Instytut Ronalda Reagana
Nasz największy przyjaciel Ronald Reagan: „Polska jest najważniejsza”

Nasz największy przyjaciel Ronald Reagan:
„Polska jest najważniejsza”

dodano: 16.02.2011

„Nie ma granic tego, co można osiągnąć, jeśli się nie dba komu zostanie przypisana zasługa” (tabliczka, którą postawił Ronald Reagan na swoim prezydenckim biurku).

„Gdyby nie ta prezydentura, mimo zrywu »Solidarności« zwycięstwo byłoby niemożliwe. Jako Polak, jako zwykły myślący człowiek jestem Ronaldowi Reaganowi po prostu głęboko wdzięczny. Cały nasz naród pozostaje dłużnikiem tej wielkiej, historycznej postaci i to nie tylko wczoraj i dzisiaj, ale i za 10, 50, 100 lat” (Lech Kaczyński prezydent m.st. Warszawy. Sesja „Ronald Reagan – Legacy for Europe”, Warszawa, lipiec 2003 r.).

Właśnie minęły setne urodziny Ronalda Reagana. Wielkiego prezydenta, który pokonał Związek Sowiecki, odrodził Amerykę, zmienił świat. Dokonał tego, wprowadzając w życie przez długie poprzednie lata szlifowany bezprecedensowy, własny, autorski plan.

Reaganowi w sposób wyjątkowy leżała na sercu Polska. Na dekady przed „Solidarnością”. To właśnie chcę dziś nieco przypomnieć.

Narody ujarzmione – Polska

Antykomunizm Reagana miał swój początek w niezgodzie na los narodów podbitych przez Sowiety. Krucjata wolności, której stał się jednym z liderów, we wczesnych latach 50. właśnie naszej wolności dotyczyła. Zaowocowała m.in. powstaniem Radia Wolna Europa i „Tygodniem Narodów Ujarzmionych”. Z czasem jakiekolwiek uroczystości na rzecz tych narodów zanikły. Nie dla Reagana. Wtedy, gdy nie był jeszcze prezydentem, i wtedy, gdy nim został. W różnych mediach stale i wciąż mówił o naszym zniewoleniu. Dla przykładu trochę cytatów. – „Nie zapewnimy sobie bezpieczeństwa, nie uwolnimy się od strachu – opierając swoją politykę na tak skrajnie niemoralnej zasadzie, że mówimy ludziom za żelazną kurtyną, by zrezygnowali z marzeń o wolności, bo w trosce o własną skórę postanowiliśmy przejść do porządku nad ich losem i starać się dogadać z tymi, którzy ich zniewolili” (1964 r.). – „Nie są wielkie geograficznie, ale przecież zamieszkują je miliony ludzi takich jak my, podzielających naszą kulturę i nasze wartości” (na filmie na rzecz Krucjaty wolności, wczesne lata 50.!). – „Nie możemy decydować o podżyrowaniu czyjegoś braku wolności, bo nie chodzi o naszą wolność”. „Nieco mniej odprężania, rozmów i porozumień z Politbiurami, nieco więcej wsparcia, pomocy i troski dla tych, którzy za żelazną kurtyną przeciwstawiają się komunizmowi” (z audycji radiowych, lata 70.).

Parę lat temu odkryto zbiór niedużych żółtych kartek, na których Reagan opracowywał (zmieniał, poprawiał) swoje audycje radiowe (1976–1979, cotygodniowe, liczba słuchaczy 20–30 mln). A wśród nich wstrząsający mały esej „Las Katyński” (kwiecień 1976 r.).

Już uprzednio, w latach 1964–1965, nakręcił dwa filmy dokumentalne, których był narratorem. Pierwszy – „Prawda o komunizmie” – mówił m.in. o pakcie Hitler–Stalin i właśnie o masakrze w lesie katyńskim. Filmy miały „przebudzić świat”.

Uczestnicząc w polskich uroczystościach Dnia Pułaskiego (1983 r.), w nawiązaniu do zestrzelenia niedługo przedtem przez ZSRR koreańskiego samolotu pasażerskiego powiedział, że ów akt „doskonale pasuje do tych, którzy zamordowali 15 tys. polskich oficerów w Katyniu. Nie możemy pozwolić, by świat zapomniał o tej zbrodni. I nie pozwolimy”. „Świat” jednak od dawna zapomniał. Ale Reagan – nie.

Nie zapomniał też o Powstaniu Warszawskim, nie mylił go z innym. W 1984 r. obchodzono uroczyście w Białym Domu 40. rocznicę jego wybuchu, a Reagan mówił o wolnej Polsce, która rychło powstanie. Także w lipcu 1983 r. uroczyście inaugurując wznowiony Tydzień Narodów Ujarzmionych, oznajmił ludziom pozostającym za żelazną kurtyną, że nie uznaje ich niewoli za coś trwałego, kierując szczególnie słowa otuchy do Polaków.

W lutym 1987 r. podkreślając, że w Polsce nadal płonie ogień wolności, przypomniał polskie hasło: „Za naszą i waszą wolność” i dodał: „To jest także nasze hasło. To coś więcej niż hasło; to program działania”.

Korespondowało to z jego odręczną notatką, którą, niemal od razu po 13 grudnia 1981 r. sporządził niejako dla samego siebie: „muszę doprowadzić do wolnych wyborów w Polsce”.

I z jedną z pierwszych NSDD – wprowadzonych przez Reagana specjalnych, utajnionych dyrektyw – która mówiła o uwolnieniu Europy Wschodniej spod sowieckiego jarzma i jej „integracji z europejską wspólnotą narodów”. 5 z 10 „środków dyplomatycznych, zbrojeniowych, ekonomicznych i propagandowych” mających do tego doprowadzić pozostaje do dziś utajnionych.

Jeszcze latem 1988 r., zauważając, że podczas 2765 dni jego administracji komuniści nie zdobyli „ani cala ziemi” (w poprzednich sześciu latach opanowali kolejne 10 krajów) Reagan przypisał ten sukces w dużej mierze… Polsce. „Wolność to sprawa uniwersalna i wieczna” – stwierdził, inaugurując Dni Dziedzictwa Polsko-Amerykańskiego.

Tylko z roku 1983 mamy 216 stron z wypowiedziami Reagana na temat naszego kraju. Z codziennego briefingu prezydenta wyodrębniono osobny dział poświęcony tylko Polsce. Bardzo długi czas pierwsze poranne spotkanie prezydenta z najważniejszymi współpracownikami zaczynało się od pytania Reagana o Polskę. Ba, przywódca zza oceanu dawno, dawno temu pierwszy użył jakże modnego dziś sformułowania: „Polska jest najważniejsza”.

Nigdy nie widziano Reagana równie zdeterminowanego jak po 13 grudnia 1981 r. Warto to skontrastować z opinią kanclerza Helmuta Schmidta. W długo utajnionych wypowiedziach w Waszyngtonie (styczeń 1982 r.) postawę Reagana wręcz wyśmiał. Sowieci uznają Polskę za „swoją” i każdy, kto uważa, że może obalić powojenny podział w Europie, karmi się absurdalnymi iluzjami. Uzupełnił to sympatyczną uwagą – wyraził „poważne wątpliwości”, czy Polacy ze swoimi cechami są w ogóle zdolni do życia w wolności. A w ówczesnym amerykańskim Departamencie Stanu wielu sądziło, że postawa Reagana jest „idealistycznie naiwna”. Bo Polska jest „stracona”.

Reagan, Papież, wolność

Jak wiele zrobił 40. prezydent USA, by leninizm i u nas „znalazł się na śmietniku historii”, wciąż nie jest w pełni ocenione. „Wręcz prostackie” – jak z sarkazmem zauważył Reagan – założenie „my wygrywamy, oni przegrywają” było rewolucyjną koncepcją. Dla polityków na Zachodzie już wręcz niezrozumiałą.

Wszyscy „fachowcy”, nie znając zresztą zakresu działań Reagana, wyśmiewali go. Jak np. S. Talbott, ten od Clintona (1983 r.) „próba wypchnięcia Sowietów z Europy Wschodniej to totalny nonsens”. Do żadnego błędu później się nie przyznali. A przecież to, co głosił od dekad (a potem realizował) Reagan, było oparte na zdrowym rozsądku. „Prawdziwy pokój i bezpieczeństwo nie nastąpią bez przywrócenia wolności w bloku sowieckim” (1964 r.).

Co paradoksalne to media/dostojnicy sowieccy trafniej niż ich koledzy na Zachodzie ocenili Reagana. „Chce doprowadzić do bankructwa i końca ZSRR, z całą bezczelnością dąży do zmiany ustroju w Europie Wschodniej. Nieprawdopodobne, ale prawdziwe”.

Gorbaczow zaczął od opiewania leninizmu i stwierdzeń o nadchodzącym „sowieckim stuleciu”, ale niejako prywatnie prosił Reagana o pomoc. Pierwszą rozmowę zaczął tak (jest to potwierdzone z dwóch różnych źródeł): „Panie prezydencie – wyścig zbrojeń nas wycieńcza. Zaczynam naszą rozmowę od tego tematu, ponieważ zbrojenia są dla nas niszczycielskie i nie możemy sobie na nie pozwolić. Zakończymy je, zanim nic nie pozostanie z ZSRR”. Ale Reagan właśnie chciał, by nic nie pozostało z ZSRR.

Reagan pierwszy podkreśliłby (i czynił to) pierwszeństwo naszego sierpnia 1980 r., nieocenioną moralną rolę Jana Pawła II. Film z jego pielgrzymki do Polski kazał sobie powtarzać wiele razy.

Niedawno ujawnione listy papieża do Reagana są rewelacyjne. M.in. opisywał prezydentowi straszne losy Polski – była to prośba o pomoc. W trakcie pierwszej audiencji Reagan udowodnił Janowi Pawłowi II, że dąży przez pokojową eliminację totalitaryzmu właśnie do pokoju. A także, że jest wręcz namiętnym wrogiem broni nuklearnej. W liście po tej wizycie Jan Paweł II stwierdził z pewnym żalem, że nie może otwarcie poprzeć działań Reagana (w domyśle – ale w pełni ją popiera).

Mogę nieco upraszczać sprawę. Ale jestem przekonany, że bez wszechstronnych hardcore’owych działań Reagana, bez jego prezydentury świat długo jeszcze wyglądałby w myśl zamysłów ZSRR. Komunizm pewno w końcu by upadł, ale nie wiadomo kiedy. I co by było potem.

Dziś w Ameryce mówi się głównie o wewnętrznych osiągnięciach Reagana, bo sytuacja bardzo przypomina rok 1979. Ale bez odrodzenia Ameryki niemożliwa byłaby batalia na rzecz zniesienia komunizmu.

Przed laty b. premier Estonii Mart Laar stwierdził: „Gdyby nie ten człowiek, gniłbym dzisiaj w jakimś syberyjskim łagrze”.

W 1989 r. młodzi Chińczycy wznieśli na pekińskim placu Tiananmen kopię Statuy Wolności, „bo zainspirowała nas rewolucja wolności Reagana”.

W naszych czarnych dniach, niedługo po inauguracji Reagana (i przed własną śmiercią) Jerzy Łojek odnotował cień nadziei: „w USA objął władzę najwybitniejszy prezydent od czasów Lincolna”. To nie były słowa przesadne. Były to słowa prorocze. W ostatniej ankiecie większość Amerykanów uznała Ronalda Reagana za największego prezydenta Ameryki czasów nowożytnych, a trzeciego w ogóle – po Waszyngtonie i Lincolnie.

***

Czytam, że „berlińscy postkomuniści nie chcą upamiętnienia Reagana”. A kto u nas nie chce? Nie zamierzam w to tutaj wnikać. Nawet jeśli wzniesie się wcześniej w Warszawie olbrzymi monument Gorbaczowa tudzież pomniki tuzina pośledniejszych Europejczyków, „członek »S« w Białym Domu”, który „niedługo zacznie mówić po polsku” (cytaty z ówczesnej prasy sowieckiej) zostanie w końcu odpowiednio uhonorowany.

Na razie serdecznie zapraszam do lektury lutowego numeru „Nowego Państwa”. Będzie tam naprawdę wiele o Reaganie. Bo warto i wręcz trzeba tę historyczną postać, tak zasłużoną dla Polski, stale przypominać.

Jacek Kwieciński
“Gazeta Polska”, 16.02.2011
www.gazetapolska.pl