Instytut Ronalda Reagana
Pieniądze to nie wszystko

Pieniądze to nie wszystko

dodano: 22.09.2006

Czy dzięki zmianom w prawie zamówień publicznych budowa autostrad ruszy w końcu pełną parą?

Pod koniec lipca z fanfarami otwarto kolejny odcinek autostrady A2. 106 całkiem nowych kilometrów to radość dla kierowców (po pokonaniu korków w Strykowie) i znaczna część sieci (sic!) polskich autostrad. I to właśnie jest zatrważające.

W kraju takim jak Polska, o powierzchni 312 tys. km kw., z 38 mln mieszkańców, oddawanie do użytku kolejnych dróg, a w tym autostrad i tras ekspresowych, powinno być zjawiskiem na tyle częstym, że aż spowszedniałym. Tymczasem za każdym razem jest to wydarzenie porównywalne ze zdobyciem przez polskiego sportowca medalu zimowych igrzysk olimpijskich.

Odruchowe wytłumaczenie tego stanu rzeczy to pieniądze, a właściwie ich brak. Ale czy na pewno? Wszak kolejne rządy deklarują, że budowa dróg to priorytet wśród priorytetów, a choć w budżecie się nie przelewa to konieczne środki się znajdą. Tym bardziej, że i z Unii mają wreszcie popłynąć obiecywane od lat miliony.

To jednak nie wystarcza. Tak jak komedii Juliusza Machulskiego, okazuje się, że pieniądze, nawet jeśli naprawdę są w budżecie, to nie wszystko. Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że o wiele mniejsze i mniej zasobne państwa radzą sobie z budową autostrad o wiele lepiej od nas? PKB Chorwacji to około 50 miliardów USD (11.200 USD na mieszkańca), PKB Słowacji to 80 mld USD (14.000 USD na mieszkańca), PKB Słowenii to 40 mld USD (20.000 USD na mieszkańca), a PKB Polski to blisko 500 miliardów dolarów (12.000 USD na mieszkańca). Środki, jakimi dysponujemy jako cały kraj, są więc nieporównywalne z tymi, które pozostają w gestii naszych południowych sąsiadów. Potrzeby inwestycyjne wynikające z rozległości terytorium również. A mimo to, Słowacja czy Chorwacja budują, jeśli nie więcej to przynajmniej tyle samo kilometrów autostrad, co o wiele większa Polska.

Gdzie jest więc pies pogrzebany? Niestety, w tej dziedzinie popełniono chyba wszystkie możliwe błędy, poczynając od samego planowania. Realizowana dziś w bólach sieć tras szybkiego ruchu została wymyślona przed bez mała pół wiekiem, w innych realiach gospodarczych i politycznych. Niewydolność słusznie minionej epoki komunizmu nie pozwoliła jednak na realizację ówczesnych koncepcji, które siłą rzeczy odziedziczyliśmy po 1989 roku i nie wiedzieć czemu uznaliśmy za nadal warte realizacji.

Tymczasem świat się zmienił, stosunki gospodarcze w inny już sposób łączą poszczególne regiony kraju, a także kierują nas ku innym państwom niż uprzednio. W okresie infrastrukturalnych zaniedbań rozrosły się też miasta, z których część zyskała, część zaś straciła na znaczeniu. To wszystko powinno być uwzględnione przy wytyczaniu nowych tras, bo inaczej wysiłek zostanie zmarnowany na budowę autostrad donikąd lub “obwodnic” w środku miast i osiedli, rodząc przy okazji słuszne społeczne protesty.

W parze z niewłaściwym planowaniem idą niewłaściwe środki. Obowiązujące przepisy nie są w stanie pogodzić interesów społeczności lokalnych, racji ekologicznych i praw właścicieli z potrzebami inwestycyjnymi. Choć z drugiej strony, czy jakiekolwiek przepisy mogą zaowocować powszechną zgodą na przeprowadzenie autostrad pod oknami domów, w poprzek osiedli lub w sąsiedztwie obszarów cennych przyrodniczo? Znowu pojawia się problem ślepego przywiązania do nieaktualnych rozwiązań, dla przeforsowania których prawodawca uciekł się do argumentu siły w postaci ustawy o szczególnych zasadach przygotowania i realizacji inwestycji w zakresie dróg krajowych (Dz.U. z 2003 r., Nr 80, poz. 721 z późn. zm.). Ustawa miała być wyjątkiem, obowiązującym przez kilka lat, dzięki czemu inwestycje miały wreszcie ruszyć. Na razie, poza protestami mieszkańców, góra urodziła tylko mysz.

Usprawiedliwienia nasi drogowcy szukali więc wszędzie, również w prawie zamówień publicznych. Ostatnia nowelizacja ma spowodować – po raz kolejny to słyszymy – że budowa dróg wreszcie ruszy pełną parą.

Podejrzewam jednak, że prędzej się okaże, że tak jak pieniądze, tak i prawo zamówień publicznych to nie wszystko, a autostrady donikąd będziemy budować w tempie, w jakim znajdująca się poza UE Chorwacja drąży w górach tunele.

Marcin Bonicki
“Przetargi Publiczne” nr 9 [10], wrzesień 2006