Instytut Ronalda Reagana
Wielki Komunikator

Wielki Komunikator

dodano: 12.02.2008

Ronald Reagan o tym jak korzystać ze wsparcia wyborców

Po około półtora roku od objęcia urzędu (gubernatora Kalifornii – 02.01.1967 r. – przyp. tłum.), sprawy zaczęły przyjmować pożądany obrót. Dokonane przez nas cięcia wydatków i podwyżka podatków zaczynały przynosić efekty w postaci uporządkowania finansów stanowych. Ja sam zaś trochę lepiej nauczyłem się radzić sobie z wrogim kongresem. Doceniłem jak wartościowe, w sporach z nieprzyjazną legislaturą, jest cząstkowe veto, czyli prawo gubernatora do wetowania poszczególnych pozycji w projekcie budżetu. Najważniejszą jednak nauką, którą wyniosłem z tej politycznej lekcji podczas mojego pobytu w Sacramento, była świadomość tego, ile daje przedstawianie moich racji obywatelom.

W związku z tym, że Demokraci kontrolowali kongres, przyszło mi do głowy, że powinienem działać ponad ich głowami. Zainspirował mnie Franklin D. Roosevelt i jego „Pogadanki przy kominku”, które wywarły na mnie niezatarte wrażenie w latach Wielkiej Depresji. Dlatego postanowiłem spróbować pozyskać poparcie opinii publicznej przy pomocy telewizji i radia. Pomyślałem, że osiągnę to, gdy zacznę opowiadać obywatelom o tym, co się dzieje w Sacramento, gdy będę przedstawiać problemy, z którymi muszę się zmagać, moje argumenty i pomysły jak sobie z nimi poradzić. Wkrótce efekty przekroczyły moje najśmielsze oczekiwania.

Gdy podróżowałem po kraju i spotykałem się z ludźmi pracując najpierw przez osiem lat dla General Electric, a potem podczas kampanii na urząd gubernatora, przekonałem się o tym czego naprawdę pragną zwykli obywatele. Ludzie po prostu chcieli uczciwego rządu, który nie będzie marnował ich pieniędzy i który będzie się wtrącał w ich życie najmniej jak to tylko możliwe. Tymczasem wielu członków władz stanowych w Sacramento miało zupełnie inne poglądy na to jak powinien działać i czym się powinien zajmować rząd. Postanowiłem uświadomić to obywatelom.

Odkryłem, że jeśli tylko zdołam doprowadzić do tego, by ludzie zrozumieli, co się dzieje, to sami zajmą się resztą. Będą pisać listy i dzwonić do swych przedstawicieli i senatorów, będą wywierać presję na kongresmanów, którzy przecież dobrze wiedzieli, że wcześniej czy później będą musieli stanąć z wyborcami twarzą w twarz. Tak jak się tego spodziewałem, istniała granica ich oporu przed tym czego domagali się ich właśni wyborcy.

Ronald Reagan „An American Life”,
Simon and Schuster, New York, London, Toronto, Sydney, Tokyo, Singapore 1990
s. 168-170
tłum. Marcin Bonicki