Instytut Ronalda Reagana
Milton Friedman a zamówienia publiczne

Milton Friedman a zamówienia publiczne

dodano: 19.11.2005

Milton Friedman, ceniony ekonomista i noblista, słusznie wskazuje na cztery sposoby wydawania pieniędzy.

Po pierwsze, własne pieniądze możemy przeznaczać na własne potrzeby. Poza wyjątkami potwierdzającymi regułę, w takiej sytuacji wykazujemy się daleko posuniętą roztropnością, żeby nie powiedzieć oszczędnością. Uważnie oglądamy każdą złotówkę, analizujemy priorytety, potrzeby i wreszcie podejmujemy decyzję. Można pokusić się o twierdzenie, że w takiej sytuacji nasze wybory są najbardziej racjonalne.

Po drugie, zdarzają się przypadki, gdy własne pieniądze wydajemy na cudze potrzeby, np. gdy kupujemy dla kogoś prezent. Na ogół nadal pozostajemy wówczas oszczędni, natomiast już nie zawsze nasz wydatek jest dokonywany w sposób najbardziej celowy i korzystny. Wynika to z tego, że niczyich potrzeb nie jesteśmy tak świadomi jak swoich.

Trzecią możliwością, nie przeczę, że bardzo sympatyczną, jest wydawanie cudzych pieniędzy na własne potrzeby. Wówczas z tą oszczędnością tak bardzo już nie przesadzamy. Przy tym i racjonalność dokonywanych wydatków można kwestionować, bo częściej u źródeł podejmowanych decyzji stoją zachcianki i – nazwijmy to – swobodny stosunek do środków znajdujących się w naszej gestii.

Natomiast zdecydowanie najmniej efektywnym sposobem wydawania pieniędzy jest wydawanie cudzych pieniędzy na cudze potrzeby. W takiej sytuacji kumuluje się niższa skłonność do oszczędnego gospodarowania posiadanymi środkami i słabsze rozpoznanie autentycznych potrzeb innych osób. Inaczej mówiąc, nie czując aż tak dużej presji dbania o każdą złotówkę, nie przykładamy też najwyższej uwagi ani do celowości dokonywanych wydatków, ani do zdania osób, na których rzecz pieniądze mają być wydane.

Z tym właśnie czwartym, najbardziej niedoskonałym sposobem wydawania pieniędzy, mamy do czynienia w całym sektorze publicznym. Dotyczy to administracji rządowej, samorządowej, centralnej i wojewódzkiej, zespolonej i niezespolonej – każdej jednostki wydającej środki publiczne, a zatem z założenia pieniądze cudze, bo pochodzące z podatków.

O tym fakcie należy wciąż głośno mówić i przypominać. Z własnego doświadczenia pamiętam bowiem taką oto sytuację. Zbliżał się koniec roku budżetowego, a ja byłem przewodniczącym rady jednej z warszawskich dzielnic. Szacunki wskazywały, że z kwoty przeznaczonej na obsługę rady pozostanie około 20 tysięcy złotych. Dla mnie naturalną rzeczą było – i jest po dziś dzień – że w takim razie te pieniądze powinny wrócić do “miasta” i zmniejszyć budżetowy deficyt. Bezmiarowi mojego zdziwienia, gdy zorientowałem się, że jestem osamotniony w tym poglądzie, odpowiadało swym ogromem jedynie zdziwienie innych osób, że ktoś nie chce wydać tych pieniędzy, “narażając” dodatkowo Radę na zmniejszenie budżetu w roku kolejnym.

W tym kontekście prawo zamówień publicznych jawi się nam jako jeden ze sposobów ochrony przed – delikatnie rzecz ujmując – niestarannym wydawaniem pieniędzy podatników. Przyczyn tej niestaranności jest wiele, a życie przynosi nam coraz to nowe przykłady. O najbardziej drastycznych, korupcyjnych motywach, wspominać nawet nie będę.

Oczywiście jestem świadomy, że ideały są odległe niczym gwiazdy. Ale często tak niewiele brakuje, by zbliżyć się do doskonałości. Czasem wystarczy odrobina refleksji i wyobraźni, by najlepiej jak to tylko możliwe zadbać o wspólne pieniądze. Jakże byłoby wspaniale, gdybyśmy do wydawania cudzych pieniędzy na cudze potrzebny, podchodzili tak, jak do wydawania własnych i to na własne potrzeby. Rzeczywistość bywa jednak inna.

Jaki z tego morał? Każdy się zgodzi, że nie ma prawa doskonałego. Życie jest bogatsze, o wiele bardziej złożone, pełne pokus i trudnych sytuacji. Nie sposób, by ustawodawca za nim nadążył, przewidział wszelkie możliwe przypadki i stworzył przepisy pozbawione jakichkolwiek luk.

To spostrzeżenie dotyczy również prawa zamówień publicznych. I dlatego ważne jest, aby postulatom de lege ferenda, które już pojawiają się w wyniku doświadczeń stosowania tej ustawy, towarzyszyła również pełna świadomość jej adresatów. Świadomość faktu, że wydają cudze pieniądze i powinni czynić to w sposób jak najbardziej gospodarny, a w sytuacjach wątpliwych zadać sobie pytanie: Czy gdybym miał wydać własne pieniądze, to podjąłbym taką samą decyzję? Mam nadzieję, że teoria Miltona Friedmana zawsze pomoże znaleźć trafną odpowiedź.

Marcin Bonicki
“Przetargi Publiczne” nr 1 [1], listopad 2005