Instytut Ronalda Reagana
Co myślę o JOW
dodano: 14.06.2015

Ruch na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych od lat promuje zmianę ordynacji wyborczej. Jednak dopiero Pawłowi Kukizowi udało się uczynić tę sprawę przedmiotem ożywionych dyskusji. Na temat JOW wypowiadają się wszyscy. Zatem i ja pozwolę sobie przedstawić mój punkt widzenia. Zaznaczę przy tym, że od dawna popieram JOWy w wersji anglosaskiej, gdzie zwycięzcę wyborów wyłania się zwykłą, czasem wręcz minimalną większością głosów, a wybory ograniczają się do jednej tury głosowania.

Dlaczego JOW?

Bo jest to najprostsze rozwiązanie. Wyborca dostaje kartkę z kilkoma nazwiskami i zakreśla jedno z nich. Wygrywa ten, który otrzyma najwięcej głosów. Czy można wyobrazić sobie rozwiązanie prostsze?

Do JOWów przekonuje mnie jednak nie tylko prostota:


  1. Zwiększenie zależności parlamentarzystów od wyborców. JOWy to mniejsze okręgi wyborcze (przy obecnej liczbie 460 posłów jeden okręg wyborczy to około 80 tysięcy wyborców), mniejszy obszar prowadzenia kampanii wyborczej, mniejsza liczba kandydatów w okręgu. Innymi słowy kandydaci koncentrują swoją aktywność na mniejszym terenie, a wyborcy mają więcej okazji zetknięcia się ze swymi kandydatami. Kandydatów jest też mniej, więc łatwiej ich zidentyfikować. Przestają więc być anonimowi. W efekcie JOWy to też możliwość odwołania parlamentarzysty, który nie spełnia oczekiwań wyborców.

  2. Zmniejszenie zależności parlamentarzystów od partii politycznej. W JOWach bierne prawo wyborcze przestaje być fikcją, kandydować może każdy, niezależnie od tego czy należy do partii politycznej, czy nie. Decyzje partyjnego kierownictwa przestają decydować o być albo nie być kandydata (parlamentarzysty). Wszystko to oznacza, że skłonność do ulegania naciskom partyjnej góry i podejmowania działań sprzecznych z własnymi przekonaniami są o wiele mniejsze. Z tyłu głowy zawsze pozostaje myśl, że w najgorszym razie można rzucić partyjną legitymację i mimo to wziąć udział w kolejnych wyborach. Oczywiście, poparcie partii politycznej może znacząco wpłynąć na wynik danego kandydata, jednak ordynacja proporcjonalna w ogóle pozbawia szans na kandydowanie tych, którzy nie odnajdują się w żadnym ugrupowaniu.

  3. Zmiana natury partii politycznych. Ugrupowania przestają być scentralizowanymi maszynkami do głosowania, które bezrefleksyjnie akceptują wszystkie projekty kierownictwa, albo i tylko samego lidera. Mogą stać się autentycznym forum dyskusji, wymiany argumentów i wypracowywania wspólnie popieranych rozwiązań. Chcąc zbudować większość parlamentarną partie muszą być otwarte na postulaty i poglądy pojedynczych parlamentarzystów. Kierownictwo czy też partyjna większość nie mogą w nieskończoność ignorować mniejszości, a szanse mniejszości na przegłosowanie swych postulatów przy pomocy większości znacząco rosną.

  4. Zwiększenie odpowiedzialności partii politycznych za realizację programu wyborczego. JOWy radykalnie zmniejszają prawdopodobieństwo i potrzebę koalicji rządowej. Zwycięskie ugrupowanie na ogół dysponuje większością pozwalającą na samodzielne utworzenie rządu. Jego utworzenia nie poprzedzają międzypartyjne negocjacje i uzgadnianie programu koalicyjnego, który dla każdego koalicjanta stanowi doskonałą wymówkę dla niezrealizowanych wyborczych obietnic. Tym samym wzrasta odpowiedzialność za słowo, programy wyborcze stają się bardziej konkretne i weryfikowalne, a obietnice gruszek na wierzbie padają rzadziej.

Przeciwnicy JOWów podnoszą wiele różnych argumentów, które mnie jednak nie przekonują:


  1. JOWy prowadzą do systemu dwupartyjnego i eliminują ze sceny politycznej mniejsze ugrupowania. Oczywiście. Jednak oba dominujące ugrupowania są o wiele bardziej pluralistyczne niż partie wodzowskie, typowe dla systemu z ordynacją proporcjonalną, w związku z czym zapotrzebowanie na te mniejsze partie staje się mniejsze.

  2. Parlament nie odzwierciedla poparcia społecznego poszczególnych partii, zwycięskie ugrupowanie zdobywa o wiele więcej mandatów niż to wynika z liczby głosów na jego kandydatów, a mniejsze ugrupowania nie mają żadnych przedstawicieli. Tak. Jednak nie oczekuję od parlamentu, żeby był reprezentatywny (zresztą nigdy nie był, nigdy nie czułem się też reprezentowany przez żadną zasiadającą w parlamencie partię). Parlament ma wyłonić i kontrolować rząd oraz przeprowadzić zmiany zapowiedziane w kampanii wyborczej.

  3. Oligarchowie kupią sobie poparcie wyborców lub lokalnych parlamentarzystów. Może tak, może nie. Jednak dużo trudniej będzie im kupić poparcie całego ugrupowania, dziś wystarczy, że dogadają się z jego liderem. Historia ostatnich lat czy też choćby rozmowy ujawnione w aferze taśmowej doskonale pokazują, że nie jest to tylko teoria.

  4. JOWy to ryzyko, że doświadczeni politycy, skupieni na pracy w stolicy kraju, mogą nie uzyskać mandatu w swoim okręgu wyborczym. Sorry Winnetou, ale instytucja wyborów polega właśnie na tym, że to wyborcy decydują o tym, kto zasiada w parlamencie. Jeśli ktoś o wyborcach zapomina, wypada. Jeśli traci z pola widzenia ich problemy, wypada. Jeśli nie umie ich przekonać do własnych racji, wypada. Takie są zasady tej gry i każdy, kto ją zaczyna musi zdawać sobie z tego sprawę.

  5. JOWy obowiązują w wyborach do Senatu i nic to nie zmieniło, a o wszystkim nadal decydują partyjni liderzy. Oczywiście, że nic się nie zmieniło, bo główna walka polityczna toczy się o Sejm. To Sejm powołuje i kontroluje rząd, to Sejm ma decydujący wpływ na proces ustawodawczy, więc to do Sejmu a nie Senatu stara się dostać każdy marzący o karierze politycznej. To decydowanie o kształcie list wyborczych do Sejmu i wszystkich organów stanowiących jednostek samorządu terytorialnego wybieranych według ordynacji proporcjonalnej (plus dysponowanie środkami z budżetu państwa) stanowi o obliczu funkcjonujących w naszym państwie partii politycznych. Senat zaś jest, a jakby go w ogóle nie było, więc nie oczekujmy cudów.

  6. Wprowadzenie JOW oznacza zakonserwowanie obecnego układu PO-PiS. Być może. Nawet jeśli JOWy oznaczać będą zdominowanie sceny politycznej przez te formacje, to jednak nie będą one już takie same jak dziś. Władza partyjnych przywódców zostanie ograniczona, niezależność parlamentarzystów wzrośnie. Na marginesie warto zauważyć, że od chwili wyborów prezydenckich powyższy argument przynajmniej w połowie się zdezaktualizował, bo PO w sondażach spada już na trzecie miejsce.

  7. JOWy muszą być ukoronowaniem reformy ustrojowej, bo inaczej nic się nie zmieni. Argument ten pada ze strony środowiska, które od lat zaliczało się do zwolenników ordynacji większościowej. O tyle mnie to dziwi, że środowisko to zawsze wskazywało, że trzeba zmieniać rozwiązania ustrojowe, a nie ludzi. Wprowadzenie JOWów taką zmianą właśnie by było. I bez znaczenia jest, kto personalnie miałby na tym skorzystać. Dlatego argument ten traktuję jako rozpaczliwą próbę odróżnienia się od Pawła Kukiza.

Na koniec winny jestem jeszcze dwa słowa wyjaśnienia. Po pierwsze, nie uważam, że JOWy stanowią odpowiedź na wszystkie problemy naszego państwa. Są jednak koniecznym elementem reformy ustroju Rzeczypospolitej. Po drugie, powyższy tekst powstał z potrzeby wewnętrznej, bezpłatnie, a autor nie ma żadnych mocodawców i nikt za nim nie stoi.

Marcin Bonicki