Instytut Ronalda Reagana
„My wygrywamy, oni przegrywają”

Michael Reagan, dodano: 29.05.2012

W styczniu 1977 roku w Los Angeles Reagana odwiedził Richard Allen. Podczas rozmowy mój ojciec powiedział m.in.: “Mój pomysł na amerykańską politykę względem Związku Sowieckiego jest prosty, niektórzy powiedzieliby, że wręcz prostacki. My wygrywamy, oni przegrywają. Co o tym sądzisz?”.

Przez dekady Ronald Reagan głosił, że komunistyczna gospodarka nie jest w stanie rywalizować z kapitalizmem. “Pozwólmy ich gospodarce oszaleć” – przekonywał w 1963 roku. Jednak w latach 70tych to Prezydent Nixon i Henry Kissinger oszaleli. Spójrzmy wstecz. Wydaje się to nie do pomyślenia, ale nie da się temu zaprzeczyć. Henry Kissinger był święcie przekonany, że “Ameryka nie jest w stanie rywalizować ze Związkiem Sowieckim”. W 1976 roku, we wspomnieniach zatytułowanych “On Watch”, admirał Elmo R. Zumwalt junior opisał rozmowę z Kissingerem, która miała miejsce podczas kolejowej podróży do West Point:

“Dr Kissinger uważa, że Stany Zjednoczone, podobnie jak wiele cywilizacji przed nimi, mają już szczyt rozwoju za sobą. USA znajdują się w okresie schyłkowym i nie da się tego odwrócić przy pomocy politycznych rozwiązań. Zważywszy, że proces dziejowy przemawia na rzecz Rosjan, jego – Kissingera – rolą jest przekonać ich, by zaproponowali nam warunki najlepsze z możliwych do uzyskania. Kissinger ma świadomość, że z perspektywy lat będzie uznawany za jednego z tych, którzy zgadzali się na warunki korzystne dla Sowietów, ale Amerykanie sami są sobie winni, bo nie wykazali się wytrwałością w rywalizacji z Sowietami. Sowieci są jak Sparta dla naszych Aten”. [1]

To szokujące stanowisko i Henry Kissinger stanowczo się od niego odcinał, określając relację Zumwalta jako fikcyjną i sfabrykowaną. Ale według historyka Stevena F. Haywarda, autora cytowanego dzieła, wersja Zumwalta znajduje potwierdzenie w licznych niezależnych źródłach. Potwierdzili ją dwaj współpracownicy Kissingera, Peter Rodman i Helmut Sonnenfeldt. W 1970 roku niemiecki magazyn Der Spiegel informował natomiast, że na spotkaniu z europejskimi dziennikarzami Kissinger twierdził, iż do 1980 roku cała Europa znajdzie się pod marksistowską dominacją. William Barrett opisał podobną w swej wymowie rozmowę z Kissingerem, która miała miejsce na Harvardzie w roku 1952. [2]

Kissingerowska pesymistyczna ocena sytuacji światowej była całkowitym przeciwieństwem optymizmu Ronalda Reagana, a jego działania na stanowisku sekretarza stanu doprowadziły do tego, że ta ocena przekształciła się w samospełniającą się przepowiednię. W 1975 roku Kissinger uczestniczył w negocjacjach w ramach KBWE (wcześniej Gerald Ford zastąpił w Białym Domu Nixona i pozostawił Kissingera na stanowisku). Sowieci naciskali, aby Akt Końcowy uznawał “nienaruszalność granic”. To niewinnie brzmiące sformułowanie miało olbrzymie znaczenie dla milionów miłujących wolność ludzi, żyjących za Żelazną Kurtyną. Klauzula potwierdzała bowiem sowiecką dominację nad krajami Bloku Wschodniego opanowanymi w wyniku II wojny światowej.

Akt Końcowy KBWE przyznawał również Związkowi Sowieckiemu korzystne warunki kredytowe, dzięki czemu Breżniew mógł nadal finansować walącą się gospodarkę i jednocześnie kontynuować zbrojenia. W ocenie Kissingera Akt Końcowy sprzyjał detenté gdyż negocjowane porozumienia przyczyniały się do łagodzenia napięć.

Ronald Reagan uważał natomiast, że Akt Końcowy podkopywał bezpieczeństwo Stanów Zjednoczonych i jednocześnie stanowił wyrzeczenie się Europy Wschodniej. “Jestem przeciwko Aktowi i uważam, że wszyscy Amerykanie powinni mu się sprzeciwić” – powiedział. [3] To była jego pierwsza otwarta krytyka administracji Forda. I nie ostatnia.

Mój ojciec widział jak Sekretarz Generalny Breżniew dyktuje amerykańskiemu prezydentowi, co ten powinien robić, by dobrze żyć z Sowietami. W imię detenté rzecz jasna. W ocenie Ronalda Reagana detenté było “ruchem po ulicy jednokierunkowej, w ramach którego spełniamy wszystkie żądania Sowietów, nie dostając nic w zamian”. Za czasów Henrego Kissingera – mawiał – rząd USA zachowywał się tak “jakbyśmy oczekiwali, że Sowieci zapanują nad całym światem”. To dlatego Ronald Reagan walczył o nominację republikańską w wyborach prezydenckich. I dlatego w 1976 roku był tak gorzko rozczarowany, że nie będzie miał szansy nachylić się nad uchem Breżniewa i wyszeptać “niet”.

W styczniu 1977 roku w Los Angeles Reagana odwiedził Richard Allen. Podczas rozmowy mój ojciec powiedział m.in.: “Mój pomysł na amerykańską politykę względem Związku Sowieckiego jest prosty, niektórzy powiedzieliby, że wręcz prostacki. My wygrywamy, oni przegrywają. Co o tym sądzisz?”. [4]

W styczniu 1981 roku Ronald Reagan wmaszerował do Gabinetu Owalnego i z miejsca odrzucił politykę detenté zastępując ją polityką w myśl zasady “My wygrywamy, oni przegrywają”. I świat się zaczął zmieniać.

Herb Meyer, który jako specjalny asystent dyrektora CIA Williama J. Caseya odegrał kluczową rolę w zakulisowych rozgrywkach mających na celu obalanie Związku Sowieckiego, powiedział: “Ronald Reagan był pierwszym zachodnim przywódcą, którego celem było zwycięstwo. Zauważ, że jest gigantyczna różnica pomiędzy grą na uniknięcie porażki, a grą o zwycięstwo. Jest to różnica emocjonalna, psychologiczna i oczywiście praktyczna… Decyzja Reagana zapoczątkowała grę o zwycięstwo”. [5]

Dość się napatrzyliśmy na rezultaty naszej polityki nastawionej na uniknięcie porażki, zamiast na osiągnięcie zwycięstwa. W 1950 roku ONZ była odpowiedzialna za prowadzenie wojny w Korei. Celem ONZ było doprowadzenie do swoistego remisu, zakończenie wojny bez zwycięzcy. I ONZ swój cel osiągnęła. W wojnie nie było zwycięzców. Za to Północna Korea stała się cierniem na ciele cywilizowanego świata. Załóżmy, że Prezydent Truman zakomunikowałby ONZ, że “remis” jest nie do przyjęcia i będzie realizował strategię “My wygrywamy, oni przegrywają”. Przypuśćmy że George H.W. Bush w reakcji na iracką inwazję na Kuwejt oświadczyłby “My wygrywamy, oni przegrywają”.

Te słowa, “My wygrywamy, oni przegrywają”, doprowadzają postępowych liberałów do szału. Nie potrafią się bowiem pogodzić z faktem istnienia na świecie Dobra i Zła oraz z tym, że Dobro powinno zwyciężyć, a Zło zostać pokonane. Oni chcieliby równowagi, bez zwycięzców i bez pokonanych. Chcieliby, aby wszystko traktować jednakowo, choć nie ma ku temu podstaw. Komunizm nie może się równać wolności. Socjalizm nie może się równać kapitalizmowi. Pat nie jest równy pokojowi.

Ronald Reagan to rozumiał. Natychmiast po swej inauguracji zapoczątkował politykę w myśl zasady “My wygrywamy, oni przegrywają”. Jego pierwszą decyzją dotyczącą współpracy gospodarczej było wstrzymanie wsparcia dla sowieckiej gospodarki. W dniu 6 lipca 1981 roku przewodniczył posiedzeniu Narodowej Rady Bezpieczeństwa poświęconemu znajdującemu się w budowie sowieckiemu gazociągowi transsyberyjskiemu. Uruchamiając gazociąg, Sowieci mogliby liczyć na olbrzymi zastrzyk gotówki. Z uwagi na brak pomysłu na powstrzymanie tej inwestycji, posiedzenie zakończyło się w poczuciu bezradności i frustracji.

Niespełna dwa tygodnie później, w dniu 19 lipca, Ronald Reagan przebywał w Ottawie na szczycie ekonomicznym. W przerwie obrad francuski prezydent Francois Mitterand na osobności przekazał mojemu ojcu, że dla francuskiego wywiadu pracuje pewien oficer KGB – pułkownik Vetrov, ps. “Farewell”. Z informacji przez niego przekazanych wynikało, że Sowieci kradną na Zachodzie technologię na alarmującą skalę. Wszystko, od narzędzi po komputery.

Po powrocie do Waszyngtonu Reagan przekazał dossier “Farewell’a” członkowi Narodowej Rady Bezpieczeństwa, Gusowi Weissowi. Po przestudiowaniu dokumentów Weiss przedstawił śmiały pomysł. Mianowicie, zaproponował, żeby zamiast przeciwdziałać wyciekowi zachodniej technologii do Związku Sowieckiego, wykorzystać sowieckich złodziei w taki sposób, który zaszkodzi ich gospodarce. Innymi słowy, powinniśmy pozwalać na dalszą kradzież naszej technologii, ale tylko takiej, którą chcemy, aby skradziono.

Ronald Reagan był zachwycony. CIA wysłała do Kanady specjalnie “opracowany” system kontroli gazociągów. Tam miał on wpaść w ręce agentów KGB. Rzecz jasna, system został skradziony i wysłany na Syberię w celu instalacji w budowanym gazociągu. Skradziona technologia miała za zadanie regulować ciśnienie. Jednak w rzeczywistości system działał w ten sposób, że nieustannie je zwiększał i w ten sposób doprowadził do olbrzymiej eksplozji. Była ona najpotężniejszym, nienuklearnym wybuchem zaobserwowanym przez satelity szpiegowskie. Jej siła odpowiadała sile wybuchu trzykilotonowej bomby. [6]

Eksplozja była poważnym ciosem dla projektu rurociągu i całej sowieckiej gospodarki. Udział USA nie został ujawniony przez okres kolejnych 20 lat. Był to jeden z wielu forteli Ronalda Reagana mających na celu zrujnowanie sowieckiej gospodarki i doprowadzenie do upadku Żelaznej Kurtyny, jeden z otwierających gambitów w ośmioletniej polityce “My wygrywamy, oni przegrywają”.

Michael Reagan
“The New Reagan Revolution”
Thomas Dunne Books – St. Martin’s Press, New York 2011, str. 35-38
tłum. Marcin Bonicki

Przypisy:
[1] Steven F. Hayward, The Age of Reagan: The Fall of the Old Liberal Order, 1964-1980, New York, Three Rivers Press, 2001, str. 434;
[2] Tamże, str. 434-435;
[3] James Mann, The Rebellion of Ronald Reagan, New York, Viking, 2009, str. 21;
[4] Richard V. Allen, The Fall of Communism: The Man Who Won the Cold War, http://www.hoover.org/publications/digest/3476876.html;
[5] Paul Kengor, Where Have You Gone, Bill Casey?, American Thinker, February 26, 2009, http://www.americanthinker.com/2009/02/where_have_you_gone_bill_casey.html;
[6] Martin Anderson i Annelise Anderson, Reagan’s Secret War, New York, Crown, 2009, str. 62-64.