Instytut Ronalda Reagana
Mądry finansista po szkodzie
Jerzy Rzędowski

Mądry finansista po szkodzie

dodano: 09.03.2007

Czy naprawdę tak trudno zrozumieć, że rynek weryfikuje kwalifikacje znacznie ostrzej niż najbardziej restrykcyjna ustawa

Publiczne budżety są zasilane dzięki podatkom, o których prawidłowe rozliczanie dbają przedstawiciele tzw. wolnych zawodów ekonomicznych: doradcy podatkowi i certyfikowani księgowi. Publiczne dyskusje o „otwarciu korporacji” jakoś ich omijają, a szkoda (tym bardziej, że przecież na ten temat wylano morze atramentu). Wolne zawody związane ze sferą finansów publicznych są tymczasem przykładem bardzo ciekawego zjawiska.

Doradcy podatkowi od początku byli „wymyśleni” jako korporacja zawodowa. W założeniach byli to wysokiej klasy eksperci, do których podatnicy mieli udawać się po interpretację skomplikowanych przepisów prawnych (spuśćmy zasłonę miłosierdzia na to, dlaczego przepisy były tak skomplikowane i co mieli z tym wspólnego twórcy korporacji…) – wykwalifikowana elita, przynajmniej w stosunku do znacznie liczniejszych księgowych zajmujących się „tylko” prowadzeniem dokumentacji i wypełnianiem PIT-ów.

Życie jednak zweryfikowało te plany. Korporacja została na samym początku zasilona tzw. doradcami tymczasowymi, którzy uzyskali prawo wykonywania zawodu na podstawie dotychczasowej praktyki w księgowości, pod warunkiem uzupełnienia kwalifikacji w ciągu kilku najbliższych lat (termin ten przesuwano potem kilkakrotnie). Okazało się też, że podatnicy – poza gigantami – niechętnie zapłacą za doradztwo, ale już chętniej za prowadzenie księgowości połączonej z poradami. Doradcy weszli więc na rynek usług księgowych, by konkurować z już istniejącymi biurami rachunkowymi.

Obecnie te same usługi wykonują więc dwie grupy zawodowe: doradcy podatkowi i certyfikowani księgowi. Oba zawody są zawodami zaufania w tym sensie, że zyskują dostęp do poufnych danych, a klientów pozyskują przez polecenia. Ich kwalifikacje powinien zatem weryfikować rynek. Doradcy podatkowi są jednak korporacją – płacą składki na jej administrowanie, muszą zdawać korporacyjne egzaminy i zaliczać praktyki w innych kancelariach, a po uzyskaniu prawa do wykonywania zawodu przestrzegać zakazu reklamy. Księgowi natomiast korporacji nie mają i są zawodem prawie wolnym. Prawie, bo do jego wykonywania potrzebne jest wykazanie się praktyką i zdanie egzaminu w ministerstwie (czyli na neutralnym gruncie). Poza tym – ograniczeń brak. Ciekawe jest, że zamiast postulować zdjęcie ograniczeń z doradców, aby konkurencja stała się naprawdę wolna, doradcy często wspominają o… ograniczeniu praw księgowych!

Zupełnie ignoruje się przy tym doświadczenia znacznie starszej grupy zawodowej – palestry. Adwokat czy radca prawny potrzebny jest w sali sądowej, ale już niekoniecznie przy pisaniu prostego pozwu. Młodzi absolwenci prawa zaczęli więc otwierać biura „doradców prawnych”, a z czasem żądać pełnych uprawnień, argumentując, że potrafią robić to samo co prawnicy korporacyjni. Mamy więc izbowych „radców” i wolnych „doradców” prawnych; podobnie mamy izbę „doradców podatkowych”, a gdyby nie zeszłoroczne rozszerzenie uprawnień księgowych, pewnie niedługo spotykalibyśmy w gazetach reklamy niezależnych „ekspertów podatkowych”. Jeśli ktoś wpadnie na pomysł powołania korporacji księgowych, zapewne pojawią się i wolni „buchalterzy”.

Konsument chce płacić za to, co jest dla niego najkorzystniejsze. Nietrudno więc chyba zrozumieć, że rynek weryfikuje kwalifikacje znacznie ostrzej niż najbardziej restrykcyjna ustawa.

Jerzy Rzędowski
“Finanse Publiczne” nr 3 [4], marzec 2007