Instytut Ronalda Reagana
Państwo zarządzane jak dobry biznes
Jerzy Rzędowski

Państwo zarządzane jak dobry biznes

dodano: 06.12.2006

W ciągu najbliższych paru minut budżet państwa zdąży wydać około pół miliona złotych. To wystarczający powód, by zastanowić się jak, zarządzać finansami skuteczniej, oszczędniej i bardziej celowo, na przykład korzystając z doświadczeń biznesu.

W biznesie obowiązuje pewien porządek planowania działań. Każdy dobry przedsiębiorca podchodzi do sprawy podobnie: najpierw określa cele firmy (po co pracuję?, co konkretnie mam osiągnąć?), potem potrzebne zasoby (ile potrzebuję pieniędzy?, skąd je wezmę?, ilu potrzebuję pracowników?).

W zarządzaniu finansami publicznymi przyzwyczailiśmy się do odwrotnej kolejności. Dowolna debata na ich temat nieuchronnie zmierza do pytania o optymalne wydatki. “Ile procent wydać na…?”. Budżet państwa to dla wielu worek pieniędzy do podziału, trzymany przez demonicznego sknerusa – ministra finansów. Punktem wyjścia są istniejące zasoby (ile mamy do wydania?, ile utrzymujemy etatów?), a nie cele do wykonania (co trzeba zrobić?).

“Myślenie zasobami” widać szczególnie pod koniec roku. Publiczne pieniądze wydaje się na gwałt – tylko po to, by “nie przepadły” i by nie obcięto budżetu na rok następny.

Taki system nigdy nie będzie efektywny. Zawsze tort do podziału będzie za mały, a beneficjenci niezadowoleni, bo dostali mniej niż inni.

Czy można to zmienić? Moim zdaniem – tak. Wymaga to jednak zmiany sposobu myślenia.

Kluczowe jest określenie misji – po co właściwie istnieje państwo? Nie jestem entuzjastą naszej przegadanej, ogólnikowej konstytucji, jednak pewien jej przepis można za takową misję uznać. Czytamy w nim, że państwo: “strzeże niepodległości i nienaruszalności swojego terytorium, zapewnia wolności i prawa człowieka i obywatela oraz bezpieczeństwo obywateli, strzeże dziedzictwa narodowego, zapewnia ochronę środowiska, kierując się zasadą zrównoważonego rozwoju.” Czyli zasadniczo po to istnieje.

Drugi krok to określenie sposobu realizacji misji. Trzeba określić, co jest naprawdę niezbędne do ochrony terytorium, poszczególnych praw człowieka i tak dalej… Punkt po punkcie, z odrzuceniem wszystkiego co bezpośrednio do tego nie prowadzi. Czego potrzeba, żeby ten cel osiągnąć: ile godzin pracy urzędników, pomieszczeń, pieniędzy na konkretne działania?

Ludzie zarządzający państwem powinni – jak dobry biznesmen – spisać plan operacyjny. Skoro może to zrobić przedsiębiorca, który tworzy dla banku biznesplan na kilkadziesiąt tysięcy złotych, to dlaczego nie osoby zarządzające miliardami w naszym imieniu?

Trzeci krok to wprowadzenie zasady: “ani złotówki poza misją”. W umyśle każdej osoby dysponującej publicznymi finansami powinien pojawić się wielki kolorowy napis: “Co z tego będzie miał obywatel?”. Czy to, co robię, służy bezpośrednio ochronie niepodległości, granic, praw człowieka itd? Jeśli nie – to znaczy, że wydatek jest zbędny.

Ten krok wymaga solidnego audytu całego zarządzania państwem, jest jednak konieczny, jeśli nie chcemy budżetu traktować jak worka bez dna. W finansach publicznych jest to nawet ważniejsze niż w biznesie – biznesmen może przecież inwestycjami zwiększyć obroty i uzyskać dodatkowy dochód, przeznaczony na cokolwiek, a państwo nie zarabia, tym bardziej więc musi zarządzać finansami publicznymi w oparciu o najlepsze wzorce – na przykład biznesowe. Państwo biznesem, co prawda, nie jest, ale z pewnością może być zarządzane jak dobry biznes. Najpierw cele, potem potrzebne zasoby – nigdy odwrotnie.

Wymaga to zmiany mentalności – fakt. Jeśli jednak tak robi nawet właściciel sklepu, odpowiadający za byt kilkuosobowej rodziny, to czy odpowiadający za czterdziestomilionowy kraj mają moralne prawo postępować inaczej?

Jerzy Rzędowski
“Finanse Publiczne” nr 1 [1], listopad 2006