Instytut Ronalda Reagana
Czekam na polskiego Ronalda Reagana

Czekam na polskiego Ronalda Reagana

dodano: 23.02.2011

Ronald Reagan dla ludzi mojego pokolenia był niczym dzielny szeryf z dobrego westernu. Tak postrzegała go w latach 80. ubiegłego wieku większa część Polaków. Dla zachodnich Europejczyków też był szeryfem, tyle że z kiepskiego westernu. Słowo “szeryf” stanowiło dla nich raczej obelgę: określało człowieka prymitywnego, awanturniczego, nierozumiejącego subtelności współczesnego świata. W tym sporze rację mieli Polacy. Przy okazji 100. rocznicy urodzin 40. prezydenta Stanów Zjednoczonych warto przypomnieć jego zasługi.

Zacznijmy od polityki zagranicznej, która dla Polaków była najważniejsza. Ronald Reagan zmienił zasadniczo polityczną strategię Ameryki, a właściwie przywrócił jej klasyczny schemat. Tym schematem był dwubiegunowy obraz świata: z jednej strony Ameryka reprezentująca wolny świat, z drugiej komunizm będący imperium zła. Przyjęcie modelu dwubiegunowego nakładało na Amerykę obowiązek przeciwstawienia się komunizmowi i doprowadzenia do jego upadku. Taka strategia była zaprzeczeniem poprzedniej, powstałej za prezydentury Jimmy´ego Cartera, opierającej się na koncepcji wielobiegunowej świata. Autorem tej ostatniej – co warto przypomnieć – był Zbigniew Brzeziński. Ten politolog i polityk uchodzi w Polsce za wielkiego mędrca, choć faktycznie należałoby go uznać za mistrza nietrafionych diagnoz. Gdyby nie Reagan, dalsze rządy Ameryką Cartera i Brzezińskiego mogłyby tylko przedłużyć życie systemowi komunistycznemu.

Gwiezdne wojny z imperium zła

Polaryzacja dla Reagana nie była celem samym w sobie. Była trafną diagnozą aktualnej sytuacji międzynarodowej. Reagan dobrze zrozumiał, że Ameryka jest potęgą dynamicznie wzmacniającą swój potencjał, natomiast kraje komunistyczne znajdują się w fazie schyłkowej. Postawienie na modernizację uzbrojenia, zwłaszcza stworzenie nowej formuły obronnej, nazwanej przez dziennikarzy gwiezdnymi wojnami, doprowadziło gospodarkę sowiecką do stanu agonalnego. System sowiecki nie był w stanie udźwignąć kosztów ekonomicznych takiego wyścigu.

Reagan także zmienił język polityki międzynarodowej i wrócił do prostej retoryki przeciwstawiającej wolny świat komunizmowi. Nie wszystkim się to jednak podobało. Określenie “imperium zła”, które wprawiło Polaków w zachwyt, wywołało wielkie niezadowolenie w Europie Zachodniej. Jej przywódcy, zwłaszcza we Francji i w Niemczech, uznali ZSRS za trwały element polityki europejskiej i nie po myśli była im konfrontacyjna retoryka. Ale i tu Reagan miał rację. Retoryka taka była czasami istotnie niewygodna politycznie, lecz jak się okazało, najadekwatniej opisywała ostatni etap zimnej wojny. Ona też przygotowała mentalnie społeczeństwa europejskie do wiosny narodów.

“Great communicator”

Kilka słów o polityce wewnętrznej. Kluczem do skuteczności epoki reaganowskiej było odpowiednie zarządzanie nastrojami amerykańskiego społeczeństwa. W czasie, wydawałoby się, nieuchronnego zwycięstwa pokolenia rewolucji kontrkulturowej Reaganowi udało się skutecznie zorganizować i skupić wokół siebie szeroką koalicję środowisk konserwatywnych, i to zarówno ściśle laickich, jak i ortodoksyjnie chrześcijańskich. Okazało się, że taka koalicja dawała wyraźne zwycięstwo, a tym samym swobodę działania.

Reaganowi pomógł Carter swoją nieudolną prezydenturą, ale to tylko część prawdy. O Reaganie mówiono, że był “great communicator”, czyli że potrafił bezpośrednio trafić do Amerykanów, ponad głowami mediów. Dlatego udało mu się najpierw rządzić Kalifornią, ojczyzną światowej kontrkultury, a później przez osiem lat rządzić Ameryką, odwracając nastroje kontestacji i tak zwanego syndromu wietnamskiego. Wybierając Reagana, Amerykanie znowu poczuli się silni i dumni ze swojego kraju: koniec ze wstydem i z biciem się w piersi za winy popełnione i niepopełnione.

Podstawowym przesłaniem polityki wewnętrznej była reforma państwa. Państwo – jak powiedział kiedyś Reagan – nie jest rozwiązaniem, lecz problemem. Wyrażał tym samym stanowisko, które w Ameryce nazywa się konserwatywnym, a które polega na ograniczeniu władzy federalnej i biurokracji państwowej. Idea wielkiego państwa społecznego, której patronował kiedyś Franklin Delano Roosevelt, a która odrodziła się podczas rządów Demokratów w latach 60., została przez Reagana odrzucona. Bogactwo i siła Ameryki – dowodził – nie zrodziły się z biurokracji, lecz w sytuacji jej braku. Co z tego wynika dla nas dzisiaj?

Potrzeba polityków wielkiego formatu

Prezydentura Reagana pokazała, że możliwy jest sojusz szerokich rzesz wyborców z silną osobowością polityczną i że ten sojusz może być skuteczny. Co więcej, dokonał się on wbrew większości mediów i środowisk intelektualnych. Mieliśmy kolejny przykład fatalnego rozeznania rzeczywistości przez intelektualistów i dobrego rozeznania rzeczywistości przez polityka. Przykład Reagana pokazał również to, jak silne uczucia nienawiści politycznej środowiska medialne i intelektualne mogą żywić do swoich przeciwników. To była nienawiść intensywna, niemal w stanie czystym, podobna do tej, jaką obserwujemy w Polsce do niektórych naszych polityków. Nieustanne bluzgi, obsesyjne wracanie do postaci, tysiące opowieści mających dowodzić kompletnego zidiocenia prezydenta. Kto rzeczywiście kompletnie zidiociał w tamtych czasach, pokazała historia.

Prezydentura Reagana dowiodła także nośności patriotyzmu i klasycznej retoryki politycznej. Politycy często gubią się w mechanizmach polityki realnej, w kompromisach, grach, negocjacyjnych sztuczkach. Podobnie gubi się w nich i popada w zniechęcenie społeczeństwo. Dobrze jest, gdy od czasu do czasu pojawi się polityk, który przypomni wyborcom o sprawach podstawowych, który wzbudzi w nich nastroje patriotyczne i potrafi dobrze je sam wyrażać.

Reagan to także ten polityk, który trafnie rozpoznał podstawowy konflikt swoich czasów. Dzisiaj Związek Sowiecki już nie istnieje, a więc model zimnowojenny już nie ma zastosowania. Warto jednak zastanowić się, gdzie przebiega obecnie linia podziału między siłami wolności i siłami zniewolenia. Kto dzisiaj chce nas zamknąć w szczelnych biurokratycznych strukturach i okowach słusznych ideologii, a kto broni naszej wolności i podstawowych treści naszego dziedzictwa. Z pewnością taki podział istnieje. A skoro on istnieje, to i nie maleje zapotrzebowanie na polityków formatu Ronalda Reagana.

Prof. Ryszard Legutko
“Nasz Dziennik”, 19-20.02.2011

Autor jest profesorem filozofii, posłem do Parlamentu Europejskiego, byłym senatorem i wicemarszałkiem Senatu VI kadencji, ministrem edukacji narodowej i sekretarzem stanu w Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego.