Instytut Ronalda Reagana
Krytyka wolnego rynku

Krytyka wolnego rynku

dodano: 22.08.2006

Żaden urzędnik, żaden przepis, żadna kontrola nie zastąpią oddechu konkurenta na plecach.

Jakiś przedsiębiorca powiedział kiedyś w bezsilnej złości: “Gdy stosuję ceny niższe niż konkurencja to zarzuca mi się stosowanie dumpingu i nieuczciwą konkurencję. Gdy stosuję ceny wyższe niż konkurencja to z kolei oskarża się mnie o wyzysk i łamanie praw konsumentów. Gdy wreszcie stosuję ceny takie same jak konkurencja to obwinia się mnie o udział w zmowie cenowej”.

Słowa te przypomniały mi się, gdy przeczytałem ostatnio o radości, z jaką przyjęto nowelizację przepisu art. 90 prawa zamówień publicznych. Po nowelizacji to na wykonawcy ciąży obowiązek udowodnienia, że jego oferta nie zawiera rażąco niskiej ceny w stosunku do przedmiotu zamówienia publicznego. Wcześniej był to obowiązek zainteresowanego konkurencyjnego wykonawcy. Teraz ma być odwrotnie. Jeśli wykonawca nie udzieli wyjaśnień lub dokonana ocena wyjaśnień wraz z dostarczonymi dowodami potwierdzi, że oferta zawiera rażąco niską cenę w stosunku do przedmiotu zamówienia, to zamawiający ma obowiązek odrzucić jego ofertę.

Jak już kiedyś pisałem, uważam, że tylko cena stanowi jedyne obiektywne, czytelne i nie budzące wątpliwości kryterium wyboru wykonawcy. Tym bardziej, że obowiązkiem dysponentów środków publicznych jest jak najbardziej oszczędne gospodarowanie pieniędzmi podatników. W tej sytuacji wybór wykonawcy oferującego najniższą cenę jest sprawą oczywistą i tak naprawdę nie powinien podlegać dyskusji. Nie tylko przynosi oszczędności budżetowi, ale i rozwiewa jakiekolwiek podejrzenia o możliwość korupcji. Poza tym jestem zwolennikiem przestrzegana zasady, że w biznesie chcącemu nie dzieje się krzywda. Skoro więc wykonawca chce z jakichś powodów zarobić mniej, niż można by się tego spodziewać, to ma do tego prawo.

Art. 90 prawa zamówień publicznych zdaje się zaś wychodzić z założenia, że cena niższa od innych ofert to nie okazja do oszczędności, ale wręcz do podejrzeń. Wpisuje się on w antywolnościową i biurokratyczną politykę współczesnego państwa, które zamiast skupić się na tworzeniu dogodnych instrumentów dochodzenia realizacji umów i egzekwowania ewentualnych roszczeń, poprzez kolejne ograniczenia swobody działalności przedsiębiorców pokazuje, że wszyscy z założenia są podejrzani i muszą dopiero udowodnić swoją niewinność. Art. 90, który utrudnia wykonawcy dowolne kształtowanie ceny za realizację zamówienia publicznego, był już ograniczeniem samym w sobie. Jego zmiana i przerzucenie ciężaru dowodu na wykonawcę, to w tej sytuacji zaostrzenie rygorów i zwiększenie istniejących wcześniej ograniczeń. To zarazem kolejny kamyczek do ogródka polskich przedsiębiorców.

Zmiana jest jednak efektem dotychczasowych doświadczeń, które wskazywały na nierzetelność wykonawców oferujących zaniżone ceny. Czy jednak przyniesie zamierzony skutek? Stawiam dolary przeciw orzechom, że nie! Uważam, że wolna konkurencja przynosi najwięcej korzyści, a rynek sam wyklucza czarne owce. Rynek musi być jednak otwarty i łatwo dostępny dla nowych podmiotów, ludzi kreatywnych, przebojowych i z inicjatywą. Mnożenie zaś ograniczeń to zwiększanie barier w dostępie do rynku, a w konsekwencji – paradoksalnie – wspieranie tych czarnych owiec, których chcielibyśmy wszyscy się pozbyć. Żaden urzędnik, żaden przepis, żadna kontrola nie zastąpią oddechu konkurenta na plecach. I żadną ustawą tego nie zmienimy. Dlatego pozwólmy, by tych konkurentów było jak najwięcej!

Krytyka wolnego rynku to dziś, jednak, niestety zjawisko powszechne. Wolny rynek oskarżany jest o większość egipskich plag. Zarzuty z uporem formułowane pod adresem wolnego rynku ubrane są w proste hasła, łatwo wpadające w ucho i jeszcze łatwiej poruszające emocje. I pewnie dlatego nie cieszą się popularnością wypowiedzi wskazujące, że wszelkie problemy – będące ponoć rezultatem wolnego handlu i konkurencji – pojawiają się tak naprawdę dopiero wówczas, gdy wolność jest ograniczana, a rynek coraz bardziej regulowany. Jak na razie każdy pretekst jest dobry, by rynek zastępować regulacjami administracyjnymi. Dokładnie tak jak skarżył się wspomniany na wstępie przedsiębiorca.

Marcin Bonicki
“Przetargi Publiczne” nr 8 [9], sierpień 2006