Instytut Ronalda Reagana
Kwestia przyzwoitości
Jerzy Rzędowski

Kwestia przyzwoitości

dodano: 11.06.2007

„Płać pod karą, kiedy powiemy i ile powiemy, a w zamian za to kiedyś coś ci wypłacimy” – tak właściwie można streścić ustawę o systemie ubezpieczeń społecznych.

Czy pamiętacie Państwo, jak 8 lat temu wprowadzano z hukiem nowy wspaniały system ubezpieczeń społecznych? Czy pamiętacie telewizyjne reklamy? Sugerowały, że ubezpieczony z chwilą przejścia na emeryturę stanie się krezusem, który może sobie pozwolić na wszystko. Nie dodano, że emeryt byłby krezusem, ale w systemie prywatnym, a nie państwowo-koncesjonowanym. Armie akwizytorów (zarówno zawodowych agentów, jak i doszkolonych naprędce) ruszyły w Polskę, by zbierać deklaracje udziału w tym reklamowanym raju.

„Akcja OFE” i osławiona „reforma ZUS” miały przedłużyć agonię systemu opartego na tzw. solidaryzmie. Większość z nas, myśląc o „składkach” ZUS potrącanych z wynagrodzenia lub płaconych przymusowo, mówi o „składaniu na emeryturę”. Tymczasem nie ma żadnych „składek” ani żadnego „składania” – wpisy na tzw. indywidualnych kontach są wirtualną rzeczywistością. Nadal pracujący płacą podatek emerytalny (zwany żartobliwie „składką”), aby można było wypłacać świadczenia obecnym emerytom. Płacą, a w zamian mają obietnicę, że następne pokolenia będą robić podobnie.

I tu zaczynają się schody. Nazwanie podatku składką (w dodatku podzieloną na kilka funduszy) można by nazwać chwytem marketingowym, gdyby nie jedna kwestia. To, czy państwo wywiąże się ze swojej obietnicy, zależy tylko od dobrej woli samego państwa. To nie jest żadna umowa. Umowa to akt zawierany przez dwie lub więcej stron, w którym każdy z sygnatariuszy do czegoś się zobowiązuje pod sankcją. W tzw. ubezpieczeniach społecznych jedna strona określa prawa i obowiązki obu stron. Nie ma żadnych Ogólnych Warunków Ubezpieczenia, na które można się zgodzić lub nie. „Płać pod karą, kiedy powiemy i ile powiemy, a w zamian za to kiedyś coś ci wypłacimy” – tak właściwie można streścić ustawę o systemie ubezpieczeń społecznych.

Do „kiedyś coś wypłacimy” trzeba by jeszcze dopisać: „być może”. Uważni czytelnicy prasy ekonomicznej zauważyli zapewne, że co jakiś czas wysyłane są „balony próbne”. Jak zareagują ubezpieczeni i ich doradcy w przypadku próby ograbienia ich z dotychczasowych praw? A to parlament poruszy sprawę podwyższenia wieku emerytalnego. A to dygnitarz w wywiadzie prasowym zaproponuje likwidację OFE i nacjonalizację zgromadzonych przez nie środków. A to emerytury z OFE miałby wypłacać ZUS zamiast, jak było ustalone, prywatnych zakładów emerytalnych. A to środki zgromadzone na indywidualnych kontach miałyby nie być dziedziczone. Jeśli komentatorzy zawyją z oburzeniem – aaa, to przepraszam, my się tylko tak abstrakcyjnie zastanawialiśmy. Jeśli będzie cisza – to znaczy, że nikt nie zaprotestuje, gdy przyjdzie do podejmowania decyzji.

Najgorsze, że państwo nie jest w tych zakusach w żaden sposób ograniczone. Skoro można brać pod uwagę nacjonalizację OFE, skoro można powiedzieć kobietom pracującym od x lat: „sorry, pracujecie jeszcze 5 lat, bo właśnie zrównujemy wasz wiek emerytalny z mężczyznami” – to co jeszcze jest możliwe? Wiek emerytalny 85 lat? Emerytura na poziomie 30% zarobków? Losowanie: „w tym miesiącu emerytury otrzymują osoby na literę B”? Co stoi państwu na przeszkodzie?

Ach, zapomniałem. Na przeszkodzie powinna stać przyzwoitość. Czy ktoś jeszcze pamięta to słowo?

Jerzy Rzędowski
“Finanse Publiczne” nr 6 [7], czerwiec 2007