że ktoś chciał go za to ukarać. A ja pamiętam sprzed lat opowieść studentki zaliczającej tzw. wojsko w jak najbardziej państwowym domu opieki w dużym mieście. Nauka dawania zastrzyków odbywała się w ten sposób, że na korytarzu łapano pierwszą lepszą staruszkę, przy kilkunastu studentach podwijano jej mimo protestów koszulę ukazując gołe pośladki i aplikowano pokazowy zastrzyk, zachęcając zainteresowanych do „poćwiczenia na babci”.

Brutalne? Szokujące? Przerażające? Ale przecież to się działo i dzieje. Skoro ja wiem o tym nie będąc świadkiem – nie jest też specjalnie tajne. Tak samo jak prześladowanie młodszych i słabszych w szkołach. Traktowanie dzieci z domów dziecka jak paczki. Brud i głód w szpitalach. Wielogodzinne czekanie w komisariacie policji na zgłoszenie włamania.

To się dzieje, proszę państwa. Nawet wtedy, gdy akurat nikt nie ma ze sobą telefonu komórkowego.

Jerzy Rzędowski