Instytut Ronalda Reagana
Odkrywanie Ameryki

Odkrywanie Ameryki

dodano: 24.10.2007

Za oceanem znaleźć można wiele cennych pomysłów dotyczących administracji publicznej

Od miesiąca celebrujemy VI Nadzwyczajny Festiwal Szybko Zapominanych Obietnic, dla niepoznaki nazywany kampanią wyborczą. Faworyci, częstując kiełbasą i gruszkami, które rosną już nie tylko na wierzbach, nie zauważają jednak objawów zniesmaczenia w coraz szybciej topniejącym gronie jury. Jurorzy, którzy w poczuciu obowiązku śledzą jeszcze popisy „artystów”, godni są zaś najwyższego podziwu i każdych wyrazów uznania.

Może jestem zbyt wymagający, ale nie potrafię w tej kampanii odnaleźć zadowalającej oferty programowej. Składane deklaracje i obietnice raczej mnie odpychają niż zachęcają do oddania głosu. Najczęściej jednak wpadają jednym uchem i wypadają drugim, bo nie wnoszą nic nowego, świeżego, dającego nadzieję, że naczelne instytucje w naszym państwie zaczną w większym stopniu kierować się zdrowym rozsądkiem i najprostszym rachunkiem ekonomicznym. Zaznaczę od razu, że nie wymagam rozwiązań pionierskich i tak nowatorskich w skali świata jak Ustawa Rządowa z dnia 3 maja 1791 roku. Wystarczyłoby mi w zupełności zapożyczenie metod, które inni już dawno sprawdzili. Choć zdaję sobie sprawę, że w naszych warunkach i one mogłyby okazać się odkryciem Ameryki. Może jednak kiedyś wreszcie ponownie ją odkryjemy, bo za oceanem znaleźć można wiele wartościowych wskazówek mówiących np. jak usprawnić funkcjonowanie administracji publicznej.

Ronald Reagan, ubiegając się w 1966 roku po raz pierwszy o urząd gubernatora Kalifornii, zapowiedział m.in., że nie powoła do swego rządu osób, które chcą pracować w administracji. Obiecał zaś, że zrobi wszystko, aby pozyskać fachowców spoza administracji, którzy wcale nie palą się do tego, żeby zasilić jej szeregi i rozpocząć karierę urzędniczą. Prawda jakie to genialne w swej prostocie? Zamykając drzwi przed tymi, którzy z przeskakiwania z jednej państwowej posady na inną czynią sobie sposób na wygodne życie, jednym ruchem odchudzamy administrację, zmniejszamy koszty jej funkcjonowania oraz przecinamy nieformalne powiązania i układy. Już teraz widzę rosnące grono osób zadowolonych ze sprawnej obsługi w urzędzie, znaczącą poprawę jakości wydawanych decyzji administracyjnych, świadczonych usług czy wreszcie realizowanych zamówień publicznych.

Ale Reagan poszedł jeszcze dalej. Na samym początku kadencji zwrócił się do lokalnych przedsiębiorców z prośbą o dokonanie oceny działań wszystkich stanowych agencji i wskazanie w jaki sposób można zwiększyć ich efektywność poprzez zastosowanie najnowocześniejszych metod zarządzania w biznesie. Przedsiębiorcy bardzo szybko się zorganizowali, wyznaczyli osoby odpowiedzialne za koordynację działań oraz pozyskanie funduszy (ze źródeł prywatnych!!!) na sfinansowanie kosztów prowadzonego audytu i w krótkim czasie przedstawili gubernatorowi setki wniosków i rekomendowanych działań. Jakże to nam potrzebne, jakże to odmienne od naszych doświadczeń, gdy po rządowej (sic!) komisji do spraw odbiurokratyzowania gospodarki pozostały tylko rachunki do zapłacenia, a roczniki dzienników ustaw puchną w oczach!

Prawdę mówiąc, nie dziwię się, że tak wielu Polaków, zamiast czekać aż polscy politycy sięgną po rozwiązania zza oceanu, woli kupić bilet, wsiąść w samolot i samodzielnie odkrywać Amerykę.

Marcin Bonicki
“Przetargi Publiczne” nr 10 (23), październik 2007